huzarski-ucieka-na-7-etapie-giro2Bartosz Huzarski (ISD) opowiada o 13 i 14 etapie Giro d’Italia.

14 etap Giro d’Italia:

“Przebieg dzisiejszego etapu w sumie nie tak łatwo było przewidzieć, ale zaraz po starcie oświecił mnie Sylwek który powiedział, że dzisiaj będzie wszystko doganiać LPR bo Di Luce zależy na bonifikatach a podobno już pod tą górkę wygrywał. Niestety dzisiaj się przeliczyli, bardzo zmęczyli a bonifikaty za to żadnej niestety nie ma. No cóż zdziwiłbym się gdyby ośmiu ludzi dogoniło 14 choć trzeba im przyznać że tempo było naprawdę przednie.

Odjazd który dzisiaj pojechał w sumie bardzo dobry, mocno pracowali, niestety w końcówce pała z taktyki dla naszego dyrektora, niestety nie są to już amatorskie i tu się wygrywa głową nawet jak w odjeździe ma się dwa asy.

Ja dzisiaj czułem się dobrze choć cały etap pomagałem Dario, nawet przed finiszem przeciągałem go do przodu żeby pod tym ciasnym murem przejechał jak najbliżej. Niestety nie czuł on się dzisiaj najlepiej co wyszło na ostatnich dwóch kilometrach a ja postanowiłem sprawdzić nogę pod górę, bo skoro czułem się nieźle to czemu nie. Jak zobaczyłem, że pod górę puszcza Armstrong to wiedziałem, że jest dobrze, niestety ostatnie 800 metrów uff masakra miałem dzisiaj koronkę 26 i chciałem wrzucać na obręcz.

Jutro trzeba by coś popróbować, choć meta po płaskim ale nie myślę, żeby Petacchi czy Davis przejechali te góry więc może ich ekipy nie będą mocno pracować. Zresztą jak jeszcze jutro LPR będzie ciągnął cały etap to dzięki – jadę do domu 😉 bo to nie normalne i wręcz nie możliwe.”

13 etap Giro d’Italia:

“Za mną przelotowy trzynasty etap Giro, scenariusz był raczej przewidywalny więc pomimo ciśnienia ze strony dyrekcji w żaden odjazd nie planowałem się nawet zabierać. Jasne jak słońce było, że ekipy sprinterów dogonią wszystko, inaczej natomiast może być w następnych dniach gdzie odjazd ma realne szanse dojechania. Od jutro mamy strasznie ciężkie etapy, dzisiaj rano analizowałem książkę wyścigu i stwierdziłem że jeśli dojadę do dnia wolnego to już będzie z górki. Ale do tego jeszcze bardzo ciężkie trzy dni których nie chcę po prostu przejechać, tylko coś powalczyć. Dzisiaj czułem się średnio, jednak wczorajsza czasówka kosztowała mnie bardzo dużo a na etapie nie dało się odpocząć bo tempo było bardzo wysokie, średnia na etapie wyszła 47 km/h i to wykręciło trzech ludzi. Teraz widzę jak ważna jest taktyka, wszyscy trzej uciekający dzisiaj kolarze mieli dwie godziny straty w klasyfikacji generalnej. Trzeba im przyznać, że zawzięli się strasznie bo w peletonie musieli się porządnie narobić żeby ich dogonić, pomijając pierwsze może 15 km cały dzisiejszy etap w wężu.

Dzisiaj startowaliśmy z Lido di Camaiore, bardzo ładne miejsce, może nie tyle do jazdy na rowerze co do wczasowania, ale nawet na wczasy można wziąć rower i pooglądać okoliczne widoki. Na trasie przejeżdżaliśmy przez miejscowość w której mieszka Robert Kubica oraz przez miejscowość w której mieszka Sylwek. Jego kibice przygotowali mu bardzo ładne przyjęcie, było nawet konfetti. Widać tu na każdym kroku inną mentalność ludzi i to że kolarstwo jest tu sportem narodowym i ludzie potrafią docenić pracę kolarza, nawet obcokrajowca który nie jest liderem swojej grupy a tylko pomocnikiem, tyle, że mówimy o pomocniku z najwyższej półki. Pod koniec etapu zajechaliśmy w moje tereny treningowe czyli okolice Empoli, Montelupo i Firenze, wreszcie jakieś znajome drogi i wiem czego można się spodziewać za zakrętem. Pod koniec etapu jeszcze rodzinne miasto Dario Cioniego co pewnie było widać w TV po napisach na drodze, Dario nie zatrzymał się żeby przywitać się ze znajomymi bo myślę, że już by nie dogonił, pod koniec na liczniku wskazówka nie spadała poniżej 55km/h. Jutro meta w Bolonii, z której zawsze latam do domu, tak blisko domu a jednak tak daleko.”

Foto oraz źródło: www.huzarski.pl