Jonas Vingegaard pewnie wygrał 5. etap Volta a Cayalunya z metą na Coll de Pal i został nowym liderem 105. edycji katalońskiego wyścigu. Finałowa wspinaczka nie została dziś rozegrana w planowanej formie – musiała zostać nieco skrócona z powodu silnych podmuchów wiatru.
Na piątek organizatorzy 105. edycji Volta a Cayalunya przygotowali prawdziwy górski etap. Kolarze wystartowali z La Seu d’Urgell i poprzez kolejno Port Colldarnat (15,4 km; 4,8%), Coll de Josa (2,6 km; 7,3%), Coll de Fumanya (5,4 km; 8,9%), Collada Sobirana (7,3 km; 6,6%) kierowali się w stronę finałowego Coll de Pal (16,4 km; 7,2%), aczkolwiek warto tu wspomnieć, że parametry ostatniego pojazdu uległy zmianie – z powodu silnego wiatru metę przeniesiono o 2200 metrów wcześniej, ucinają w ten sposób część spośród końcowej trudności. Wciąż jednak 153-kilometrowy etap liczył sobie niemal 4400 metrów przewyższenia.

Od samego startu dzisiejszy etap był szalenie ciekawy, a walka o obecność w odjeździe dnia okazała się być bardzo zacięta. Do przodu ruszyli bowiem nie tylko kolarze z drugiego szeregu, ale i gwiazdy, a przed peletonem w pewnym momencie znajdowali się m.in. Giulio Ciccone (Lidl-Trek), Florian Lipowitz (Red Bull – BORA – hansgrohe), Sepp Kuss (Team Visma | Lease a Bike), Ben O’Connor (Team Jayco AlUla), Valentin Paret-Peintre (Soudal Quick-Step), Matthew Riccitello (Decathlon CMA CGM Team), Georg Steinhauser (EF Education – EasyPost) czy Einer Rubio (Movistar Team). Choć jeden z raportów podawał, że 22-osobowy odjazd z tymi kolarzami zyskał nawet minutę przewagi, to finalnie jeszcze przed szczytem Port Colldarnat (15,4 km; 4,8%) peleton dogonił tę grupę.
Szybko zawiązała się jednak kolejna ucieczka, w skład której ponownie weszły głośne nazwiska – na czele znaleźli się tym razem Giulio Ciccone (Lidl-Trek), Einer Rubio (Movistar Team), Davide Piganzoli (Team Visma | Lease a Bike), Junior Lecerf (Soudal Quick-Step) oraz Marc Soler (UAE Team Emirates-XRG). Z peletonem tymczasem już na tym etapie zmagań pożegnał się liderujący w wyścigu Dorian Godon (INEOS Grenadiers), a to oznaczało, że to któryś z innych zespołów musiał wziąć na siebie ciężar pracy. Nie była to rzecz jasna Team Visma | Lease a Bike, która choć ma w swoich szeregach głównego faworyta wyścigu, czyli Jonasa Vingegaarda, albowiem ich zawodnik był obecny w odjeździe. Jako pierwsi w obowiązku pogoni poczuli się przez to zawodnicy Red Bull – BORA – hansgrohe.
Długą, aczkolwiek jedynie lekko nachyloną wspinaczkę, którą wieńczyła górska premia na Coll de Josa (2,6 km; 7,3%), uciekinierzy rozpoczynali z minutową przewagą, ale ta zaczęła dość szybko wzrastać. U podnóża Coll de Fumanya (5,4 km; 8,9%) ta wynosiła już 2:20, a zatem z jednej strony ta była zauważalna, z drugiej jednak wciąż była za mała, by harcownicy mogli realnie myśleć o wygranej etapowej i przejęciu koszulki lidera – Davide Piganzoli i Marc Soler przed dzisiejszym odcinkiem mieli bowiem 0:26 straty w klasyfikacji generalnej.
