Foto: Team Visma | Lease a Bike

O Barcelonie już od kilku dni było w polskich mediach bardzo głośno, jednak dziś powodem jest rozgrywana na ulicach tego miasta inauguracja 113. edycji Tour de France. Po raz pierwszy od 55 lat Wielką Pętlę otworzy drużynowa jazda na czas, której próba generalna okazała się przed trzema laty małą katastrofą, a ekipy rywalizować będą na nowych zasadach. Czy tym razem wszystko pójdzie zgodnie z planem? Najprawdopodobniej, w końcu Tour to Tour – nawet wśród pięknego chaosu, jakim jest Barcelona.

To pierwsza drużynowa jazda na czas rozgrywana w ramach Touru od 2019 roku i pierwszy przypadek, w którym konkurencja ta otwiera największy z etapowych wyścigów od 55 lat, ale równie często będzie dziś wspominana barcelońska „drużynówka” inaugurująca Vueltę przed trzema laty. Próba generalna przed katalońskim Grand Départ, która zdecydowanie nie poszła zgodnie z planem, z uwagi na silne opady deszczu i ograniczoną widoczność przy „zaskakująco szybko” zapadającym zmroku. Remco Evenepoel gestykulujący na mecie jak Ryszard Peja za najlepszych czasów Slums Attack do teraz pozostaje jednym z najbardziej wyrazistych wspomnień z tamtej odsłony hiszpańskiego wielkiego touru.

Na szczęście Wielka Pętla jest co do zasady znacznie lepiej zorganizowanym wyścigiem, stosowne wnioski zostały wyciągnięte, a lipcowe słońce gaśnie nad Barceloną sporo później (dziś o 21:28), więc w ramach dzisiejszej inauguracji nie przewiduje się podobnych wpadek.

W walce o etapowe zwycięstwo i pierwszą żółtą koszulkę 113. edycji Wielkiej Pętli, 23 drużyny zmierzą się tego popołudnia na wiodącej przez centrum Barcelony trasie, liczącej 19,6 kilometra i ok. 220 metrów przewyższenia. Odnosząc ją jeszcze do tej testowanej w ramach Vuelty w 2023 roku, dzisiejsza jest o 4,8 kilometra dłuższa, co niemal w całości pokrywa się z dodaną pagórkowatą końcówką na Wzgórzu Montjuïc, choć dalej na północny wschód przesunięty został również start.

Po zjeździe z rampy startowej zlokalizowanej przy Forum (Museu Blau), rywalizujące ekipy nabiorą prędkości jadąc (niestety pod wiatr) wzdłuż barcelońskich plaż. Na wysokości Port Olímpic odbiją w głąb miasta, by pokonawszy jeden z najbardziej technicznych odcinków sobotniej „drużynówki” znaleźć się na szerokich bulwarach dzielnic Sant Martí i Eixample.

Środkowe 10 kilometrów etapu, z obowiązkowym przejazdem obok niedawno ukończonej bazyliki Sagrada Família, to wymagający ogromu mocy false flat, a prognozowany czołowy wiatr dodatkowo uwypukli wkład najlepszych specjalistów w jeździe na czas w wyniki dzisiejszej rywalizacji. Ta część trasy w stu procentach pokrywa się z próbą generalną sprzed trzech sezonów.

Charakter otwierającej tegoroczny Tour drużynowej jazdy na czas zmienia się na ostatnich 4 kilometrach etapu, i to właśnie tam zaobserwujemy różne warianty rozegrania tego odcinka na nowych zasadach – ale o tym za moment. Tu należy podkreślić dwie rzeczy: po pierwsze, wyglądająca na krętą wspinaczka Wzgórzem Montjuïc aż do Stadionu Olimpijskiego w rzeczywistości prowadzi dość szeroką, optymalnie wyprofilowaną drogą. Po drugie natomiast, ale dalej w temacie optycznych iluzji, z pokonywanych tam podjazdów pod Côte de Montjuïc (1,1 km; 5,1%) i Côte de Stade Olympique (800 m; 7%) ten drugi należy do kategorii „wchodzących mocniej, niż mówią liczby”.

Trzy punkty pomiaru czasu zlokalizowane zostały po odcinku plażowo-lekko technicznym (5,1 km), przy Sagrada Família (10,5 km) i na samym początku wspinaczki na Montjuïc.

Jak już wspomniałam, dzisiejsza drużynowa jazda na czas rozegrana zostanie na „nowych zasadach”, od trzech sezonów testowanych w ramach wyścigu Paryż-Nicea, a w tym roku również na Aura Tour (Tour Auvergne-Rhône-Alpes). Sprowadzają się one do dwóch rzeczy:
– o wyniku drużyny decyduje czas pierwszego zawodnika na mecie,
– do klasyfikacji generalnej liczą się indywidualne czasy uzyskane przez każdego z kolarzy.

Zmiana do rewolucji w wynikach etapu niemal na pewno nie doprowadzi, natomiast daje dużo więcej wolności czołowym zawodnikom klasyfikacji generalnej – szczególnie takim, którzy są zdecydowanie najlepszymi specjalistami w jeździe na czas swoich ekip, i których składom brakuje tak zwanej głębokości.

Oto, co na temat 1. etapu Tour de France 2026 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 1, 4 lipca (TTT): Barcelona › Barcelona (19,6 km | 220 m ↑)

Zmagania na trasie tegorocznej Wielkiej Pętli otworzy blisko 20-kilometrowa drużynowa jazda na czas, rozgrywana w ramach tego wyścigu po raz pierwszy od 2019 roku. Nudy? Nie do końca, ponieważ Barcelona nigdy taka nie jest (o ile widoczność pozwala na dostrzeżenie detali), a dodatkowo – czy może raczej przede wszystkim – będziemy mieć do czynienia z najnowszym formatem, testowanym dotąd w ramach Paryż-Nicea i Tour Auvergne-Rhône-Alpes. Jako wynik drużyny liczony będzie rezultat pierwszego zawodnika na linii mety, podczas gdy do klasyfikacji generalnej wzięte zostaną indywidualne czasy każdego z kolarzy, co, upraszczając, daje liderom większą sprawczość.

Podziałowi trasy „drużynówki” na zbiorowe wyprucie się do spodu i solo w finale sprzyja również sam charakter trasy – relatywnie płaskiej w trzech czwartych, ale z podjazdami pod Côte de Montjuïc (1,1 km; 5,1%) i Côte de Stade Olympique w Barcelonie (800 m; 7%) na ostatnich 4 kilometrach.

Pogoda

W godzinach startu ok. 30 stopni Celsjusza i pełne słońce. Wiatr z kierunku SW oznacza, że na znacznej części trasy będzie on czołowy, włączywszy w to samą końcówkę. Trudno z góry przesądzić, czy zwarta miejska zabudowa zdoła zmarginalizować jego wpływ na najdłuższych, płaskich odcinkach sobotniej czasówki, jednak jeśli nie, drużyny startujące w ciągu ostatnich 30 minut etapu zastaną nieco korzystniejsze warunki – prognozowany jest spadek prędkości wiatru (z ok. 16 do 13 km/h).

Faworyci

Nawet uwzględniwszy dające więcej możliwości taktycznych nowe zasady, na niespełna 20-kilometrowej trasie przewidywane są niewielkie różnice między najlepszymi drużynami, a wpływ najlepszych specjalistów w jeździe na czas na ostateczny wynik swoich ekip powinien być znaczący – nawet jeśli to nie oni dotrą na metę jako pierwsi.

