fot. Tour de France/ Jered & Ashley Gruber / A.S.O.

Za nami jeden z najbardziej ekscytujących etapów drużynowej jazdy na czas ostatnich lat, ale 113. edycja Wielkiej Pętli jeszcze nie żegna się z Barceloną. Dziś uczestnicy imprezy zmierzą się na trasie nawiązującej do eksplozywnego finału Volta a Catalunya, choć jak przystało na Tour – dodatkowo doprawionej, a żółta koszulka w rękach Vismy | Lease a Bike sprawi, że wiele ekip będzie miało na finał na Wzgórzu Montjuïc swój własny plan.

Przed kolarzami odcinek liczący 169,2 kilometry i ok. 2050 metrów przewyższenia, prowadzący ze zlokalizowanej na Costa Dorada Tarragony z powrotem do stolicy Katalonii – dokładnie tam, gdzie kolarze finiszowali już wczoraj.

Pierwszą część etapu, aż do lotnej premii w Viladecans (85,6 km), spokojnie nazwać można turystyczną. Rozpoczynający się tuż za nią podjazd pod Côte de Begues (6,1 km, śr. 6,5%) będzie mieć znaczenie głównie z perspektywy uciekinierów zainteresowanych przejęciem koszulki w czerwone grochy, jednak wyznaczy też moment, w którym niedzielna rywalizacja powinna zmienić swój charakter. Przez ciągnące się za nim nieklasyfikowane wzniesienia prowadzą węższe, dość kręte drogi, na których niemal na pewno dojdzie do podkręcenia tempa ze względu na same przepychanki.

Kolarze wjadą na finałową rundę 31 kilometrów od mety etapu i pokonają niepełne trzy okrążenia po 12,2 kilometra. Jest ona dłuższa od tej znanej z finałowego etapu Volta a Catalunya, a poprzedzający finisz przy Stadionie Olimpijskim podjazd do kolejki linowej (1,6 km; 9,3%) trudniejszy – szczególnie ostatnie 400 metrów. Nawet jeśli nie powstaną na nim większe różnice czasowe, pozycja w grupie na szczycie wzniesienia zadecyduje o tym, kto będzie się dziś liczył w walce o etapowe zwycięstwo.

Oto, co na temat 2. etapu Tour de France 2026 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 2, 5 lipca: Tarragona › Barcelona (169,2 km | 2050 m ↑)

Fakt, że trasa 113. edycji Tour de France na papierze sprzyja harcownikom, ale niekoniecznie wąsko rozumianym specjalistom od wyścigów jednodniowych, jest jednym z paradoksów tej odsłony imprezy. Czy sama hipoteza się obroni, czas pokaże, natomiast ten dzień jak najbardziej powinien należeć do wielokrotnych zwycięzców monumentów i ich bezpośrednich rywali.

Pod kątem przebiegu, niedzielny odcinek z Tarragony do Barcelony przypomina fryzurę na „czeskiego piłkarza”, czyli nudy z przodu i impreza na tyle. Części te od siebie oddziela wspinaczka pod Côte de Begues (6,1 km, śr. 6,5%), podczas gdy o losach etapu zadecyduje rywalizacja na rundach w dzielnicy Montjuïc. Klasyczny finał Volta a Catalunya będzie tu często wspominany, choć podkreślić trzeba, że tourowy wariant z podjazdem pod Côte de Château de Montjuïc (1,6 km; 9,3%) jest trudniejszy. Meta zlokalizowana została w tym samym miejscu co dzień wcześniej.

Pogoda

Do 33 stopni Celsjusza w najcieplejszym momencie dnia, nieco silniejszy wiatr znad morza (S) – w przedziale od 15 do 20 km/h.

Faworyci

We wczorajszej zapowiedzi napisałam, że Visma | Lease a Bike była najlepiej skrojonym składem pod wysiłek na trasie barcelońskiej „drużynówki”, a kolektywny wysiłek kolarzy tej ekipy zdecydowanie to potwierdził. Pomimo rywalizowania na nowych zasadach, to jak najbardziej było drużynowe zwycięstwo. Teraz jednak są w kłopocie, za którym nie do końca przepadają, a podejście holenderskiej ekipy do obowiązków związanych z dzierżeniem żółtej koszulki – na trasie i poza nią – w dużej mierze zadecyduje o losach tego etapu.

Optymalny scenariusz z perspektywy zainteresowanych walką o etap liderów na klasyfikację generalną zakłada odpuszczenie ucieczki o akceptowalnej liczebności i jakości (a z tym drugim może być różnie), trzymanie odjazdu na relatywnie krótkiej smyczy (do 4 minut), podyktowanie bardzo wysokiego tempa od wjazdu na pagórkowatą część trasy i złapanie ucieczki na ostatniej rundzie. Taka ścieżka w możliwie najczystszy sposób prowadzi do względnie przewidywalnego sprintu ze zredukowanej grupy na podjeździe pod Stadion Olimpijski w Barcelonie.

Gdyby miało to zależeć od Vismy, o wdrożenie tego planu nie martwiłabym się wcale, ale raczej tak się nie stanie. Jak już delikatnie zaznaczyłam, na utrzymaniu żółtej koszulki aż tak zależeć im nie powinno, a chociaż Jonas Vingegaard jest znacznie (ZNACZNIE!) bardziej dynamicznym kolarzem niż przed trzema czy czterema laty, Le Lioran nie przydarza się w każdą niedzielę.

