Remco Evenepoel (Belgia) został srebrnym medalistą Mistrzostw Świata 2025 w wyścigu ze startu wspólnego. To i tak ogromny sukces, biorąc pod uwagę mnogość perypetii w trakcie ścigania, które napotkały mistrza olimpijskiego. Evenepoel nie jest jednak zadowolony ze swojego wyniku oraz obszernie opowiedział o problemach sprzętowych, które go napotykały.
Właściwie od początku rywalizacji pech nie zdawał się omijać Remco Evenepoela (Belgia). Wpierw, w wyniku kraksy, stracił swojego głównego pomocnika Ilana van Wildera (Belgia), który był zmuszony wycofać się z wyścigu. Mistrz Świata w jeździe indywidualnej na czas wyobrażał sobie zupełnie inny scenariusz:
To był zdecydowanie cios. Z Ilanem mogliśmy mieć kolejnego zawodnika w grupie pościgowej. Następnie, mogliśmy w dwójkę nadawać tempo z przodu, zredukować przewagę do około 35 sekumd i nagle mamy zupełnie inny wyścig
– skomentował Remco Evenepoel.
Wycofanie się van Wildera nie jest jednak z pewnością głównym tematem związanym z występem reprezentacji Belgii w Kigali. W telewizorach mogliśmy widzieć obrazki wyraźnie poirytowanego Evenepoela, który wpierw znacznie stracił na Mont Kigali przez domnienany defekt oraz zmianę roweru tuż po Côte de Kimihurura z uwagi na złą regulację siodełka. Kolarz był zmuszony do gonienia swoich rywali conajmniej dwa razy, w związku z czym znacznie utracił siły. Belg wyjawił kulisy jego wyścigu:
Było mnie stać na zdecydowanie więcej, biorąc pod uwagę przeciwko czemu byłem. To wszystko wydarzyło się w najgorszym możliwym momencie. Przejechałem dziurę w drodze tuż przed Mount Kigali. Po tym, moje siodełko kompletnie spadło. To może zabrzmieć dziwnie, ale z powodu mojej innej pozycji na rowerze, moje mięśnie zaczęły doznawać skurczów. Nie byłem w stanie produkować 400 watów, więc byłem zmuszony zmienić rower na następnej strefie bufetowej. Byłem wówczas na moim trzecim rowerze, ale czułem, że siodełko nie jest w tej samej pozycji. Zazwyczaj jest trochę zakrzywione w dół, ale wówczas było bardzo płaskie. Następnie złapał mnie ogromny ból pleców, przy samym dole. Wtedy wiedziałem, że siodełko jest za wysoko
– tłumaczy srebrny medalista Mistrzostw Świata.
Lider reprezentacji Belgii okazał się najlepszym z reszty stawki, gdy po ataku na przedostaniej rundzie zostawił w tyle Bena Healy’ego i Mattiasa Skjelmose. Trudno jednak mówić o tym wyczynie jako sukcesie, z uwagi na tak wysoko postawioną poprzeczkę, jaką sam Evenepoel sobie zawiesił:
Musiałem zmienić rower, jednak następnie byłem zmuszony do wyminięcia wielu zawodników. Czułem się nieco lepiej i udało mi się wrócić do wyścigu. Jakby to wszystko jednak podsumować, było zbyt wiele „momentów”. Gonienie dwa razy to trochę za dużo. Wielka szkoda, bo czułem, że jestem w wyśmienitej formie. Przyjechałem tutaj przecież po dublet
– opowiadał rozemocjonowany Evenepoel.
Co ciekawe, swoje trzy słowa do dyskusji odnośnie „przystanków” Evenepoela dorzucił jego mechanik, Dario Kloeck, który raczej starał się umniejszyć wpływowi domniemanych problemów ze sprzętem:
Siodełko na pierwszym rowerze się lekko złamało, gdy wjechał w dziurę przed Mont Kigali. Remco jechał na zepsutym rowerze przez dłuższy czas, albowiem przód siodełka zniżył się o jakieś dwa centymetry. Zacisk się złamał, więc siodełko się skrzywiło. Nic się nie dało z tym zrobić. Mierzyliśmy rower jeszcze trzy razy, ale siodełko wciąż było na tej samej wysokości co na innych rowerach. Niedługo dowiemy się, co właściwie było nie tak, ale myślę, że była to głównie frustracja. Stracił przez to niepotrzebnie zbyt wiele czasu
– opowiadał mechanik Remco Evenepoela.
Niemniej jednak, Remco Evenepoel wyjeżdża z Rwandy z dwoma medalami, złotem w indywidualnej jeździe na czas oraz srebrem ze startu wspólnego. Utytułowany Belg patrzy z optymizmem na przyszłe starty:
Koniec końców, pojechaliśmy niezły wyścig i sporo z niego wyciągneliśmy. Postaram się trochę zrelaksować tego wieczoru z moimi kolegami z drużyny i z Oumi, a następnie pora skoncentrować się na Mistrzostwach Europy
– skwitował kolarz.










Nie umie przegrywać, jego problem.
Kolażem jest na prawdę wybitnym ale przy tym strasznym bucem
Srebrny medal to jednak srebrny medal, ale co ma powiedzieć faworyt (w swoim mniemaniu) Ajuso…
Na ME będzie mieć okazję pokazać jaki jest mocny. Gdy przegrywa W jego wypowiedziach przebija się ten są motyw: szukanie wymówek lub winnych. Nie bardzo go stać na przyznanie, że przegrał,bo przeciwnik był zbyt silny.
Rower za 80tysi i siodelka peka na dziurze ?
Co najmniej. Proszę poprawić. Z góry dziękuję.
Witam.
Zbyt mało naszych zawodniczek, zbyt mało naszych zawodników zostało wysłanych na te mistrzostwa świata. Niewiadoma bardzo dobrze opowiedziała na ten temat. Przed mistrzostwami ktoś z zarządu wypowiedział się że na to potrzeba dużo pieniędzy a nas na to nie stać. Tak, sekcje kolarska nie stać bo rządzące osoby widzą tylko piłkę nożną, naszą marną piłkę nożną w którą wpompowują ogromnie dużo milionów a sukcesów jak nie byli tak nie ma. Oczywiście grali w piłkę wspaniale za czasów pana Górskiego, pomimo to dzisiaj są to biedni ludzie, nikt o nich nie dba. Cóż, może wejdzie ktoś, jakiś były, bardzo mądry sportowiec do naszego rządu i zacznie więcej walczyć o pieniądze dla polskiego kolarstwa a nie tylko dla byle jakiej naszej piłki nożnej. Na piłce nożnej Polska straciła ogromne pieniądze, przede wszystkim na słabych zagranicznych trenerów.
chetnych do uprawiania kolarstwa jest dużo, trzeba tylko ich też wspomagać finansowo, też trenerów, to wtedy będą lepsze wyniki, czego im życzę.
pozdrawiam, Andrzej.
Było mnie stać na dużo więcej….czyli i tak drugie miejsce, BTW. dobra reklama sprzętu jakby co, bez komentarza.
OK – miał pecha, ale to wszystko nie znaczy, że mógł pokonać Pogaczara. Może mógł, a może nie. I tego się nie dowiemy. Prywatnie uważam, jak chyba większość z nas, że na finałowym podjeździe Pogaczar odczepiłby go bez względu na wszystko.
Wielu myśli tylko o najlżejszym rowerze, więc nie tylko siodełka pękają czy odpadają w czasie jazdy. Pękają też koła przez które zawodnik się wywraca podczas jazdy. Walka o niską wagę roweru to powoduje że rower jest bardzo cienki, słaby, podobnie jak samochody formuły 1 które tak naprawdę są tylko na jeden wyścig. Pozdrawiam.
Widzę że tu na tej stronie bardzo dużo byłych mocnych kolarzy z dużym doświadczeniem.!?
Tak tak, was wszystkich stać na wiele więcej. Tak samo jak Duńczyka ze swoją bandą pomagierów 😂 możesz sobie za piłeczką biegać jak idiota
Remco to taki nadęty chłopek roztropek, który winę za swoje niepowodzenia zwala na innych, tylko nie na siebie. W każdym bądź razie, on nigdy nie wygra Tour de France.
Kolejny z pokolenia że wszystko mu się należy i „jestem piękny”
No tak, rower za kilkadziesiąt tysięcy, a po wjechaniu w dziurę siodełko się luzuje. Niech zatem niektóre elementy będą wykonane np. z tytanu i dopasowane do reszty jeśli się to da zrobić. Nie wszystko musi być z carbonu. Kiedyś podczas jazdy drużynowej na czas też przednie koło dosłownie się rozsypało (chyba był to rower J. Moscona, Kwiatkowski też wtedy jechał), ale na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało, a bodajże w 1995 roku podczas mistrzostw w Kolumbii A. Olano złapał „panę” w tylnym kole na kilkuset ostatnich metrach (nie było wtedy uszczelniaczy, miał tradycyjne szytki) i na kapciu dojechał do mety i wygrał wyścig. Były też takie przypadki że siodełko odłamało się od sztycy lub sama sztyca się złamała. Wtedy rzeczywiście trudno dalej jechać.
jasio zdajesz sobie jeszcze sprawę, że mówisz o jednym z najlepszych kolarzy naszych czasów?
I po co ta pogarda w komentarzach tak wielu osób? Po co to nieustanne obrażanie ludzi, którzy tyle osiągnęli w swoim życiu? Nie da się inaczej?
Chwalcie swoich ulubieńców, ale nie musicie przy tym gnoić innych fantastycznych zawodników. To się nazywa szacunek.
Czy Wy naprawdę jesteście kibicami kolarstwa, czy bandą sfrustrowanych osób, którym tak bardzo nie wyszło w życiu, że muszą się wyżywać na innych, by się jakoś dowartościować?
Skopanie roweru za dziesiąt tysi pln na oczach młodych kibiców kolarstwa to totalna siara i abszmak. Tadej w tej sytuacji rozdałby z uśmiechem parę autografów, oddał młodym bidony, poczekał na rower, dogonił szpicę i wygrał. Klasy nie kupisz, a Remco nie da się polubić, choć kolarz to wybitny.
