Atmosfera przywitań, uśmiechów i przyjacielskich rozmów pomiędzy delegatami zaczęła zagęszczać się chwilę po wejściu do sali nr 28 na pruszkowskim torze, gdzie odbyło się Sprawozdawczo-Wyborcze Walne Zgromadzenie Delegatów Polskiego Związku Kolarskiego. Zjazd został przerwany po kontrowersjach towarzyszących wyborowi nowego prezesa. Obie strony sporu nie były w stanie dojść do konsensusu i do tej pory nie wiadomo, na czym stoi Polski Związek Kolarski. Wiemy natomiast, że nie są to trwałe podpory.
„Prędzej w morzu wyschnie woda, nim tu u nas będzie zgoda”. Działacze kolarscy z całego kraju równo dwa tygodnie temu przybyli na tor w Pruszkowie, gdzie zorganizowane zostało Sprawozdawczo-Wyborcze Walne Zgromadzenie Delegatów Polskiego Związku Kolarskiego. Punktów w porządku obrad było ponad 30, ale najważniejszym z perspektywy przyszłości był zdecydowanie ten traktujący o wyborach na stanowisko prezesa PZKol-u.
Kandydatów było trzech — dotychczasowy prezes Rafał Makowski, Marek Leśniewski oraz Jacek Kowalski.
Mimo że wśród fanów kolarstwa dało się zaobserwować zmęczenie ciągłymi problemami wokół Polskiego Związku Kolarskiego, wybór, przed którym stanęli delegaci był naprawdę interesujący. Z jednej strony Rafał Makowski, który przed Walnym Zgromadzeniem pochwalił się ukończeniem sprawozdania finansowego za kluczowy rok 2017 i uzyskaniem pozytywnej opinii biegłego rewidenta z zastrzeżeniem. Z drugiej krytykujący go Marek Leśniewski, mający zgoła odmienny pomysł na zarządzanie PZKol-em, a z trzeciej doświadczony w polityce Jacek Kowalski.
Spolaryzowane środowisko w jednej sali obrad
Obserwując sferę internetową i medialną nietrudno było zauważyć, że polaryzacja w środowisku była ogromna, co tylko podgrzewało emocje przed zgromadzeniem. To wystartowało z opóźnieniem i od razu rozpoczęło się od kontrowersji związanych z wnioskiem Marka Leśniewskiego. Dotyczył on wpuszczenia na salę obrad dwóch adwokatów — Jana Łukomskiego i Jędrzeja Niklewicza — którzy mieli uczestniczyć w walnym zgromadzeniu jako pełnomocnicy, mogący zabierać głos, składać wnioski, zadawać pytania i udzielać odpowiedzi na pytania otrzymane przez kandydata.
Konsternację wśród części zgromadzonych budziła nie tyle chęć zaproszenia na salę pełnomocników, co zakres ich obowiązków. Po wygłoszeniu swoich racji, delegaci zagłosowali. 42 osoby były za, 19 przeciw — pełnomocnicy weszli na salę.
– Była to sytuacja zaskakująca i nie spotkałem się z taką wcześniej w PZKol, ale pan Marek Leśniewski miał do tego prawo
– powiedział nam reprezentujący Polski Związek Kolarski mecenas Adam Florczyk.
Kontrowersje związane z pełnomocnikami Marka Leśniewskiego wróciły chwilę później, gdy prezydium poprosiło mecenasa Jana Łukomskiego o pomoc w prowadzeniu obrad. Głośno sprzeciwili się temu między innymi Dariusz Banaszek i Krzysztof Karasiewicz, przez co mecenas szybko wrócił na swoje miejsce.
Nerwowa atmosfera towarzyszyła także przemówieniom Krzysztofa Golwieja, który w mocnych słowach skrytykował Rafała Makowskiego, a następnie głos zabrał Dariusz Banaszek, wprost nawołujący, by środowisko „razem się ogarnęło”. Oprócz tego skrytykował kandydaturę Marka Leśniewskiego. Ten w swoim przemówieniu nie pozostał dłużny byłemu prezesowi Polskiego Związku Kolarskiego.
Rozmowy na temat stanu polskiego kolarstwa z udziałem kluczowych postaci przeplatane były kolejnymi głosowaniami. Szczególnie interesujące było to dotyczące absolutoriów — na wniosek Marka Leśniewskiego zostało rozbite na kilka części. Osobno decydowano o absolutorium dla Grzegorza Botwiny, osobno dla Rafała Makowskiego, a wspólnie dla wszystkich członków zarządu. Jako jedyny absolutorium nie uzyskał pierwszy z wymienionych. Przeciw opowiedziało się 40 delegatów.
Ptaszek i krzyżyk
Podczas prezentacji kandydatów Jacek Kowalski mówił głównie o potrzebie zjednoczenia się środowiska i swoim doświadczeniu administracyjnym. Marek Leśniewski proponował transparentność i uczciwość, postulując jednocześnie zacieśnienie współpracy z trenerami, klubami i delegatami. Rafał Makowski skupił się na nowym starcie po zaakceptowaniu sprawozdania finansowego i kolejnych krokach mających na celu rozwiązanie problemów PZKol-u.
Po wysłuchaniu kandydatów i krótkiej sesji pytań i odpowiedzi przystąpiono do głosowania. Wcześniej wyjaśniono techniczne zasady głosowania. „Głos ważny to skreślenie na jednego z kandydatów” – powiedział Jacek Kasprzak, przewodniczący komisji skrutacyjnej. „Głos jest wówczas ważny, jeżeli będzie jeden krzyżyk przy jednym kandydacie. Jeżeli będą dwa krzyżyki, głos jest nieważny. Jeżeli będą trzy krzyżyki, też jest głos nieważny” – dodał Leszek Szyszkowski, zastępca przewodniczącego prezydium.
Pierwsza tura była klarowna – Marek Leśniewski zebrał 30 głosów, Rafał Makowski 27, a Jacek Kowalski 13. Dwóch pierwszych kandydatów awansowało do drugiej tury i wydawało się, że za niedługo poznamy nowego prezesa Polskiego Związku Kolarskiego.
Tym razem wydano nie 69, a 70 kart do głosowania. Ich zliczanie trwało jednak trochę dłużej niż za pierwszym razem. Przewodniczący prezydium ogłosił wyniki 35-34 na korzyść Marka Leśniewskiego, ale od razu pojawiły się wątpliwości. Z czterech członków komisji skrutacyjnej, dwóch nie podpisało się pod protokołem, poddając w wątpliwość ważność przeważającego głosu. Z rozmów kuluarowych wynika, że kontrowersje towarzyszyły kilku głosom.
– To komisja mandatowo-skrutacyjna decyduje o wynikach. Jeżeli były dwa głosy za uznaniem tych wyników, dwa przeciwko, to w mojej ocenie zasadnym jest powtórzenie dzisiejszego głosowania w drugiej rundzie
– powiedział do mikrofonu mecenas Adam Florczyk. Opinie pełnomocników Marka Leśniewskiego były zgoła odmienne.
Do powtórzenia głosowania w tydzień po Walnym Zgromadzeniu nawoływał także Jacek Kowalski. „Jeśli ma wygrać, to wygra” – mówił. Przeciwny odłożeniu głosowania na inny dzień był natomiast Artur Szarycz, argumentując to między innymi startem sezonu przełajowego czy zaplanowanymi wcześniej wyjazdami.
Wniosku formalnego o anulowanie II głosowanie nie poddał pod głosowanie Waldemar Minta, mówiąc, że jest to kwestionowanie przedstawionego wcześniej wyniku. Został także odczytany punkt regulaminu Walnego Zgromadzenia, traktujący o tym, że „w sprawach spornych związanych z trybem i przebiegiem zgromadzenia decyduje prezydium”. W inny sposób interpretował to z kolei mecenas Florczyk. „W mojej ocenie prezydium nie jest uprawnione do decydowania i zastępowania decyzji którejkolwiek z dwóch komisji” – powiedział.
Chaos trwał nadal, a rozchodziło się o dwie karty do głosowania – obie z głosami oddanymi na Marka Leśniewskiego. Na jednej z nich miał znaleźć się ptaszek, a na drugiej krzyżyk, którego jedna kreska wchodziła w kratkę Rafała Makowskiego.
Słuchając kolejnych wypowiedzi delegatów dało się dostrzec dwa stronnictwa, a każda opinia wygłaszana na forum spotykała się z kontrą ze strony sali. Jednocześnie tor w Pruszkowie zaczęła opuszczać część delegatów, a wraz z upływem czasu sala coraz bardziej pustoszała.
„Jako przewodniczący komisji skrutacyjnej, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że głos 35, o który tutaj jest spór, jest ważny. Więcej nic tutaj nie mogę dodać, taka jest moja opinia” – powiedział Jacek Kasprzak, po czym Waldemar Minta ogłosił, że „wybory prezesa zostały wykonane” i przeszedł do kolejnego punktu regulaminu, czyli wyborów członków zarządu. Wtedy zaprotestowała część delegatów.
Obrady przerwane na czas nieokreślony
Gdy przewodniczący prezydium ogłosił kontynuowanie obrad, wielu delegatów opuściło salę. Zostało na niej mniej niż 30 delegatów, przez co nie można było przeprowadzić kolejnych głosowań. Mimo że obrady oficjalnie zaczęły się po godzinie 12.15, na którą zaplanowany był drugi termin Walnego Zgromadzenia ogłoszono rozpoczęcie ich w pierwszym terminie. Żaden z delegatów nie protestował.
– Cały czas Walne toczyło się w tzw. I terminie, przy którym wymagana jest frekwencja na poziomie 50%. Cześć delegatów postanowiła opuścić Walne Zgromadzenie Delegatów i w konsekwencji liczba delegatów obecnych na sali obrad spadła poniżej wymaganego kworum
– powiedział nam mecenas Adam Florczyk.
Wobec tego przewodniczący prezydium poinformował o przerwaniu obrad, na czas nieokreślony. Konkretny termin w formie wniosku formalnego zaproponował dotychczasowy prezes Rafał Makowski, jednak wniosek nie został poddany pod głosowanie. Podobnie jak ten dotyczący anulowania wyników drugiej tury wyborów i jej ponownego przeprowadzenia.
– Mamy do czynienia z sytuacją, w której komisja skrutacyjno-mandatowa nie podjęła decyzji odnośnie wyborów na prezesa, dlatego że członkowie komisji mieli wątpliwości co do poprawności 2 oddanych głosów. Po odliczeniu niepoprawnie oddanych głosów wygrałem w stosunku 34 do 33. Co więcej, nieprawidłowością było zaangażowanie prezydium w liczenie głosów, kiedy okazało się, że są wątpliwości, bo to komisja skrutacyjno-mandatowa została wybrana do liczenia głosów i to członkom tej komisji Walne Zgromadzenie zaufało oddając w ich ręce liczenie głosów. Złożyłem wniosek formalny o zarządzenie przerwy do 26 października do godziny 12.00 i wniosek ten nie został w ogóle poddany pod głosowanie przez przewodniczącego prezydium. Analizujemy sprawę, gdyż prezydium nie poradziło sobie z prowadzeniem Walnego Zgromadzenia i doprowadziło do patowej sytuacji. Walne Zgromadzenie dopuściło do obrad dwóch pełnomocników pana Marka Leśniewskiego, którzy w trakcie dyskusji na temat tych dwóch nieważnych głosów zaangażowali się w sposób nieuprawniony i próbowali wpłynąć na prace komisji i na decyzje prezydium
– mówił nam przed dwoma tygodniami wciąż aktualny prezes Polskiego Związku Kolarskiego, Rafał Makowski.
Do zaistniałej sytuacji, chwilę po odebraniu pierwszych gratulacji, odniósł się także Marek Leśniewski, który został ogłoszony przez prezydium nowym prezesem Polskiego Związku Kolarskiego.
– Jestem zszokowany. Widać, że trzeba zrobić dogłębny reset. Strona opozycyjna nie chce oddać władzy. Jest to kuriozalne, pierwszy raz w historii polskiego kolarstwa. Wybory odbyły się dobrze. Podobne głosy były w pierwszej turze, nikt nie zareagował. Uważam, że zostałem wybrany w demokratycznych wyborach. 69 delegatów brało udział, 35-34 dla mnie, tak że jestem wybrany prezesem i zwołam następne walne wyborcze i rozpoczniemy na punkcie dotyczącym kandydatów do zarządu
– powiedział nam tuż po przerwaniu Walnego Zgromadzenia Marek Leśniewski.
Zmęczeni ponad 10-godzinnymi obradami delegaci pospiesznie opuszczali welodrom w Pruszkowie, jednak udało nam się zamienić kilka słów między innymi z Arturem Szaryczem oraz Katarzyną Dzięcioł-Biełowieżec.
– Ja uważam, że decyzja przewodniczącego o wstrzymaniu wyborów była słuszna. Nie do końca zgadzam się z tym, że jak nie ma kworum, to nie można dalej procedować dalszych punktów i wyborów, bo delegaci wyszli już po zatwierdzeniu ważności wyborów, ale od tego są sądy i inne instytucje, więc decyzja o wstrzymaniu wyborów i przekazaniu dokumentów do sądu jest rozwiązaniem. Będzie sytuacja patowa, w której żadna ze stron nie będzie chciała odpuścić wyniku wyborów. Nie ma sensu robić tutaj jakiejś dziwnej szopki, sąd rozstrzygnie
– mówił wtedy Artur Szarycz, delegat z województwa zachodniopomorskiego.
– Uważam, że jest to duży problem dla całego środowiska kolarskiego. Po pierwsze wynik pokazał podział środowiska równo na pół, a cała ta sytuacja budzi tak duże wątpliwości natury prawnej, że nie widzę tutaj rozwiązania w najbliższych dniach. Wszystkie dni, które muszą upłynąć do wznowienia obrad działają na niekorzyść polskiego kolarstwa. Decyzją ogłoszoną nie wiadomo na jakiej podstawie przez przewodniczącego prezydium, mamy wybranego prezesa, ale przecież powołana komisja skrutacyjna nie podpisała protokołu, ze względu na wątpliwości co do ważności tak naprawdę dwóch głosów. Według mnie słusznych wątpliwości. Neo prezes nie ma zarządu, nie mamy też nowej komisji rewizyjnej, czyli organu nadzoru. Ewentualne powołanie kuratora to też jest dłuższy okres, a jeśli zostanie powołany, to w celu zwołania kolejnego Walnego. Można to było załatwić dzisiaj, ale obawiano się prawdopodobnie o wynik. To było najprostsze rozwiązanie, które ratowało tę sytuację, a w tej chwili to jest po prostu kompromitacja nas wszystkich
– powiedziała Katarzyna Dzięcioł-Biełowieżec, wiceprezes Polskiego Związku Kolarskiego.
Impas
Obecność na sali prawników tylko pozornie mogła zapewnić rozwiązanie kontrowersyjnej sytuacji. Adam Florczyk nie zgadzał się z reprezentującymi Marka Leśniewskiego Jędrzejem Niklewiczem i Janem Łukomskim w sprawie uznania wyników drugiej tury za ważne.
– Istotą sporu jest ważność dwóch oddanych podczas Walnego głosów. Komisja Wyborczo-Skrutacyjna nie była w stanie podać ostatecznych niekwestionowanych wyników
– mówił nam później Adam Florczyk.
– To, co się stało przedwczoraj, to jest po części spór formalny, a po części próba obstrukcji przeprowadzonych wyborów
– powiedział Jędrzej Niklewicz.
– Z perspektywy osoby niezaangażowanej albo nie zajmującej się prawem, sytuacja jest tam raczej oczywista, a krzyżyk jest wyraźnie postawiony przy panu Leśniewskim
– dodał.
