Fot.: Team Visma | Lease a Bike

48,91 km/h – taką średnią prędkość osiągnęli Wout van Aert i Tadej Pogačar, którzy jako pierwsi przecięli linię mety 123. edycji Paryż-Roubaix. Tym samym padł kolejny rekord Piekła Północy, a zawodnicy coraz bardziej zbliżają się do niegdyś nierealnej bariery 50 km/h.

Gdy w 1964 roku Peter Post wygrywał Paryż-Roubaix, którego średnia prędkość wynosiła oszałamiające wówczas 45,13 km/h zapewne niewielu spodziewało się, że ten rekord średniej prędkości przetrwa przeszło pół wieku. Kiedy jednak w 2017 roku ten wreszcie został nieznacznie pobity, równie ciężko było spodziewać się, że w ciągu następnych lat będziemy oglądali aż takie jego śrubowanie. Dziś w tabeli najszybszych edycji Paryż-Roubaix w pierwszej „5” znajdziemy wyłącznie 5 ostatnich edycji, podczas których triumfatorzy wykręcali kolejno 45,79 km/h (2022), 46,84 km/h (2023), 47,8 km/h (2024), 46,92 km/h (2025) i wreszcie 48,91 km/h w tym roku. Nowości technologiczne, a przy tym zupełnie inny sposób rozgrywania rywalizacji, zwłaszcza w jej pierwszej części, która niegdyś była dużo spokojniejsza, przyczyniają się do śrubowania rekordów niemalże rok po roku, a otwartym pytaniem jest już nie czy, a kiedy zawodnicy będą „frunęli” przez dziesiątki kilometrów kocich łbów ze średnią przekraczającą 50 km/h.

Najlepiej to, jak bardzo zmienił się peleton w ostatnich latach, oddają czasy przejazdu przez Lasek Arenberg. Legendarne 2270 metrów niegdyś przejeżdżano w okolicach 3,5 minuty – czołówka z czasem zaczęła coraz mocniej łamać tę barierę, ale największy szok przyszedł w 2024 roku. Wydawało się wówczas, iż wprowadzenie szykany przed wjazdem, która mocno zwolniła stawkę na początku, przyczyni się do dużo gorszych rezultatów, tymczasem Mathieu van der Poel wypadł z Lasku Arenberg po zaledwie 3 minutach i 7 sekundach. Rok później grupa napędzana przez Holendra, którą tym razem spowolniono nie poprzez szykanę, a wykorzystanie równoległej uliczki, poprawiła ten wynik o kolejne 2 sekundy, a teraz, w 2026 roku, po raz pierwszy w historii kolarze spędzili na tym sektorze niespełna 3 minuty – Wout van Aert, Tadej Pogačar, Laurance Pithie, Mads Pedersen i Stefan Bissegger potrzebowali zaledwie 2 minut i 57 sekund. Gdzie jest sufit możliwości sportowców i ich sprzętu? Coś mi się wydaje, że ten jeszcze nie został osiągnięty, a jeśli ponownie powieje w plecy, to przekonamy się o tym już za rok.

Poprzedni artykułGiro d’Italia 2026: Kogo możemy spodziewać się na starcie?
Następny artykułO Gran Camiño 2026: Carlos Canal z etapowym triumfem, 4. Patryk Goszczurny!
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze