Nie był to udany etap dla drużyny Soudal Quick-Step. Głównym celem na dzisiejszy etap była z pewnością wygrana Tima Merliera. Bo nikt nie spodziewał się, że w pierwszej finiszującej może zabraknąć jednego w faworytów touru – Remco Evenepoela. Niestety spełnił się najczarniejszy scenariusz.
Po pierwszym dniu mistrz olimpijski traci do swoich najgroźniejszych rywali Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates – XRG) i Jonasa Vingegaarda (Team Visma | Lease a Bike) już 39 sekund. Belg przyznał, że z perspektywy peletonu nie wydawało mu się, że ten się porwie.
Byliśmy mniej więcej wszyscy razem, ja i moi koledzy. W tamtym momencie nie miałem wrażenia, że nastąpi przyspieszenie, a jednak grupa się rozerwała. Byliśmy w dobrej pozycji przez cały dzień, ale zrelaksowaliśmy się. To nasz błąd, zbiorowy. Ale teraz musimy z tym żyć i zacząć myśleć o kolejnych etapach.
Na domiar złego zespołowi Soudal Quick-Step nie udało się utrzymać w głównej grupie Tima Merliera, jednego z faworytów do wygrania dzisiejszego etapu. Zapytany o niego Remco Evenepoel odpowiedział w swoim stylu.
Szkoda Merliera? Tak, ale to szkoda również mnie. Niemniej jednak, przed głupio straciliśmy te sekundy. W zeszłorocznym Tourze byłem 40 sekund za Tadejem po czterech etapach. Tym razem jest tak po pierwszym…
– nie krył rozczarowania trzeci kolarz ubiegłorocznej edycji.










Powiedzmy sobie szczerze – dla Remco maksimum na TdF to raczej 3 stopień podium. Biorąc pod uwagę, że jego głównym konkurentem jest sierota Roglic z taką samą stratą (bo jakichś tam Masów czy O’Connorów to raczej nie biorę na poważnie), to byłbym na jego miejscu jeszcze w miarę spokojny. Plus może sporo odrobić na czasówce.
Dla mnie w tej chwili Roglic staje się pewniakiem do podium. Może nawet powalczy o drugie miejsce ten Słoweniec. Remco to po prostu dobry czasowiec, ale nie za bardzo potrafi w wielkie toury.
Facet mentalnie jest daremny. Chyba jeździ za karę.