fot. Polski Związek Kolarski

Podczas 50. w historii mistrzostw świata wyścigu ze startu wspólnego juniorów reprezentacja Polski doczekała się pierwszego medalu dla naszego kraju. Brązowy krążek po fantastycznej jeździe wywalczył Jan Jackowiak. W drodze do tego sukcesu swoją pracę wykonali pozostali polscy juniorzy – Bartosz Łyżwa, Ksawery Gancarz i Jan Mróz. Z pierwszą dwójką z nich miałem okazję porozmawiać na gorąco.

Kolarstwo to bardzo wyjątkowy sport – choć medale zdobywa się indywidualnie, to jednak walczy o nie cała drużyna. Tą biało-czerwoną, bardzo zjednoczoną i mocno współpracującą, mogliśmy zobaczyć podczas wyścigu ze startu wspólnego juniorów w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025. Jak ściganie tutaj oceniali Ksawery Gancarz i Bartosz Łyżwa?

Ciężko było, ciężkie wyścigi za mną. Nie czułem się tu najlepiej, nie byłem w najlepszej dyspozycji, ale próbowałem dać z siebie wszystko i na czasówce, i na wspólnym, gdzie pomagałem Jankowi. Zrobiłem co mogłem i Janek to wykorzystał

— powiedział Ksawery Gancarz, na co dzień kolarz UKKS Imielin Team.

To prawda, że było bardzo ciężko, chociaż i tak dzisiaj trafiła nam się bardzo dobra pogoda, bo o tej ósmej rano, dzień po deszczu, było trochę chłodniej – gdy jeździliśmy treningi to było dużo upalniej

— mówił w tym temacie Bartosz Łyżwa, wychowanek UKS Avatar Silesia Team.

W pierwszej chwili, patrząc na trasę z perspektywy widza, było widać niezwykłe zmęczenie na twarzy Polaków, ale i pewną sportową złość, która napędzała ich by jeszcze choć na moment wrócić do pierwszej grupy i wesprzeć Jana Jackowiaka. Czy polscy juniorzy mają sobie cokolwiek do zarzucenia po tym, że udało im się ostatecznie przejechać pół dystansu podczas pracy na rzecz lidera?

Myślę, że nie mogłem zrobić już więcej, nadszedł moment, gdy zrobiło mi się bardzo ciężko, ale to co miałem wykonać to zrobiłem. Wysokość okazała się być największą przeszkodą by zrobić jeszcze więcej, te dwa podjazdy były bardzo ciężkie, a właściwie może nie tyle one same, co ich powtarzalność. Teraz wiadomo, że jesteśmy bardzo dumni z tego co zrobiliśmy, to wielki sukces w wykonaniu Janka

— powiedział Ksawery Gancarz.

Tą robotę, którą zrobiłem, to już nie mogłem więcej zrobić. Jedynie na tej 4. rundzie, tuż przed brukiem się troszkę zgubiłem, a poszło tam tempo. Do tego momentu jechałem cały czas ten bruk praktycznie z pierwszej, drugiej pozycji, także troszkę pechowo, że zaplątałem się tam właśnie wtedy, gdy poszły ataki. Mogę zatem powiedzieć, że praca, którą miałem wykonać, została wykonana w stu procentach, dobrze nam się współpracowało, także jestem bardzo zadowolony, że Jankowi udało się to wykończyć, że pojechał naprawdę super końcówkę

— dodawał Bartosz Łyżwa.

Drugiego z biało-czerwonych dopytałem jeszcze o to, ile właściwie osób liczy polski sztab pracujący na to, żeby Jan Jackowiak mógł zostać brązowym medalistą Mistrzostw Świata. Sam doskonale to wiem, ale chciałbym, by wybrzmiało to dla kibiców, w szczególności tych, którzy wysnuwają tezy o braku opieki wokół kolarzy czy ich samotnej walce o sukcesy.

Myślę, że jest tu co najmniej 10 osób, które robiły wszystko – od podawania bidonów na trasie, ogarniania sprzętu, wykonywania prac organizacyjnych. To naprawdę bardzo dużo osób, które pracowało na ten końcowy sukces

— wyjaśnił Bartosz Łyżwa.

To wielki dzień w historii polskiego kolarstwa na poziomie juniorskim. Do 4 medali, które biało-czerwoni kolarze do lat 19 wywalczyli podczas jazdy indywidualnej na czas, a konkretnie mowa tu o złotach Petera Mazura (2000) i Michała Kwiatkowskiego (2008) oraz brązach Łukasza Bodnara (2000) i Filip Maciejuk (2017), dokładamy teraz pierwszy, historyczny medal w wyścigu ze startu wspólnego. Ksawery, Bartek, Janek – dziękuję w imieniu swoim i wszystkich polskich kibiców za to, że dołożyliście swoją cegiełkę do tego sukcesu!

W Kigali z polskimi juniorami rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:

Poprzedni artykułJan Jackowiak: „Ten medal to podziękowanie dla wszystkich za wielką pracę”
Następny artykułKigali 2025: Lorenzo Finn mistrzem świata orlików, Mateusz Gajdulewicz piąty!
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze