Belgijska drużyna Intermarché-Wanty od samego momentu wejścia do World Touru nieprzerwanie pozostaje jedną z najbiedniejszych, jeśli nie dysponującą najmniejszym budżetem drużyną najwyższej dywizji. Włodarze tej formacji intensywnie próbują temu zaradzić, a opowiedział o tym w rozmowie z Het Laatste Nieuws Aike Visbeek.
Niedawno w ramach naszego cyklu „Naszosowe podsumowanie sezonu 2024: Intermarché-Wanty” oceniliśmy ten rok w wykonaniu belgijskiej ekipy zarządzanej przez Jean-François Bourlart. Wnioski były bardzo słodko-gorzkie – z jednej strony zespół ten dorobił się wyrazistej gwiazdy jaką jest Biniam Girmay, z drugiej jednak próżno w drużynie szukać innych głośnych nazwisk, a gdy tylko ktoś zaczyna się rozwijać to zaraz podkupują go inne zespoły – tak było ostatnio np. w przypadku Madisa Mihkelsa. Taki stan rzeczy nie może odpowiadać zarządzającym Intermarché-Wanty i ci wyraźnie szukają rozwiązania swoich problemów.
Nie możemy w nieskończoność balansować na granicy spinania się tego minimalnego budżetu. Nawet nie przez strach przed tym, co przyniesie przyszłość, a po prostu kwestie sportowe. Nie możemy sobie pozwolić na przespanie kwestii finansowych i nie myślenie o dłuższej perspektywie. Nasz budżet staje się tykającą bombą zegarową. Musimy go zwiększyć bądź grozi nam bankructwo albo spadek. Trzecią opcją jest to, że wszystko wciąż będzie idealne i zawsze będzie można osiągnąć maksymalny wynik przy minimalnej liczbie osób. Zadanie to jednak jest długofalowo prawie niemożliwe
— mówił Aike Visbeek nawiązując do tego, że Intermarché-Wanty mimo swojego niewielkiego budżetu potrafiło 2 lata temu zająć 5. miejsce w rankingu UCI, zaś w tym sezonie np. wygrać 3 etapy i koszulkę punktową Tour de France. Holender obawia się jednak, że wszystko ma swój kres i nie można w nieskończoność bazować wyłącznie na tym, że jakoś się uda.
Nadszedł czas na pozyskanie nowych środków. Stanowisko drugiego sponsora tytularnego jest wolne. Szef zespołu Jean-François Bourlart oraz Maxime Segers ciężko pracują by takowego znaleźć. Aż dziwne, że tak trudno zapełnić tę „dziurę”. Dzięki Biniamowi Girmayowi mamy gwiazdę, która trafiła na pierwsze strony gazet i ogromnie wyróżnia się na rynku międzynarodowym. Mamy szczerą nadzieję, że wkrótce ktoś do nas dołączy. Póki co przy tak napiętym budżecie musimy w pełni skoncentrować się na rozwoju talentów i optymalnie wykorzystać dostępny potencjał. To dokładnie to, co robimy od lat. Najłatwiej byłoby sprowadzić kilku zawodników, którzy właśnie mieli fantastyczny sezon i, powiedzmy, silnego zawodnika na klasyfikacje generalne, który zapewni więcej spokoju i równowagi. Jest to jednak niewykonalne finansowo
— zakończył Aike Visbeek.
Niestety póki co mocne transfery są dla Intermarché-Wanty poza zasięgiem. Podczas tegorocznego okienka ekipa pożegnała odpowiedzialnych za wiele dobrych wyników Mike’a Teunissena, Madisa Mihkelsa i Rune Herregodtsa oraz doświadczonych Reina Taaramäe, Baptiste’a Planckaerta oraz kończących kariery Liliana Calmejane’a i Boya van Poppela, a w ich miejsce przychodzą mający już pewne worldtourowe doświadczenie Alexander Kamp, Jonas Rutsch i Louis Barré oraz debiutujący na tym poziomie Kamiel Bonneu, Luca Van Boven i mistrz Europy do lat 23 Huub Artz. Na papierze nie wygląda to na świetne okienko, acz z pewnością belgijska ekipa znów w swoim stylu będzie próbowała zaskakiwać.









