bartosz-huzarski3

II etap:

“Drugi etap z Jesolo do Triestu o długości 156 km zakończył się finiszem z większej grupy, najszybszy był Peta który wyprzedził aktualnego lidera. Ja od początku starałem się jechać z przodu, wiał dość mocny boczny wiatr i nie chciałem się gdzieś z tyłu dusić. Rundy które na mecie przygotował organizator było dość niebezpieczne, dojazd do finiszu z górki przed samym podjazdem mocne zwężenie drogi. Z tym wszystkim kolarze sobie poradzili a na ostatnim podjeździe na w sumie technicznie prostym odcinku musieli się wywalić. W skutek tej kraksy peleton pękł na pół, ja niestety byłem w tej drugiej połówce i straciłem 45 sek. Po mecie zastanawialiśmy się z Sylwkiem, który przyjechał w tej samej grupie co ja, jak to się mogło stać, że tam była kraksa, ale cóż taki jest peleton, nieprzewidywalny. Generalnie dzisiaj czułem się dobrze, beż żadnych problemów dojechałem do rund, tam już się zaczął kocioł, starałem się trzymać czuba ale na ostatniej spadłem na dalszą pozycję i później pogoń kosztowała mnie sporo sił.
Jutro znowu na mecie jakaś ruda, podobno jeszcze bardziej niebezpieczna niż dzisiaj z krętym zjazdem przed metą, trzeba zrobić wszystko żeby być z przodu przed podjazdem na premię górską. Jak będzie czas pokaże.”

III etap

“Dzisiaj mieliśmy do pokonania 198 km, z Grado do Valdobbiadene, wyszło ciut więcej – 202. Początek płaski, natomiast ostatnie 60 km po falistym terenie. Scenariusz raczej przewidywalny, choć zwycięstwa Petacchiego się nie spodziewałem, ale widać, że jest dobrze przygotowany i praktycznie nie ma konkurencji więc dziwne gdyby nie wygrywał. Dzisiaj zaś kraksa przed metą, która i mnie nie ominęła, stłukłem lekko kolano ale poza tym nic się nie stało. Trochę też ucierpiał mój rower ale akurat w tym roku się o to nie martwię. Po kraksie z przodu znalazło się około 60 kolarzy, Ci co upadli zablokowali całą i tak wąską w tym miejscu drogę wiec reszta musiała się zatrzymać. Ostatecznie moja grupka straciła 1.25. Strasznie nerwowe te pierwsze etapy, każdy chce być z przodu, każdy czuje jeszcze nogę. Mam nadzieję, że po następnych dwóch etapach które kończą się podjazdami będzie już spokojniej. Ja dzisiaj czułem się całkiem nieźle, jestem trochę zmęczony ale po dwóch stówkach ze średnią prędkością 42,7 przy bocznym wietrze dziwne jakby było inaczej.

Jutro wyścig zaczyna się od nowa, myślę, że tempo do gór będzie robił team LPR i Liquigas chociaż po Astanie i Armstrongu też nie wiadomo czego się spodziewać. Jutro pierwsze rozdanie ale zapewne asy z rękawa liderzy powyciągają za dwa dni.”

Źródło + foto: www.huzarski.pl