– Były argumenty, że głos jest niewyraźny, ale też że nachodzi na drugą kratkę, jest w obu polach i w związku z tym nie można stwierdzić, że to jest głos na któregokolwiek z kandydatów. My też byliśmy obecni na sali i ważne jest to, jakie warunki tam panowały. Oczywiście prezydium prowadziło całe zgromadzenie, ale trzeba powiedzieć, że warunki techniczne zostały przygotowane przez zarząd związku. Nie było tam miejsca, gdzie głos można by w spokoju zaznaczyć. Nie rozdawano długopisów, a jeśli rozdawano, to było ich mało. Delegaci wypełniali karty do głosowania na przysłowiowym lub często dosłownym kolanie. Moim zdaniem to jest głos obrazujący, w jakich został oddany warunkach. Gdybym chciał na jednej kartce papieru coś zaznaczyć, to pewnie też mogłoby to tak wyglądać, gdybym nie miał do tego miejsca, twardego podłoża i nie chciał tej kartki przedziurawić. Potem pojawiła się dalsza dyskusja na temat tego, czy inny znak to krzyżyk, czy ptaszek. Ani w regulaminie, ani w innych dokumentach nie ma instrukcji głosowania, jak ma to miejsce na przykład w wyborach powszechnych. Akurat w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia ze znaczkiem składającym się z dwóch przecinających się linii, a zatem – odwołując się do definicji słownikowych – krzyżykiem, a nie ptaszkiem, więc tutaj krytyka jest po prostu chybiona. Aczkolwiek nawet jeśli te znaczki byłyby różne – krzyżyki, ptaszki itd., to to jak one powinny dokładnie wyglądać nie wynika z żadnego dokumentu, z ustawy ze statutu, regulaminu lub innej instrukcji pisemnej. Nie dziwię się, że Przewodniczący Komisji Wyborczo-Skrutacyjnej i Prezydium nie mieli wątpliwości co do tego, że to są głosy oddane na danego kandydata
– powiedział Jan Łukomski, drugi z pełnomocników Marka Leśniewskiego.
Wygląd poprawnie określonego głosu – jak mówi mecenas – nie jest sprecyzowany w żadnym dokumencie. Przed rozpoczęciem głosowania w pierwszej turze wygłoszono natomiast przywołaną wyżej instrukcję słowną. Według pełnomocników Marka Leśniewskiego kontekst wypowiedzi jest jednoznaczny, z czym nie zgadza się druga strona sporu.
– Przewodniczący Komisji Wyborczo-Skrutacyjnej powiedział „oczywiście głos ważny to skreślenie na jednego z kandydatów”, a następnie wiceprzewodniczący Prezydium powiedział, że głos ważny to krzyżyk przy jednym kandydacie, a głosy nieważne to dwa krzyżyki oraz trzy krzyżyki – w domyśle głosy postawione przy dwóch kandydatach lub przy trzech kandydatach. W naszej ocenie kontekst jest jednoznaczny – chodziło o to, że głos ważny to głos oddany wyłącznie na jednego kandydata. Tutaj nie było szczegółowych instrukcji jaki znak ma być postawiony i jak musi on wyglądać
– powiedział Jan Łukomski.
– Problem jest taki, że taka instrukcja słowna mogłaby być też niesłyszana. Ja tej wypowiedzi nie słyszałem siedząc tam cały czas na sali. Spór powstał, ponieważ nie było jednomyślności w komisji, która te głosy liczyła. Dwóch członków Komisji Wyborczej, w tym jej przewodniczący, podpisali protokół z wyborów, a dwóch tego odmówiło, bez żadnej pisemnej adnotacji. Czyli dwóch członków komisji zagłosowało za zatwierdzeniem tego wyniku, a dwie pozostałe osoby – trudno to interpretować – w zasadzie wstrzymały się. W związku z tym decyzję o uznaniu wyniku głosowania, po rekomendacji ze strony przewodniczącego komisji wyborczej, który jednoznacznie stwierdził po oględzinach kart do głosowania, że nie ma wątpliwości co do tego ile głosów zostało oddanych na każdego z kandydatów, podjęło prezydium zgromadzenia, które to uprawnienie przysługuje mu na podstawie regulaminu zgromadzenia – prowadzenie obrad i podejmowanie decyzji w sprawach formalnych, a także – paragraf 4, ustęp 3 – „W sprawach spornych związanych z trybem i przebiegiem zgromadzenia decyduje prezydium”. W związku z tym prezydium próbowało kontynuować zgromadzenie, ale ciągłe głośne wypowiedzi, już nawet nieformalne, byłego prezesa czy innych osób, powodowały, że dalsze prowadzenie Zgromadzenia nie było nawet fizycznie możliwe. Część delegatów była zmęczona czy zniesmaczona i zaczęła opuszczać salę. Po jakimś czasie okazało się, że nie ma sensu dalej prowadzić zgromadzenia, bo nie ma odpowiedniej liczby delegatów, a nawet jeśliby była, to w mojej ocenie godzina była taka, że należało je przerwać i wyznaczyć kolejny termin na dokończenie tego zjazdu kiedy indziej
– powiedział Jędrzej Niklewicz.
Z interpretacją wspomnianego punktu regulaminu nie zgadzał się mecenas Adam Florczyk, co zostało przywołane we wcześniejszej części artykułu. Nie zgadzał się on z tak rozległymi kompetencjami prezydium, a także mówił o zasadności powtórzenia głosowania.
– W mojej ocenie prezydium nie jest uprawnione do decydowania i zastępowania decyzji którejkolwiek z dwóch komisji.
Wznowienie obrad. Kiedy i od jakiego punktu?
Walne Zgromadzenie stoi w miejscu, a zegar tyka. Kadencja obecnego zarządu zakończy się 31 października bieżącego roku, po czym stery w Polskim Związku Kolarskim obejmie… No właśnie – kto? Zdaniem części delegatów będzie to Marek Leśniewski, reszta z kolei uważa, że prezes nie został jeszcze wybrany. Zasadne jest zatem pytanie – co dalej?
– Trwają prace nad rozwiązaniem, które będzie najlepsze dla Związku
– powiedział nam Adam Florczyk.
Niedawno do delegatów dotarła informacja od prezydium Walnego Zgromadzenia w sprawie wznowienia obrad. W krótkim dokumencie czytamy:
– Prezydium Sprawozdawczo-Wyborczego Walnego Zgromadzenia Delegatów rozpoczętego w dniu 12 października 2024 r. informuje o zakończeniu przerwy. Kontynuacja obrad według przyjętego porządku i regulaminu nastąpi 2 listopada 2024 r. o godz. 11 w Pruszkowie, ul. Andrzeja 1 (budynek toru kolarskiego).
Ogłoszenie zostało podpisane przez przewodniczącego prezydium, Waldemara Mintę. Wczoraj (25 października) na stronie internetowej Polskiego Związku Kolarskiego pojawił się komunikat zarządu. Zwrócono w nim uwagę na termin przeprowadzenia wznowienia Walnego Zgromadzenia, ale także – co istotne – poinformowano, że „zgodnie z opiniami prawnymi, wybór Prezesa Zarządu Polskiego Związku Kolarskiego nie został dokonany”.
– Zarząd Polskiego Związku Kolarskiego przychyla się do stanowiska Prezydium Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego PZKol informującego o wznowieniu obrad przerwanych w dn. 12 października 2024 roku, mimo istnienia poważnych wątpliwości. Wątpliwości dotyczą zarówno przerwania obrad w trybie niezgodnym z regulaminem Walnego Zgromadzenia, jak i samej daty wznowienia, która przypada na Dzień Zaduszny, tj. czas zadumy i refleksji, który większość z nas spędza w gronie rodziny. Pośpiech i wznowienie obrad w tym dniu są niezasadne również przez wzgląd na wydarzenia historyczne w 2021 roku, kiedy to przez pięć tygodni Polski Związek Kolarski był pozbawiony Zarządu.
