fot. Copernicus / Leon Baliński

Złotym medalistą w wyścigu ze startu wspólnego juniorów został Michał Struzik. Kolarz UKS Copernicus Toruń CCC przez większość dnia kręcił w kluczowym odjeździe, z którego następnie oderwał się wraz z dwójką towarzyszy. Jednego z nich, Wojciecha Cierpickiego, przyszło mu pokonać dopiero na bardzo zaciętym finiszu. 17-latek wygrał go, po czym nie ukrywał swojej wielkiej radości z tego tytułu.

Przed wyścigiem ze startu wspólnego juniorów w ramach Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym 2026, których gospodarzem była dziś Lubawa, wiele mówiło się o kolarzach UKS Copernicus Toruń CCC, albowiem ci byli z jednej strony najliczniej reprezentowanym zespołem w stawce, z drugiej zaś posiadali w swoich szeregach głównych faworytów. W szeregach „pomarańczowych” znajdował się także Michał Struzik – bardzo solidny pierwszoroczny junior, aczkolwiek zawodnik, o którym nie mówiono w gronie faworytów z pierwszego szeregu. Ten jednak wykorzystał wydarzenia na trasie w perfekcyjny sposób, zabierał się we właściwe akcje, a po wszystkim zwyciężył na finiszu. Jakie to było uczucie dla młodego zawodnika?

Czuję się niesamowicie. Jakby ktoś się mnie rano spytał czy wygram w takim stylu, czy w ogóle wygram, to powiedziałbym, że nie do końca to czuję. Przyznam zresztą, że na początku wyścigu noga nie była specjalnie dobra, ale wyścig się ułożył idealnie, dałem z siebie wszystko i udało się!

— zaczął Michał Struzik, którego następnie dopytałem o to, w którym momencie wyścigu ten zdał sobie sprawę, że może zostać złotym medalistą.

Myślę, że jak skoczyliśmy z 15-osobowego odjazdu na niespełna 20 kilometrów przed metą. Pojechaliśmy z chłopakami we trójkę, zaczęliśmy współpracować, każdy rzetelnie dawał zmiany i wówczas podjechać do nas samochód, z którego dostaliśmy komunikat, że mamy 15 sekund przewagi. Padło wtedy „dobra chłopaki, jedziemy wszystko, albo to dowieziemy do mety, albo chociaż będzie można powiedzieć, że spróbowaliśmy”. To zadziałało

— kontynuował mistrz Polski juniorów w wyścigu ze startu wspólnego.

Michał Struzik dość wcześnie znalazł się w 9-osobowej ucieczce dnia, która z czasem rozrosła się do 14 kolarzy, a po dojeździe Maksymiliana Matyasika osiągnęła finalny poziom 15 zawodników. Grupa ta utrzymywała niezbyt wielką przewagę nad peletonem, ale jak czas pokazał – wystarczającą. Na ostatnich kilometrach poszła kluczowa, 3-osobowa akcja, którą zainicjował Karol Bies (UKS Avatar Silesia Team), a w której oprócz kolarza UKS Copernicus Toruń CCC znalazł się także Wojciech Cierpicki (STC Stargard). To ten ostatni był rywalem 17-latka na finiszu. Czy ten przystępował do sprinterskiego pojedynku pewny swoich możliwości?

Tak, byłem raczej pewien, że jestem najszybszym zawodnikiem z tej trójki, bo całkiem dobrze finiszuję, więc tak naprawdę wiedziałem, że jestem w bardzo dobrej, komfortowej sytuacji i o ile nie zaczniemy się czarować, tylko do końca będziemy jechać, to mam bardzo duże szanse na zwycięstwo

— kontynuował Michał Struzik.

Jedni mówią, że kontrowersje najlepiej przemilczeć i sprawić, by przeszły w zapomnienie, inni jednak, w tym i ja uważają, że lepiej pewne kwestie wyjaśnić. Musiałem zatem zapytać złotego medalistę o sytuację na finiszu – niektórzy uważali bowiem, że Wojciech Cierpicki zmienił linię na finiszu i przymknął 17-latka z UKS Copernicus Toruń CCC. Jak na tę sytuację zapatrywał się jednak sam zawodnik?

Walka była do końca, wyszliśmy z ostatniego zakrętu razem z Wojtkiem. Nie wiem, może go rzuciło nieco w moją stronę, ale trudno byłoby mi powiedzieć, że przymknął mnie kompletnie. Nie, było inaczej – zostawił mi miejsce, miałem miejsce między nim a barierką, dałem radę się tam przecisnąć. Myślę, że po tylu kilometrach, po tak zaciętej walce, ciężko jest czasem zapanować idealnie nad rowerem. Zostałem zresztą zapytany o tę sytuację przez panią sędzię, więc sam jej powiedziałem, że może i Wojtek zjechał w moją stronę, ale odpuścił na końcu. Szanuję to, jak pojechał i uważam, że mój rywal nie zachował się niewłaściwie. Na tym zmęczeniu nie wszystko jest świadome, czasem jedzie się tyle, ile może, więc to normalne, że są takie sytuacje. Umiem się zresztą przeciskać, wyniosłem to z MTB [śmiech]

— jasno zadeklarował Michał Struzik.

17-latek bywał w karierze wysoko w wyścigach UCI, ale tytuł mistrza Polski jest dla niego pierwszą wygraną w imprezie tej rangi, w dodatku jest okraszony zdobyciem biało-czerwonej koszulki z orzełkiem. Jakie zatem teraz pojawiają się cele i marzenia w głowie naszego pierwszorocznego juniora?

Marzenie? Szczerze, to jeszcze nie wiem. Na pewno będę dalej rzetelnie pracował, by osiągać jak najlepsze wyniki. Myślę, że z pomocą trenera Błażeja Janiaczyka jeszcze wiele osiągniemy. Chciałbym mu bardzo podziękować, bo ten rezultat to jest jego zasługa, tak jak i zresztą całej drużyny, chłopaków z Copernicusa, wszystkich, którzy nas wspierali. To jest nasze zwycięstwo!

— podkreślał Michał Struzik, którego dopytałem, czy dotarło do niego już to, że teraz czeka go pełne 12 miesięcy w koszulce mistrza Polski.

Tak, oczywiście, dotarło to do mnie i czuję jakie to jest wielkie wyróżnienie. Jednocześnie mam świadomość, że jak już się ma taką koszulkę, to w peletonie troszeczkę ciężej jest cokolwiek podziałać, bo wszyscy cię obserwują i pilnują, będzie to teraz na pewno inna jazda

— odpowiedział kolarz UKS Copernicus Toruń CCC – Akademii Michała Kwiatkowskiego, któremu na koniec tradycyjnie pozostawiłem pole do podziękowań dla osób, bez których nie byłoby tego sukcesu.

Na pewno chciałbym podziękować rodzicom, którzy wspierali mnie od małego i wszystko zawsze zapewniali. To, czego potrzebowałem, zawsze dostawałem, więc bardzo, bardzo to doceniam. Może się powtórzę, ale oczywiście dziękuję też trenerowi Błażejowi Janiaczykowi – to super człowiek, super trener. Myślę, że cała ta moja forma, te osiągnięcia, to w sporej części jego zasługa. Dziękuję też chłopakom z ode mnie z drużyny. Pomagali mi dzisiaj do samego końca i bardzo we mnie wierzyli. Dzięki też wreszcie dla całej obsługi, która dbała o nas, podawała bidony na bufecie, co było bardzo ważne w tak ciężkich warunkach – na słońcu mamy przeszło 35 stopni Celsjusza, a oni dawali z siebie wszystko, byśmy mogli się skupić na jeździe. Chyba wspomniałem wszystkich, ale tak, jestem wdzięczny całemu klubowi

— zakończył Michał Struzik.

W Lubawie wywiad z medalistą wśród juniorów przeprowadził Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym 2026:

Poprzedni artykułMarta Lach z brązem: „Jest lekki niedosyt, ale myślę, że to wszystko, na co było mnie stać”
Następny artykułTour de France 2026: Poznaliśmy oficjalny skład Red Bull-BORA-hansgrohe
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze