Fot. BMC

Mimo że podczas pierwszego etapu wyścigu Paryż-Nicea Tejay van Garderen (BMC) uczestniczył w dwóch kraksach, to wszystko wskazuje na to, że wróci na rower za kilka dni. Amerykanin nie odniósł poważnych obrażeń. 

Po raz pierwszy van Garderen upadł na mokrej szosie wraz z innymi kolarzami. On sam nie odniósł obrażeń, ale ucierpiał jego rower. Chcąc zobaczyć, co konkretnie się zepsuło, Amerykanin uderzył w samochód innej drużyny, który zatrzymał się, by udzielić pomocy swojemu podopiecznemu.

Lekarz drużyny BMC Racing Team, dr Michel Cerfontaine poinformował, że prześwietlenie nie wykazało na szczęście żadnych złamań, a jedynie otarcia na przedramieniu i lewym biodrze. Sam van Garderen mówił, że zaraz po upadku bolała go górna część pleców i szyja oraz że nie mógł oddychać.

Gdy przybyli medycy, zobaczyli, że mój kask jest zniszczony i że mam problemy z oddychaniem, więc zabrali mnie prosto do karetki. Zachowali procedury, jakie stosuje się przy wstrząśnieniu mózgu, ale ja nie miałem oznak tego typu obrażenia. Na szczęście prześwietlenie nie wykazało żadnych złamań. Dobrze, że zachowano się zapobiegawczo, ale z drugiej strony może byłbym w stanie kontynuować ściganie. Boli mnie szyja i trochę głowa, ale nie mam mdłości. Miałem dobrą formę w Volta ao Algarve i miałem nadzieję zrobić z niej użytek. Na szczęście za kilka dni wrócę na rower i zerknę na kalendarz startów, bo być może uda się nadrobić stracone dni. Na szczęście jest dopiero 4 marca i przede mną jeszcze wiele wyścigów

– powiedział Tejay van Garderen oficjalnej stronie drużyny BMC Racing Team i jednocześnie dodał, że nie wie, czy ktoś zatrzymując się, by pomóc innemu kolarzowi jest winny jego wypadkowi.

W kraksie razem z TVG leżał również Rui Costa z UAE Team Emirates, który w przeciwieństwie do kolarza BMC ukończył etap. Portugalczyk ma stłuczone kolano oraz otarcia i wystartuje do drugiego odcinka – takie informacje jego drużyna przekazała za pośrednictwem mediów społecznościowych.