fot. Giro d'Italia

Grande Partenza tegorocznego Giro d’Italia, które będzie miało miejsce w Bułgarii, spędziło nieco snu z powiek osobom odpowiedzialnym za logistykę w poszczególnych ekipach. O ile bowiem kolarze do Włoch po prostu polecą samolotami, o tyle w przypadku pojazdów i sprzętu taki transfer jest zdecydowanie bardziej skomplikowanym procesem. O trudach takowego opowiedział Bart Wellens z Lotto-Intermarché w rozmowie dla WielerFlits.

O tym, że kolarstwo to obecnie dużo więcej niż tylko przejeżdżanie etapów z punktu A do punktu B, wie zapewne niemal każdy kibic tego sportu. Przygotowania do wyścigów zaczynają się czasem na długie miesiące przez kluczowymi startami, a nawet podczas samych imprez ważne jest nie tylko to co dzieje się na rowerze, ale i masa rzeczy poza nim – odpowiednia dieta, masaże, opieka lekarzy i fizjoterapeutów, wsparcie mechaników czy szeroko rozumiana logistyka. Ta ostatnia co prawda nie spędza snu z powiek samym zawodnikom, ale już osoby, które pracują w ekipach nie zawsze mają z nią łatwo, szczególnie gdy np. Giro d’Italia rozpoczyna się w Bułgarii, by po zaledwie jednym dniu przerwy było kontynuowane we Włoszech. O trudach tego procesu opowiedział o tym Bart Wellens z Lotto-Intermarché.

Już sam wyjazd do Bułgarii nie był prosty, a wręcz stanowił dla naszych logistyków prawdziwą zagadkę. Z Europy Zachodniej, gdzie stacjonuje większość zespołów, na najkrótszej drodze do Bułgarii, aby przetransportować cały sprzęt, znajduje się Serbia. Ta jednak nie jest członkiem Unii Europejskiej ani częścią Strefy Schengen, co zmuszało nas do obrania alternatywnej drogi. Jazda dookoła oznaczała z kolei pokonanie co najmniej 400 dodatkowych kilometrów. Kierowaliśmy się przez Węgry i Rumunię, a tam jest mnóstwo robót drogowych. Autobusy i ciężarówki napotkały tam na spore korki. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać, jadąc przez takie kraje pojazdami. Zawsze cieszymy się, gdy to już za nami. Tak było już w zeszłym roku w Albanii, ale teraz jest jeszcze trudniej. Ci ludzie wyjechali kilka dni temu, żeby mieć pewność, że dotrą do Bułgarii na czas

— opowiadał Bart Wellens w rozmowie dla WielerFlits.

Start w Albanii miał jednak drobną, aczkolwiek kluczową przewagę nad rozpoczęciem zmagań w Bułgarii – organizatorzy byli w stanie zapewnić przeprawę przez Adriatyk, a cały sprzęt dotarł dość sprawnie drogą morską do Włoch. W przypadku tegorocznej edycji, taki transfer jest dużo bardziej skomplikowany, bowiem nawet zakładając wybór takiej drogi, do rzeczonej Albanii bądź jednego z sąsiednich nadmorskich państw trzeba dotrzeć „na kołach”. To sprawia, że w wielu wypadkach ekipy zdecydowały się na posiadanie zupełnie osobnego sztabu i sprzętu na ściganie w Bułgarii, zaś „właściwa” część czekać będzie na zespoły dopiero po dotarciu do Włoch. O takiej logistyce miałem okazję porozmawiać z Polakami pracującymi w największych ekipach świata podczas Tour of the Alps, to samo potwierdził też Bart Wellens.

Musimy pracować z dwoma różnymi zespołami. Część z naszych pracowników zajmuje się tylko blokiem włoskim, a część działa tylko w Bułgarii, bo nie da się wszystkiego zrobić we Włoszech w jeden dzień odpoczynku. Wiele zespołów, w tym my, decyduje się zatem na start w Bułgarii z minimalną liczbą pojazdów i sprzętu. W końcu wyścig trwa tam tylko 3 dni, więc zadowalamy się nieco mniejszą ilością luksusu. Na przykład dopiero we Włoszech czekać na nas będzie dodatkowy pojazd wsparcia czy ciężarówka z materacami. Nie ukrywam, że poczuję ulgę, gdy 4. dnia dotrzemy do Włoch kontynentalnych. Wtedy najgorsze wyzwania logistycznie będziemy mieli za sobą, a stres może wreszcie osłabnąć

— mówił członek sztabu Lotto Intermarché.

Czy zatem wyjazd do Bułgarii jest dla wszystkich wyłącznie problemem? Otóż nie do końca – dość niespodziewanym beneficjentem takiej lokalizacji Grande Partenza są bowiem organizatorzy Tour de Hongrie (13-17.05), którzy mogą w tym roku liczyć na najlepszą listę startową w historii obejmującą m.in. po 7 World Teamów i Pro Teamów. Wszystko za sprawą tego, że część ekip po starcie Giro d’Italia nie będzie transferowała swoich pojazdów z Bułgarii na zachód Europy, a te wraz z pracownikami pozostaną na Węgrzech, gdzie „tylko” dołączą do nich nowi kolarze.

Skoro i tak tam będziemy, to niektóre zespoły zdecydowały się pozostawić swoją ekipę z Bułgarii na Węgrzech. W ten sposób połączą te 2 starty znacząco oszczędzając na kosztach

— dodawał Bart Wellens.

Podczas gdy dla nas początek 109. edycji Giro d’Italia będzie sportowym widowiskiem, dla setek osób pracujących na zapleczu poszczególnych ekip będzie to nie lada wyzwanie logistyczne. Oby to nie rzutowało w żaden sposób na przebieg wyścigu, a każdy z pracowników oraz sprzęt bezpiecznie wróciły do swoich domów oraz macierzystych baz.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułZdobywając szczyty – faworyci klasyfikacji górskiej Giro d’Italia 2026
Następny artykułDyrektor sportowy Alpecin-Premier Tech: „Chcemy walczyć o zwycięstwa etapowe”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze