fot. Red Bull - BORA - hansgrohe

Póki co niekwestionowanym królem 25. edycji Santos Tour Down Under jest Sam Welsford. Dziś jednak w triumfie swojego kolegi aż do przesady postanowił pomóc postanowił Danny van Poppel, który nie tylko świetnie wyprowadził Australijczyka, ale i po wszystkim spojrzał na rywali i zajechał im drogę. Sędziowie relegowali Holendra i ukarali m.in. żółtą kartką.

Red Bull – BORA – hansgrohe póki co genialnie rozgrywa ściganie w Australii. Najpierw niemiecka ekipa wygrała kryterium Villawood Men’s Classic, następnie zdominowała dwa pierwsze etapy 25. edycji Santos Tour Down Under, które wygrywał Sam Welsford, a na które składała się świetna praca wszystkich jego kolegów, w tym Filipa Maciejuka. Dziś jednak pomoc dla australijskiego sprintera wyszła poza przepisowe ramy, co świetnie widać na nagraniu z lotu ptaka. Danny van Poppel, ostatni rozprowadzający w Red Bull – BORA – hansgrohe, po zakończeniu zmiany odbija na środek jezdni, zerka w prawo, po czym zjeżdża do bandy zamykając Tobiasa Lunda Andersena (Team Picnic PostNL) i Phila Bauhausa (Bahrain-Victorious).

Danny van Poppel za swoje zachowanie został ukarany 500 frankami szwajcarskimi grzywny, relegacją z 8. miejsca na koniec peletonu, a także żółtą kartką. To ta ostatnia może być dla Holendra największą karą, bowiem cóż po relegacji rozprowadzającego czy karze finansowej gdy zespół uzyskał wygraną etapową i związane z nią nagrody? Żółta kartka zaś jako jedyna ma potencjał na to by niemiecka ekipa faktycznie ją odczuła – jeszcze jedna taka kara i Danny van Poppel będzie musiał opuścić wyścig. Przypomnijmy bowiem jak działa nowy system wprowadzony przez UCI:

  • 2 żółte kartki w jednym wyścigu jednodniowym lub w wyścigu etapowym: dyskwalifikacja + 7 dni zawieszenia (które rozpoczyna się dzień po ostatniej żółtej kartce);
  • 3 żółte kartki w ciągu 30 dni: 14 dni zawieszenia (rozpoczyna się dzień po otrzymaniu ostatniej żółtej kartki);
  • 6 żółtych kartek w okresie 1 roku: 30 dni zawieszenia (począwszy od jednego dnia po ostatniej żółtej kartce).

Jednocześnie to nie jest tak, że Holender jest teraz nie wiadomo jak mocno zagrożony. Podczas fazy testowej żółtych kartek w 2024 roku w ciągu 66 dni wyścigowych rozdano w sumie 31 żółtych kartek, a spora część z nich nie trafiła nawet do kolarzy, a do członków ekip czy np. reporterów jadących w kolumnie wyścigowej. Jeśli zatem Danny van Poppel nie popełni kolejnego dużego błędu to prawdopodobnie ukończy wyścig, a i zebranie np. 3 kartek w ciągu 30 dni będzie dla niego bardzo trudne. Zanosi się zatem na to, że Holender nadal będzie niezwykle ważnym ogniwem w Red Bull – BORA – hansgrohe, co w wywiadzie podkreślał zresztą Sam Welsford.

O rany, nie potrafię opisać, jaki był dziś dla mnie ważny. To on motywował mnie na ostatnim podjeździe gdy traciliśmy koło grupy. Wraz z chłopakami dał mi mocy. Wszyscy w zespole oddawali mi się do dyspozycji, cały czas był też przy mnie także Ryan Mullen. Dzięki ich energii uwierzyłem w siebie i nawet odkrzyknąłem, ze jedziemy na 100%, bo dziś znowu wygram. Zawsze trudno jest ponownie zwyciężać, wszyscy patrzą na ciebie jeszcze bardziej. Ja jednak potrafię pokonać presję

— opowiadał po etapie Sam Welsford.

Australijski sprinter walczył dziś nie tylko z rywalami i trudnościami terenowymi, ale i bólem. Ten bowiem upadł już po kilku kilometrach etapu i cały dzień musiał rywalizować z porwanymi spodenkami na prawym udzie, gdzie było widać, że jego skóra została mocno poszlifowana. Sam Welsford nie ukrywał po etapie zresztą, że to nie jest jego pierwsza kraksa w ostatnich dniach, a zadrapania zaczynają się kumulować.

Nosz do cholery. Po pięciu kilometrach leżałem na ziemi, znów jestem obdarty. Mam coraz więcej zadrapań. Ledwo doszedłem do siebie po upadku na mistrzostwach krajowych, gdzie miałem zdarty lewy bok, teraz jest to prawa strona. To był przez to trudny dzień. Było bardzo nerwowo. Na ostatnim podjeździe byłem już na granicy swoich możliwości, czułem każdy kawałek swojego ciała. Jeszcze raz muszę zatem podkreślić, że chłopacy zachowali cierpliwość, wykazali się ogromną mocą, dali mi wszystko – zespół spisał się świetnie

— podkreślał Sam Welsford, na którego twarzy było widać różne emocje – od irytacji, poprzez śmiech, aż po dumę.

Poprzedni artykułZ Kartuz do Rwandy? Adam Woźniak zawodnikiem May Stars
Następny artykułMiguel Induráin: „Hiszpania ma mocnych kolarzy, ale brakuje nam sukcesu”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Krzysztof
Krzysztof

Wciąż za mała kara za takie niesporotwe zachowanie. Może zrozumieć przypychanie się i walczenie o pozycję pomiędzy sprinterami albo zawodnikami rozprowadzającymi sprinterów, ale w momencie gdy kolarz juz skończył pracę nie powinien przeszkadzać innym finiszować. Relegacja ma sens w przypadku sprintera walczącego o pozycję na mecie, w przypadku pomocnika, biorąc pod uwagę nawet tę żółtą kartkę, jest to śmieszna kara

Jacek
Jacek

Danny kosztował mnie kupe punktów w fantasy ponieważ miałem i Bauhausa i Andersena w swojej drużynie. Za samo to powinien zostać przynajmniej postawiony przed trybunałem w Hadze