Przed rozpoczęciem sobotniej rywalizacji faworyzowana jest ekipa Netcompany INEOS ze świetnie jeżdżącymi na czas Filippo Ganną, Joshem Tarlingiem, Tobiasem Fossem, Thymenem Arensmanem, Kevinem Vauquelinem i Michałem Kwiatkowskim. Na papierze, tego rodzaju skumulowana moc powinna wziąć górę nad tym, co do zaoferowania w końcówce będą mieć najlepsi czasowcy-górale tej odsłony Touru – tym bardziej, że Vauquelin tak czy inaczej byłby naturalnym wyborem na pagórkowatą końcówkę, a narodowość przy nazwisku też się zgadza. Po stronie zastrzeżeń zaznaczyć trzeba warunki wietrzne, które INEOS najprawdopodobniej będzie mieć gorsze od najpóźniej startujących drużyn, oraz formę Tarlinga, startującego świeżo po złamaniu obojczyka.

W składzie drużyny Visma | Lease a Bike negatywnie wyróżnić można zawodników z dwoma najwyższymi numerami startowymi, ponieważ cała reszta – Jonas Vingegaard, Edoardo Affini, Bruno Armirail, Victor Campenaerts, Per Strand Hagenes i Matteo Jorgenson – jeżdżą na czas co najmniej bardzo dobrze. Z sukcesem startowali już w tym konkretnym formacie „drużynówki” podczas tegorocznego Tour Auvergne-Rhône-Alpes i wydają się najlepiej skrojoną ekipą na tę konkretną trasę. Tu również zastrzeżenie, że Affini jest świeżo po poważnie wyglądającej kraksie.

Ekipa UAE Team Emirates-XRG nie powinna tego wygrać, choć oczywiście spróbuje, bo Tadej Pogačar rzadko poważnie bierze pod uwagę inne opcje. Na ulicach Barcelony Słoweniec będzie miał wsparcie Isaaca Del Toro, Brandona McNulty’ego, Tima Wellensa i Nilsa Politta, a więc bardzo solidne, jednak dość wyraźnie ustępujące wymienionym wyżej drużynom. Przed nami więc mały test na to, ile ognia na starcie Wielkiej Pętli ma jeszcze w sobie sam Pogačar, oraz na ile jest on w stanie ugiąć prawa fizyki siłą woli i mięśni.

W sekcji rozrywkowej mamy drużynę Red Bull-BORA-hansgrohe z wielokrotnym mistrzem świata w jeździe indywidualnej na czas, Remco Evenepoelem, który z poprzedniej „drużynówki” w Barcelonie ma dość ciekawe wspomnienia. Jego ekipa, w której składzie wystartują również dobrze spisujący się w tej konkurencji Florian Lipowitz, Jai Hindley, Mattia Cattaneo, Jan Tratnik i Tim van Dijke, jak najbardziej ma potencjał na najlepszą trójkę dzisiejszego konkursu, ale także na małe personalne dramy i ewentualne zmiany ustaleń taktycznych in real time.

Do sekcji wyróżnień trafia dziś drużyna Lidl-Trek, w której składzie nie ma czasowców wybitnych, ale uśredniony poziom ciągle jest bardzo wysoki, a pochodzącemu z Barcelony Juanowi Ayuso na ostatnim odcinku bardzo pomogą forma i predyspozycje takich kolarzy jak Mathias Vacek, Mattias Skjelmose czy Derek Gee-West.

Harmonogram

Start pierwszej drużyny (Caja Rural-Seguros RGA): 17:05
Start ostatniej drużyny (UAE Team Emirates-XRG): 18:55
Prognozowany finisz: 19:16
Transmisja TV: 16:45-19:45 Eurosport 1 / HBO Max


Wszystko o 113. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułChris Froome o Tadeju Pogačarze: „Jeśli uniknie kłopotów, to zwycięstwo ma już w garści”
Następny artykułWyścig Solidarności i Olimpijczyków 2026: Frątczak z etapem, Bogusławski z generalką!
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Marek Aureliusz Junior
Marek Aureliusz Junior

Zaczynamy Wielką Pętlę ! Pogoda idealna na inaugurację najważniejszego wyścigu w sezonie, przynajmniej na północy Polski, zimno i mocny wiatr, także nic tylko zostać w domu i oglądać pierwszy etap Tour de France. Pozdrawiam wszystkich kibiców 🙂