Jako pierwszy za odjazdem został Junior Lecerf, niedługo później jego los podzielił także Einer Rubio. Za ich plecami tymczasem grupa zaczęła się dzielić, ale niestety nie tylko ze względu na sportowe wydarzenia – na skutek kraks z tyłu zostali m.in. Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), Georg Steinhauser (EF Education – EasyPost), Jørgen Nordhagen (Team Visma | Lease a Bike) czy João Almeida i Brandon McNulty (UAE Team Emirates-XRG). Ostatnia dwójka z wymienionych ucierpiała najmniej i szybko wróciła do peletonu, ale np. Tom Pidcock został na ponad minutę za rywalami.
Czołówka dotarła tymczasem do finałowego Coll de Pal (14,2 km; 6,9%), gdzie od samego początku na podkręcenie tempa zdecydował się Giulio Ciccone. Przyspieszenie Włocha spowodowało, że ten pozostał sam na czele, główna grupa traciła do niego jedynie minutę. Tam w pracy zawodników Red Bull – BORA – hansgrohe zastąpili przedstawiciele INEOS Grenadiers i Decathlon CMA CGM Team. 11 kilometrów przed metą na atak zdecydował się jednak nie jeden z ich kolarzy, a Mikel Landa (Soudal Quick-Step), na którego przyspieszenie zareagował jako pierwszy Florian Lipowitz (Red Bull – BORA – hansgrohe).
Bask po tym, jak rozkręcił stawkę, dość szybko skapitulował, za to wraz z Niemcem od peletonu odjechać spróbowali Felix Gall (Decathlon CMA CGM Team), Lenny Martinez (Bahrain-Victorious) i Juan Pedro López (Movistar Team). Ostatni z wymienionych dość szybko nie wytrzymał tempa pozostałych, ale trójka intensywnie goniła uciekającego Giulio Ciccone i zanosiło się na to, że zdążą złapać Włocha na długo przed metą.
To faktycznie nastąpiło na niemal 7 kilometrów przed końcem, a następnie zobaczyliśmy jak Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike) stwierdził, że to dobry moment by odjechać rywalom i rozpocząć swoją walkę o końcowy triumf nie tylko na etapie, ale i w całym wyścigu. Duńczyk momentalnie minął atakującą trójkę i zaczął samotną szarżę w stronę mety, do tej zaś dojechać zdołał Valentin Paret-Peintre (Soudal Quick-Step). Na 4 kilometry przed końcem lider miał 25 sekund przewagi nad pogonią i 40 sekund nad tym, co pozostało z peletonu.
Różnice z czasem tylko zaczęły rosnąć, a Jonas Vingegaard mógł z uśmiechem na twarzy myśleć o tym, że właśnie zbliża się wielkimi kolejny sukces, którego dotychczas brakowało w jego dorobku. Na mecie Duńczyk wypracował aż 50 sekund przewagi nad drugim Felixem Gallem, ponad minutę stracił 3. na etapie Lenny Martinez, wraz z którym kreskę przecięli Florian Lipowitz i Valentin Paret-Peintre. Kolejni kolarze ponieśli dziś jeszcze większe straty.
Wyniki 5. etapu 105. Volta a Catalunya:
Wyniki dostarcza FirstCycling.com







Czyli to jednak Lipowitz jest liderem RB, nie Remco. I słusznie, Remco w górach jest bez szans z innymi zawodnikami.
Nie ma rywala chłop…
Szkoda oglądać Giro…
Rezultat przewidywalny, ale dość przyjemny.
I to było na tyle z tego pajacowania Remco na wcześniejszym etapie jak w górach nie daje rady.
Zapowiada się Giro równie emocjonujące jak te, które wygrał Tadek.
A Remco… no niby człowiek wiedział, a jednak się łudził. Z taką jazdą (a nie zanosi się by miało się to zmienić, bo to jest od lat ten sam schemat) to on będzie miał problem żeby ukończyć TdF jako lider Bory, o podium już nawet nie mówiąc.