fot. Q36.5 Pro Cycling Team

Już niebawem Kamil Małecki rozpocznie swój trzeci sezon w roli kolarza Q36.5. W rozmowie z Naszosie.pl opowiada o swojej walce o powrót do formy i oczekiwaniach na kolejny sezon.

Jeszcze kilka miesięcy temu można było pisać o wielkim odrodzeniu Kamila Małeckiego. Po 14. miejscu w Ronde van Vlaanderen i 18. miejscu w Paryż-Roubaix wydawało się, że po ciężkiej kontuzji kolarz Q36.5 w końcu wraca do dawnej dyspozycji. Niestety drugą część sezonu nasz rodak stracił z powodu problemów z sercem i w efekcie ostatni wyścig sezonu przejechał w czerwcu. Teraz wraca, choć wciąż nie wiadomo, kiedy dojdzie do formy, która pozwoli mu na to, by znów zawalczyć z najlepszymi…


Święta Bożego Narodzenia za nami. Jak one u ciebie wyglądały od strony sportowej? Były jakieś ograniczenia dotyczące jadłospisu, biorąc pod uwagę twoje ostatnie problemy zdrowotne?

Co ciekawe, nie było ich w ogóle – jadłem wszystko, co było na stole, oczywiście zachowując umiar. Mogłem cieszyć się tym okresem, spędzając czas z rodziną – zarówno moją, jak i dziewczyny. A jeśli chodzi o treningi, to trenowałem normalnie – właściwie to całkiem sporo, bo chciałem wykorzystać do maksimum tę ładną pogodę, którą mamy, bo widziałem, że kolejne dni mają być pod tym względem gorsze. 

Czy to znaczy, że twoja sytuacja zdrowotna jest już zupełnie dobra, czy wciąż odczuwasz problemy z sercem, które zmusiły cię do przedwczesnego zakończenia sezonu?

Mogę dawać z siebie wszystko. Nie ma ku temu żadnych medycznych przeciwwskazań, ale ciężko jest mi wchodzić na moje najwyższe obroty. Ciężko jest mi złapać maksymalne tętno, a moje średnie tętno jest wyższe niż kiedyś, tak samo jak tętno spoczynkowe. Jak siedzę, to często widzę, że moje tętno to 80, a kiedyś wynosiło ok. pięćdziesięciu kilku – to duża różnica. 

W ogóle czuję się, jakby mój organizm cały czas pracuje na bardzo wysokich obrotach. Bardzo słabo śpię, cały czas czuję się zmęczony, bo się nie regeneruję. Do tego, moje HRV jest bardzo niskie… Nie jest ciekawie, ale muszę trenować, muszę działać, muszę to jakoś przeskoczyć i liczyć, że kiedyś się to w końcu unormuje. 

Na pewno jest mi trudniej, niż rok temu. Porównywałem to z moim trenerem i wszystkie parametry wyglądają zdecydowanie gorzej, niż w poprzednim sezonie. Ale to nie zmienia mojego podejścia. Wciąż walczę o to, by przyszły sezon był dla mnie udany.

A od kiedy masz od lekarza pozwolenie na treningi z pełnym obciążeniem?

Właściwie to już dwa miesiące po operacji [którą Małecki przeszedł w lipcu – przyp. red.] starałem się trenować normalnie, żeby jeszcze wystartować gdzieś w sezonie 2024. Niestety jak pojechałem na badania do Szwajcarii, dowiedziałem się, że moje serce nie pracuje normalnie, a jedynie na około 70 procent swoich możliwości. 

W tej sytuacji odpuściłem starty, żeby skupić się na kolejnym sezonie. Trenowałem, ale powstrzymywałem się od mocniejszych jednostek i liczyłem na to, że dzięki temu już w grudniu będzie mi łatwiej. Że nie będę miał tych napadów, palpitacji ani niczego podobnego – niestety nic się nie zmieniło

Naprawdę nic się nie zmieniło. Nawet przy nieco wyższych obciążeniach boli mnie głowa, pojawia się ból w klatce piersiowej, palpitacje i kołatanie serca… To nie jest miłe, gdy robisz sobie ćwiczenie i nagle czujesz, jakby twoje serce podchodziło do gardła, nie możesz złapać oddechu. Na szczęście istnieje szansa, że to się jakoś uspokoi – jeśli nie, to konieczna będzie operacja.

Ta sytuacja, o której opowiadasz, z tym sercem, które podchodzi do gardła, jest niebezpieczna dla twojego zdrowia? Czy powoduje “jedynie” dyskomfort utrudniający osiągnięcie oczekiwanych rezultatów?

Doktor powiedział, że mogę ćwiczyć, choć oczywiście nigdy nie można niczego wykluczyć. Teoretycznie powinno być dobrze, bo moje komory serca tylko bardzo delikatnie przekraczają ustalone normy – lekarze są zgodni co do tego, że nic nie powinno mi się stać.

Te kilka sekund jest nieprzyjemnych, ale mogę jechać dalej. Nie muszę się zatrzymywać, żeby dojść do siebie. Najgorsze jest to, o czym mówiłem – wysokie średnie tętno, niemożność osiągnięcia odpowiednio wysokiego tętna maksymalnego i ta regeneracja. Jednego dnia idzie mi bardzo dobrze, zrobię wszystko to, co sobie zaplanowałem, a następnego nie jestem w stanie zrobić nic, bo po prostu nie mam na to siły.

Jak często musisz odwiedzać lekarza?

Teraz będę to robił zdecydowanie częściej. Nawiązałem super kontakt z doktorem Miłoszem Jaguszewskim z gdańskiego UCK. Teraz to on będzie miał mnie pod swoją opieką i będę do niego jeździł ok. 2 razy w miesiącu, żeby zrobić echo serca. Zaczynamy współpracę, on chce, żebym za miesiąc znów założył holter. Chodzi o to, żeby sprawdzić, jak mój stan się zmienia – czy się poprawia, czy się pogarsza, czy pozostaje po staremu. Chce wiedzieć na bieżąco jak wygląda moje serce, żeby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.

Naprawdę staram się podchodzić do tego bardzo odpowiedzialnie. Z jednej strony walczę o powrót do formy, a z drugiej wiem, że ze zdrowiem nie ma żartów. Nie chcę, żeby mi się coś stało i jestem gotowy na różne decyzje. Rozważałem nawet zakończenie jazdy na rowerze po tym sezonie, ale doktor powiedział mi, żebym się nie poddawał. Będziemy starać się o to, żeby było w porządku.

Oby było. Ty kontrakt z Q36.5 masz tylko do zakończenia sezonu 2025?

Kontraktem akurat nie muszę się martwić – kończy mi się dopiero za dwa lata, więc chociaż pod tym względem mam spokój. Podpisałem go już dawno temu, jeszcze przed Paryż-Roubaix. Mieliśmy to ogłosić od razu, ale nie wiem, czemu to się nie stało – w każdym razie ekipa wciąż we mnie wierzy i cały czas mogę liczyć na jej wsparcie. 

Tylko tak naprawdę, co z tego? Ja chcę być dobrym kolarzem, chcę robić wyniki, a do tego zależy mi na zdrowiu. Chcę spełniać swoje marzenia, ale jeśli zdrowie na to nie pozwoli, to chcę mieć rodzinę i normalnie żyć. Nie chcę być niepełnosprawny. Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Dopóki mogę trenować i startować, będę to robić, ale muszę być pod opieką kardiologa. Jeśli on powie mi, że mam z tym skończyć, to skończę.

Ten sezon będzie dla ciebie i dla zespołu trochę inny. Przychodzi do was Tom Pidcock. Miałeś okazję już z nim trenować?

Jeszcze wspólnie nie trenowaliśmy, ale miałem okazję się z nim widzieć podczas zgrupowania. Byłem w Calpe przez dwa tygodnie i on tam był, ale trenowaliśmy w innych grupach treningowych. Nie wiem jeszcze, jak jego przyjście wpłynie na mnie – wiem tylko tyle, że nasz plan startów z nim będzie dużo lepszy niż wcześniej. 

Jestem pewien, że pojedziemy razem większość klasyków. Jeszcze w listopadzie, na trzydniowym meetingu w Holandii ekipa powiedziała mi, żebym był na to gotowy. Swojego dokładnego planu startów jednak nie znam – pewnie tego, jakie dokładnie wyścigi pojadę i które pojedziemy wspólnie z Tomem, dowiem się dopiero w styczniu.

Mowa tylko o klasykach brukowanych, czy do twojego kalendarza dołączą również starty w Ardenach?

Tych trudniejszych, jak Amstel Gold Race raczej wolałbym uniknąć. Jeszcze Brabancką Strzałę byłbym w stanie przejechać, ale Amstel jest dla mnie raczej zbyt trudne, podobnie jak Liege-Bastogne-Liege.

Sezon rozpocznę albo od Saudi Tour, albo na Majorce, ale jakbym miał obstawiać, to raczej ekipa wybierze to drugie. W mojej sytuacji lepiej jest przejechać serię klasyków – tam jak wycofasz się z jednego wyścigu, to później dostaniesz szansę w kolejnych. Tymczasem gdy nie ukończysz któregoś z etapów dłuższego wyścigu, to właściwie możesz wracać do domu. 

Mówisz, że Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege to dla ciebie zbyt trudne wyścigi. To z powodu tych utrudnionych przygotowań?

Nie, ja nawet przygotowany na 100 procent raczej nie dam rady przejechać tych wyścigów tak, jakbym chciał. Kiedyś już tam byłem i wiem, że tych górek jest zdecydowanie zbyt wiele – parę przejadę, ale w końcu zostanę z tyłu. Na pewno nie jestem tam w stanie zrobić dobrego wyniku. 

A co do innych wyścigów… wiem że przez to, co się wydarzyło, nie będzie mi w przyszłym roku łatwo nawiązać do wyników z ostatniej wiosny. Mogę jednak zapewnić, że zrobię, co w mojej mocy, by sezon był dla mnie udany.

Poprzedni artykułAdam Bronakowski będzie kontynuował karierę we Włoszech
Następny artykułMAT Atom Deweloper Wrocław ogłosił skład swojej nowej, juniorskiej sekcji
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Oby wrócił do pełni zdrowia to po 1 i do pełni formy. Mimo, że to była walka „tylko” o miejsce w 2 dziesiątce to i tak dawała dużo radości.
Powodzenia!