UAE Team Emirates-XRG? Też nie sądzę, aby byli główną siłą kontrolującą dziś wydarzenia na trasie, ale jeśli ktoś inny postanowi wystawić im ten etap, powiedzą „thank you for your service”. Tadej Pogačar będzie rzecz jasna faworytem rozgrywki z grupy liderów, bo już na poprzedzającym wjazd na metę podjeździe pod Côte de Château de Montjuïc jest w stanie samodzielnie sprawić, że kontrolki wszystkich rywali zapłoną na czerwono. Być może łatwo było to wczoraj zignorować, ale Słoweniec odpalił w końcówce sobotniego etapu prawdziwą rakietę – i wyglądał jak z innej planety na tle kolegi z drużyny, który całkiem niedawno to samo zrobił z resztą stawki Aura Touru. Jeśli natomiast kontrolowanie wolnych elektronów na rundach w Barcelonie okaże się kłopotliwe, wystarczająco dobrą opcją powinno okazać się wysłanie do walki Isaaca Del Toro.

Kiedy tylko spojrzy się na profil tego odcinka, kadry wypełnione Pogačarem i Mathieu van der Poelem (Alpecin-Premier Tech) ścigającymi się na kreskę wyświetlają się same. Nie sposób tego powstrzymać. Drużyna Holendra należy więc do tych, które z największym prawdopodobieństwem podejmą się kontrolowania ucieczki dnia, prawdopodobnie obok Pinarello Q36.5, których cały udział w Tourze siłą rzeczy zbudowany jest na wierze, że Tom Pidcock coś gdzieś z tego ukręci. Wracając jednak do Alpecinu, tak to powinno mniej więcej wyglądać, chyba że… Mathieu ma ochotę na coś więcej niż „tylko” kolejny etap Tour de France. 30 sekund, które z uwzględnieniem ewentualnej bonifikaty dzieli van der Poela od żółtej koszulki, nie jest nierealistyczne, a jednocześnie on sam mieści się w wąskiej grupie zawodników posiadających podobną stratę, którzy jednocześnie nie stanowią zagrożenia w kontekście klasyfikacji generalnej Wielkiej Pętli. Van der Poel może się więc dziś pokusić o odjazd, choć taka decyzja rzecz jasna pociągnie za sobą szereg reakcji w całym peletonie.

Podobną zdolność, mam na myśli kształtowanie charakteru wyścigu swoimi decyzjami taktycznymi, posiada zazwyczaj ekipa Lidl-Trek, która może dziś zrobić w zasadzie wszystko. Próba znalezienia się w ucieczce dnia z Madsem Pedersenem i Mathiasem Vackiem jest równie dobrym pomysłem, co postawienie na kontratak Mattiasa Skjelmose na rundach czy wsparcie Juana Ayuso w wariancie finiszu ze zredukowanej grupy liderów.

Jeśli dojdzie do rozgrywki pomiędzy liderami, poza wymienionymi już kolarzami zaistnieć w niej powinni również Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe), Kevin Vauquelin (Netcompany INEOS), Paul Seixas (Decathlon CMA CGM) czy Romain Grégoire (Groupama-FDJ United), przy czym ten ostatni jako jedyny pasuje również do scenariusza z kontratakiem na rundach czy (mniej prawdopodobne) ucieczką dnia.

Jeśli odjazd zostanie złapany zbyt szybko lub po prostu peleton w końcówce okaże się zbyt aktywny, po etap sięgnąć mogą kontratakujący zawodnicy. Poza wymienionymi już Del Toro, Skjelmose i Grégoirem, w takiej akcji łatwo wyobrazić sobie między innymi Lennerta van Eetvelta (Lotto Intermarché), Maxima Van Gilsa (Red Bull-BORA-hansgrohe), Bena Healy’ego (EF Education-EasyPost) czy Mauro Schmida (Jayco AlUla).

Alex Baudin (EF Education-EasyPost) to zupełnie ślepy strzał, ale 25-letni Francuz dobrze spisuje się w sylwetkę kolarza, który mógłby dziś szukać szczęścia w ucieczce.

Harmonogram

Start honorowy: 13:45
Kilometr 0: 13:55
Prognozowany finisz: 17:26-17:46
Transmisja TV: 13:30-18:00 na antenie stacji Eurosport 1 i platformie HBO Max


Wszystko o 113. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułTour de France 2026: Przykry bilans kraks na 1. etapie. Pierwszy z kolarzy opuszcza wyścig
Następny artykułRadosław Frątczak: „Otworzyłem swój worek zwycięstw i liczę, że teraz przyjdą kolejne”
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Łukasz
Łukasz

Przeczytałem artykuł z przyjemnością. Bez zbędnych ozdobników, ale w zamian fachowo. Z podanych scenariuszy osobiście stawiam na walkę MvdP kontra Pogi. W końcu ich potyczki każdorazowo generują kosmiczne moce a i emocji nie powinno zabraknąć.

Tak Tal
Tak Tal

Może Pidcock zaskoczy.

A przy bardzo mocnym tempie czuję, że to może być za trudny podjazd dla MvdP.