Fot. Lizzie Deignan/Twitter

Lizzie Deignan (z domu Armitstead) do wyścigu pań o mistrzostwo świata ze startu wspólnego stanie jako obrończyni tytułu. Brytyjka zapowiada walkę jak w każdym wyścigu, ale nie jest to dla niej priorytetowy start.

Wiadomość o tym, że mistrzostwa świata 2019 odbędą się na ojczystej ziemi Lizzie Deignan, zmusiła ją do przemyśleń na temat tego, kiedy zakończyć karierę. Brytyjka nie wyklucza startu w Yorkshire, ale uzależnia decyzję od trasy, jaką zaplanują organizatorzy.

Są plotki, że trasa będzie płaska, co byłoby rozczarowujące. Tutaj w Katarze toczy się dyskusja, że nie ma kibiców przy trasie, natomiast pewne jest, że w Yorkshire będą tłumy, co automatycznie działa zachęcająco, by przedłużyć profesjonalne ściganie do tego momentu. Rozważam taką możliwość, nigdy nie mów nigdy – powiedziała Deignan brytyjskiemu dziennikowi „The Guardian”.

Mistrzyni świata spodziewa się, że sobotni wyścig będzie otwarty, co sprawia, że nikogo nie można lekceważyć. Według niej, reprezentacja Brytyjek jest mocna, zatem będzie można zastosować kilka rozwiązań taktycznych. Sama siebie nie skreśla, ale też nie zamierza powiedzieć koleżankom, by całkowicie się dla niej poświęciły.

Kross

Jeśli przypinam do koszulki numer startowy, to zawsze walczę. Cieszę się, że tutaj jestem – dodała Deignan.

Właścicielka tęczowej koszulki odniosła się także do głośnej ostatnio sprawy kontrolowanego zażywania zakazanych substancji. Nie chciała bezpośrednio komentować sytuacji na przykład Bradleya Wigginsa, ale powtórzyła swój apel, by Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) raz jeszcze rozważyła zasady rządzące systemem TUE.

Nie twierdzę, że kortykosteroidy powinny być całkowicie zakazane, ale należy raz jeszcze przyjrzeć się na przykład temu przez jaki czas zawodnik po iniekcji powinien być wyłączony ze startów – uważa Deignan.

Warto przypomnieć, że Deignan o mało nie straciła miejsca w składzie reprezentacji Wielkiej Brytanii przed igrzyskami olimpijskimi, gdy wyszło na jaw, że nie poddała się trzem obowiązkowym kontrolom dopingowym. Według niej, za pierwszą i drugą pomyłką stoją odpowiednio: Brytyjska Agencja Antydopingowa (UKAD) i błąd plików. Natomiast za trzecią osobiście bierze pełną odpowiedzialność, ponieważ miała w tym czasie problemy rodzinne.

Ostatnim startem Lizzie Deignan były igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro, po których miała pięć dni całkowitego odpoczynku od roweru. Następnie skoncentrowała się na przygotowaniach do mistrzostw świata. W ubiegłą niedzielę zdobyła tytuł drużynowej mistrzyni świata w jeździe na czas z ekipą Boels-Dolmans. Po występie w Katarze zakończy długi i wymagający sezon.