Za nami ostatni etap Tour of the Alps. Na ulicach Bolzano ze zwycięstwa etapowego cieszyć mógł się Giulio Pellizzari, który na solo odjechał od rywali podczas wspinaczki na Montoppio. Tym samym zawodnik
Red Bull – BORA – hansgrohe przypieczętował w wielkim stylu swój triumf w klasyfikacji generalnej włosko-austriackiego wyścigu.
10 lat temu Giro del Trentino zmieniło nazwę na Tour of the Alps, a trasa wyścigu opuściła Trydent i zaczęła regularnie odwiedzać także Południowy Tyrol oraz austriacki Tyrol. Od momentu przejścia na nową formułę, włosi cały czas czekali na swojego pierwszego zwycięzcę klasyfikacji generalnej, mogąc jedynie wzdychać do 2013 roku i sukcesu Vincenzo Nibalego. Teraz, po 13 latach, doczekali się takowego, a został nim Giulio Pellizzari.
To szalone być tutaj jako zwycięzca – 13 lat po triumfie Vincenzo Nibalego. To był wielki kolarz, zawsze bardzo go ceniłem. Niemniej jestem jeszcze młody, więc myślę, że mogę go dogonić pod względem osiągnięć [śmiech]
— zaczął Giulio Pellizzari, zwycięzca 49. edycji Tour of the Alps.
Podczas konferencji prasowej po 4. etapie zawodnik Red Bull – BORA – hansgrohe stwierdził, że mimo minimalnych różnic w klasyfikacji generalnej, wyścig ostatecznie nie rozstrzygnie się na bonifikaty. 22-latek jak powiedział, tak finalnie osobiście zrobił, a jego atak sprawił, że na metę w Bolzano dotarł 30 sekund przed kolejnymi zawodnikami. Czy to było od początku do końca zaplanowane?
Mieliśmy przed etapem plan. Nie myśleliśmy o bonifikatach, bo chciałem po prostu zerwać wszystkich z mojego koła i wygrać na solo. Etap nie był łatwy – już na pierwszym podjeździe rywale narzucili mocne tempo, Team Jayco AlUla i INEOS Grenadiers robili robotę, ale czułem się za nimi bardzo komfortowo, to był dla mnie bardzo dobry ruch. Dzięki temu zostało nas niewielu na czele, a gdy Giovanni Aleotti dał szalenie mocną zmianę mogłem po prostu ruszyć do przodu i zrobić swoje. Wypracowałem sobie taką przewagę, że przez ostatnie 2 kilometry miałem czas na celebrowanie tego zwycięstwa
— kontynuował zawodnik Red Bull – BORA – hansgrohe.
Bardzo wielu zawodników nie ukrywa co roku, że Tour of the Alps stanowi dla nich ważny element treningu i okazję do złapania rytmu wyścigowego. Alpejska etapówka jest jedną z najtrudniejszych na świecie spośród tych, które nie są częścią UCI World Touru, a przy tym jej umiejscowienie w kalendarzu sprawia, że rokrocznie wybiera ją wielu zawodników myślących o klasyfikacji generalnej Giro d’Italia.
Kiedy przyjechaliśmy tu z drużyną celem był przede wszystkim mocny trening na trudnych, długich podjazdach wraz z drużyną, aby poznać obszary, na których musimy się skupić w najbliższych tygodniach. Przed startem nie byłem pewny swoich możliwości w 100%, a Tour of the Alps miało być formą cennych przygotowań do Giro d’Italia. Dzień po dniu czułem się coraz lepiej, a w mojej głowie coraz mocniej kiełkowała ta ochota, by wygrać klasyfikację generalną – moją pierwszą w zawodowej karierze. Chciałem wygrać nie tylko dla siebie, ale dla całej ekipy, która wykonywała na przestrzeni tych dni świetną robotę. Teraz możemy nieco odpocząć przed Giro z uśmiechami na twarzy, bo za nami bardzo udany wyścig. Pokazaliśmy jako zespół, że jesteśmy gotowi na Giro d’Italia. Dodatkowo jak patrzę na listę zwycięzców poprzednich edycji Tour of the Alps to cieszę się, że do nich dołączam, bo wielu z nich zrobiło naprawdę wielkie kariery
— opowiadał bardzo rozpromieniony Giulio Pellizzari.
