Tadej Pogačar w tym sezonie ścigał się w swojej lidze. Widzieli to wszyscy − kibice, a także sami zawodnicy, w tym Romain Bardet, który podzielił się kilkoma spostrzeżeniami na temat Słoweńca w rozmowie z Eurosportem. „Nawet ścigając się z nim, odnosisz wrażenie, że nie jesteś nawet jego rywalem” − mówił Francuz.
Na naszych oczach ściga się nowy „kanibal”. Tadej Pogačar całkowicie zdominował worldtourową rywalizację, wygrywając 25 wyścigów, w tym Tour de France, Giro d’Italia, mistrzostwa świata, Liege-Bastogne-Liege, Il Lombardię i wiele, wiele więcej. Nie było zawodników, którzy mogli walczyć z nim na równym poziomie, o czym przekonał się Romain Bardet.
Doświadczony Francuz z Team dsm-firmenich PostNL zbliżył się do Tadeja Pogačara w Liege-Bastogne-Liege, gdzie przegrał tylko z nim, zajmując drugą pozycję. Do Słoweńca stracił jednak ponad 1,5 minuty.
− Nawet ścigając się z nim, odnosisz wrażenie, że nie jesteś nawet jego rywalem. Jestem zaskoczony tyloma zwycięstwami, ale jednocześnie wykorzystał potencjał, który widzieliśmy w nim od początku do końca sezonu.
− mówił Bardet w rozmowie z Eurosportem, opowiadając także o wyścigach, w których był przekonany o zwycięstwie Pogačara.
− Było ich kilka, ale przede wszystkim Strade Bianche, Grand Prix de Montreal czy mistrzostwa świata. Byłem całkowicie przekonany, że jeśli nie będzie miał defektu albo czegoś podobnego, to jego wygrana była przesądzona
− mówił.
Dominacja Tadeja Pogačara i bezradność w większości wyścigów nie oznaczała jednak, że Romain Bardet nie miał swoich „pięciu minut”. Te nadeszły podczas Tour de France − Francuz z Team dsm-firmenich PostNL po odważnej akcji z Frankiem van den Broekiem zwyciężył na pierwszym etapie i w swoim ostatnim starcie w Wielkiej Pętli w karierze założył upragnioną żółtą koszulkę.
− To był wymarzony scenariusz, ale nie zaskoczyło mnie to. Wynik był niesamowity, ale była to część planu na pierwszy weekend. Wiedziałem, że to dla mnie idealne rozwiązanie, ale wdrożenie tego w życie i fakt, że wypaliło, nie było zależne ode mnie, to po prostu szczęśliwy zbieg okoliczności
− wracał wspomnieniami do etapu z metą w Rimini.
Romaina Bardet nie zobaczymy już w Tour de France. Obfitującą w sukcesy karierę planuje zakończyć w Criterium du Dauphine.










O Armstrongu mówili tak samo
A później będzie wielkie rozczarowanie …
Też patrzę na wyczyny Pogacara z rezerwą. Ale po tej złotej erze koksu w kolarstwie, trudno o inne podejście. Wiadomo, do każdego zamka można dorobić klucz, ale w tym momencie można tylko podziwiać, co wyczynia ten chłopak (i jego ekipa, bo to jednak sport drużynowy jest) i mieć nadzieję, że jest czysty oraz, że …. jeśli nie jest, nigdy się do tego nie przyzna 🙂
Armstrong nie był tak wszechstronny
To, że ktoś dużo wygrywa nie jest aż tak zastanawiające. Dużo więcej daje do myślenia, przewaga z jaką wygrywa. W końcu przeciwnicy nie są przypadkowymi amatorami a często przegrywają jak amatorzy z Włoszczowską na TdP amatorów.