Tomki kiedy on niby „skopał” ten rower? Widzę, że fanboje Tadka widzą już nawet rzeczy, które nie miały miejsca, tylko po to by móc napisać jak o niebo lepiej w podobnej sytuacji zachowałby się ich idol (co oczywiście jest bzdurą, tzn. nie twierdzę, że Tadek nie jest sympatyczny – pewnie łatwo jest być jak ci tak wszystko w życiu wychodzi – ale już widzę, jak by na miejscu Remco rozdawał akurat wtedy autografy xD). Jedyne w co kopał to powietrze, tudzież, jak zauważyli komentatorzy, zgarniał liście w oczekiwaniu na wóz techniczny ;).
Do Arnaund
Ty chyba jesteś fanbojem Remigiusza. Nikt tu nie ujmuje mu umiejętności i wyników. Tak kolażem jest wybitnym zwłaszcza czasowcem co nie przeszkadza mu być strasznym bucem i narcyzem. Tadkowi nie zawsze wszystko wychodzi jak twierdzisz bo np w czasówce dostał straszne łanie o Remca ale mimo że na pewno go to zabolało miał klasę i pierwsze co zrobił po przekroczeniu mety to podjechał do niego i mu pogratulował. Nie zauważyłem żeby Remco zrobił to samo po wspólnym. Siedział na ziemi zły na cały świat. Jeszcze te wypowiedzi ze uciekło mu coś więcej. Jak ktoś tu napisał, Tadek na pierwszym podjeździe by go zrzucił.
Moim zdaniem Remco nie jest żadnym bucem tylko po prostu „nie umie” i „nie lubi” w PR. Stąd, w odróżnieniu od Pogacara, nie bawi się w ogóle w jakieś gesty, którymi ludzie mogą się potem podniecać (nie, nie twierdzę, że Tadej robi wszystko pod publiczkę, ale trzeba być naiwnym by sądzić, że nie ma to dla niego znaczenia). Jak chce mu się płakać na mecie, to siada i płacze, zamiast gonić za rywalem po to, by zostało to uchwycone w kamerze i chyba nie bawi się w jakieś wielkie deklaracje w „socjalach” (ale tutaj nie wiem bo i tak nie śledzę). Ciężko mi uwierzyć, żeby nie zrobił tego, co jest tak naprawdę najważniejsze, tj. nie pogratulował mu osobiście na podium (jak ktoś mi udowodni, że tego nie zrobił to „wycofam” to co napisałem) a cała reszta to jest tylko PRowa otoczka, która nie ma dla mnie większego znaczenia (choć niestety dla większości osób ma i stąd ta opinia potem po bucu i narcyzie).
Moim zdaniem Remco nie jest żadnym bucem tylko po prostu „nie umie” i „nie lubi” w PR. Stąd, w odróżnieniu od Pogacara, nie bawi się w ogóle w jakieś gesty, którymi ludzie mogą się potem podniecać (nie, nie twierdzę, że Tadej robi wszystko pod publiczkę, ale trzeba być naiwnym by sądzić, że nie ma to dla niego znaczenia). Jak chce mu się płakać na mecie, to siada i płacze, zamiast gonić za rywalem po to, by zostało to uchwycone w kamerze i chyba nie bawi się w jakieś wielkie deklaracje w „socjalach” (ale tutaj nie wiem bo i tak nie śledzę). Ciężko mi uwierzyć, żeby nie zrobił tego, co jest tak naprawdę najważniejsze, tj. nie pogratulował mu osobiście na podium (jak ktoś mi udowodni, że tego nie zrobił to „wycofam” to co napisałem) a cała reszta to jest tylko PRowa otoczka, która nie ma dla mnie większego znaczenia (choć niestety dla większości osób ma i stąd ta opinia potem o bucu i narcyzie).
@Ricky
Różnie to jest z zawodnikami. Pogacar wiele rzeczy robi, by zadowolić fanów, wiele jego reakcji wydaje się nieszczerych, robionych tylko pod kamery. Nawet kolarze z peletonu (np. taki Coquard) mówią, że wcale nie jest taki sympatyczny i rzadko z nimi rozmawia. No chyba, że obok są jakieś media, kamery. W niejednym już wywiadzie pokazał, że w rzeczywistości jest bucem i nie szanuje innych kolarzy. Podobnie jego koledzy z drużyny pokroju Politta i Wellensa.
Remco wydaje się być znacznie bardziej naturalny w swoich emocjach. Jak jest smutny to płacze, jak jest zły, też to pokazuje. Wolę kogoś, kto jest prawdziwy, a nie udaje fajnego. Nawet jeśli ta prawdziwość nie jest taka cool i nie ogląda się jej tak fajnie.
A najbardziej przemawiają do mnie tacy zawodnicy jak Primoz, który zdaje się mieć wywalone na wszystko, oraz Jonas, który wprost mówi, że ma w du*ie co typowy kibic o nim sądzi. Zero lansu i sztucznych zachowań.
Naucz się przegrywać jeden z drugim łbie