W dotychczasowej karierze 22-letni Włoch nie miał jeszcze okazji wystąpić w wyścigu wieloetapowym jako główny faworyt, a następnie zmierzyć się z obroną koszulki lidera. Czy to doświadczenie w jakiś sposób wpłynęło na wciąż dość młodego górala, który teraz może się pochwalić naprawdę efektowną wygraną przed własną publicznością.
Jest duża różnica kiedy startujesz z myślą o tym, by zaprezentować się jak najlepiej, a kiedy to ty jesteś faworytem, liderem, zespół pracuje na ciebie, a rywale patrzą właśnie w twoją stronę. To było coś zupełnie innego i stanowiło dla mnie bardzo cenną lekcję, ale cieszyłem się tymi dniami w koszulce lidera. Fakt, że taki zespół jak Red Bull – BORA – hansgrohe pracuje na ciebie, daje bardzo dużo pewności siebie, to szalone, jak wiele wsparcia otrzymałem od całego zespołu i wiem, że takie wsparcie potrafi dodawać skrzydeł
— mówił z dumą Giulio Pellizzari.
Śledząc przebieg 5. etapu można było odnieść wrażenie, że 22-letni Włoch będzie miał problemy z obroną koszulki lidera. W pewnym momencie, zwłaszcza gdy na czele ustawił się długi pociąg INEOS Grenadiers, kolarz Red Bull – BORA – hansgrohe zdawał się spływać w dół grupy. To coś, nad czym Giulio Pellizzari cały czas musi popracować, a może wszystko było pod kontrolą?
Jeśli gdzieś lekko spływałem, to był to element taktyki na najbardziej stromych fragmentach. Mogłem liczyć na wsparcie kolegów, którzy wówczas momentalnie otaczali mnie opieką i pilnowali, by nasz plan ani na moment nie został zaburzony. Po prostu robiliśmy swoje, z głową, bez podpalania się, jechaliśmy dokładnie tak, jak będziemy chcieli walczyć podczas Giro d’Italia
— kontynuował zwycięzca Tour of the Alps, który następnie został zapytany o to, czy czuje się gotowy na zmierzenie się z Jonasem Vingegaardem.
Na to pytanie chyba nie ma dobrej odpowiedzi. Chciałbym być możliwie blisko Jonasa, ale zobaczymy, czy będzie to możliwe. Bardzo dużo będzie zależało od tego, w jakiej dyspozycji każdy z nas przystąpi do Giro, liczę na to, że moja jeszcze będzie się poprawiała. Będziemy mieli 3 tygodnie by następnie sprawdzić się wzajemnie, a ja będę chciał powalczyć nie tylko dla siebie, ale także dla drużyny i dla sprawienia przyjemności dla ludzi, którzy będą nas oglądali. Mam nadzieję, że Giro będzie dzięki temu otwarte aż do samego końca
— bez wahania odpowiedział Giulio Pellizzari.
Przed startem Tour of the Alps dużo się mówiło o tym, że 22-letni Włoch może być jednym z najlepszych wspinaczy w stawce, ale pewną wątpliwość mogły budzić umiejętności zjazdowe zawodnika Red Bull – BORA – hansgrohe, a jazda w dół podczas tej imprezy jest nie mniej ważna, niż ta pod górę. Giulio Pellizzari pokazał jednak, że i ten aspekt kolarstwa nie jest mu obcy, a na zjeździe z Montoppio udało mu się przeszło podwoić przewagę nad rywalami. Wynikało to z umiejętności, czy może z podjętego ryzyka?
Myślę, że starałem się jechać spokojnie, ostrożnie, bo zjazd nie należał do najprostszych, a zakręty były momentami bardzo ostre. Właściwie myślałem tak do momentu, gdy przez radio powiedziano mi, że z boku wygląda to tak, jakbym próbował wykorzystać każdy centymetr trasy. Wydaje mi się zatem, że może i było w mojej jeździe nieco ryzyka, ale starałem się mieć wszystko pod kontrolą. Czułem się świetnie na rowerze [śmiech]
— wyjawiał Giulio Pellizzari.
96km/h 🤯🚀
Giulio Pellizzari is absolutely flying at the Tour of the Alps! pic.twitter.com/MJvXAFnwol
— Cycling on TNT Sports (@cyclingontnt) April 24, 2026
Włoch, podobnie jak i w poprzednich dniach, zdawał się świetnie bawić podczas konferencji prasowej, co zresztą potwierdzało jego wczorajsze słowa o tym, że naprawdę lubi tego typu wydarzenia. Dziennikarze mieli dzięki temu sporo czasu na to, by wypytać 22-latka, który dał się podczas tegorocznego Tour of the Alps poznać jako bardzo uśmiechnięty, otwarty facet. Jedną z rzeczy, które mogły kształtować zawodnika Red Bull – BORA – hansgrohe był bez wątpienia poprzedni rok, kiedy to ten po raz pierwszy w karierze przejechał 2 wielkie toury w jednym roku, a podczas Vuelta a España udało mu się odnieść 1. zawodowe zwycięstwo.
Ostatni rok był dla mnie bardzo wymagający – przejechanie 2 wielkich tourów sprawiło, że na Il Lombardii czułem się już naprawdę zmęczony. Była to jednak bardzo cenna lekcja, która nauczyła mnie radzić sobie z własnym ciałem, z presją, z długimi pobytami poza domem, z tym jak się regenerować. To doświadczenie także bardzo otworzyło mnie na ludzi i nowe wyzwania. To doświadczenie mnie zmieniło. Szczególnie Vuelta pozwoliła mi sportowo dorosnąć, zrozumieć, że nawet nie będąc w idealnej formie można walczyć o najwyższe cele, gdy tylko pokona się swoje słabości
— powiedział Giulio Pellizzari, zwycięzca 49. edycji Tour of the Alps, którego zapytano następnie, czy planuje pojawić się tu za rok by bronić tytułu.
Pewnie! Rozmawiając z moimi dyrektorami sportowymi zawsze mówiłem, że bardzo lubię ten wyścig i chciałbym, by był częścią mojego programu. Ten rok, ta edycja bardzo mnie uszczęśliwiła, więc tak – chciałbym pojawić się tu ponownie, wystartować z pierwszym numerem startowym na plecach i ponownie powalczyć o to, by na koniec podnieść trofeum za zwycięstwo nad swoją głowę
— zakończył Giulio Pellizzari.
Kolejnym startem dla zawodnika Red Bull – BORA – hansgrohe będzie wspominane tu wielokrotnie Giro d’Italia (8-31.05). Podczas domowej dla siebie trzytygodniówki 22-latek powalczy o to, by być pierwszym od 5 lat Włochem na podium klasyfikacji generalnej (Damiano Caruso był 2. w 2021 roku), a może nawet pierwszym zwycięzcą od 10 lat (w 2016 roku wygrywał Vincenzo Nibali). Głównymi rywalami dla Giulio Pellizzariego będą Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike), João Almeida i Adam Yates (UAE Team Emirates – XRG), Richard Carapaz (EF Education – EasyPost), Felix Gall (Decathlon CMA CGM Team), Thymen Arensman i Egan Bernal (INEOS Grenadiers), Michael Storer i Mathys Rondel (Tudor Pro Cycling Team), Ben O’Connor (Team Jayco AlUla), Damiano Caruso i Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious), Enric Mas i Einer Rubio (Movistar Team), Lennert Van Eetvelt (Lotto Intermarché), Giulio Ciccone i Derek Gee-West (Lidl-Trek), Mikel Landa (Soudal Quick-Step), Lorenzo Fortunato (XDS Astana Team) oraz Max Poole (Team Picnic PostNL).
Prosto z mety Tour of the Alps w Bolzano – Jakub Jarosz.