Jednocześnie Zarząd przypomina, że zgodnie z opiniami prawnymi, wybór Prezesa Zarządu Polskiego Związku Kolarskiego nie został dokonany, a wniosek formalny o anulowanie II tury głosowania nie został jeszcze przez Prezydium Walnego Zgromadzenia poddany pod głosowanie i jest wnioskiem, od którego obrady muszą zostać rozpoczęte. Sama uchwała o wyborze Prezesa ma charakter niepodjęty.
W przeciwieństwie do komunikatu prezydium, zarząd wskazuje, że kontynuacja obrad powinna zostać rozpoczęta poddaniem pod głosowanie wniosku formalnego o anulowanie drugiej tury głosowania. Biorąc pod uwagę doświadczenia sprzed dwóch tygodni, będzie to kolejna kość niezgody pomiędzy dwiema stronami sporu. Przysłowiowego światełka w tunelu nie widać. Nie wiadomo, kto w zbliżającej się kadencji będzie rządził Polskim Związkiem Kolarskim, a w świetle powyższego komunikatu nie wiadomo też, kiedy zostanie wznowione Walne Zgromadzenie. Zatracając się w spór o władzę w PZKol-u nie można jednocześnie zapomnieć, że najważniejsi w tym wszystkim są kolarze i kolarki.










Dlaczego pan Banaszek w ogóle brał udział w tym wydarzeniu, skoro UCI zawiesiło go w udziale we wszelkich aktywnościach związanych z kolarstwem do 23.10.2024 (za jazdę jak wariat w 2023 Tour of Denmark)?
Jak dzieciaki. Zagłosować jeszcze raz, mailem jak nie mogą się zjechać i jawnie. A jak nie to kurator i rozwiązanie związku. Najwyżej przez rok czy dwa Polska nie będzie mogła wystawiać reprezentacji a Kasia Niewiadoma wystartuje w reprezentacji uchodźców.
O czym wy tu hipolicie. Na 4 h treningu wkoło półmilionowego miasta jak zobaczę 2giego co trenuje to jest hit.
Niepojęte. Te wybory tylko pogrążyły wizerunkowo kolarskie środowisko oraz PZKol. Majstrowanie, doszukiwanie się zahaczających krzyżyków czy ptaszków. Czy to są normalni ludzie? Obraz odpowiada obrazowi naszego Parlamentu i społeczeństwa. Gdzie jakakolwiek władza tam już nie ma uczciwości..
@Darek, z panem Banaszkiem to są jakieś jaja i uważam że UCI powinna się o tym dowiedzieć… tak aby do reszty pogrążyć PZKol…
@Hubert, zajawienie do uprawiania kolarstwa to kolejny problem. Ten sport jest relatywnie drogi i potrzebne jest wsparcie PZKol-u, małych klubów, a nawet samych zawodowych kolarzy… Pogacar czy Evenepoel otworzyli swoje szkoły gdzie dzieciaki mogą trenować za rozsądne pieniądze. Tak się buduje następne pokolenia.
W Polsce też funkcjonują ekipy takie jak Copernicus mający w nazwie „Akademia Michała Kwiatkowskiego” i inne projekty sygnowane nazwiskami naszych najlepszych zawodników i zawodniczek 😉
Wreszcie ie jasno wszystko opisane. Wnkosek: Makowski się nie nadaje nawet na pracownika szaletu, bo nie potrafi odpowiedniego papieru do głosowania przygotować. Pomyślcie? Dlaczego karty do głosowania w wyborach powszechnych są tak absurdalnie ogromne? No ?
Druga sprawa to warunki wyborów. Na kolanie? Jakoś Makowski na zaprzyjaźnionej kancelarii z Poznania nie oszczędzał? Stolików w tym PZKol nie mają?
To na czym on te tysiące dokumentow przeglądał? Też na kolanie?
By być prezesem trzeba umieć myśleć, przewidywac, przepraszam, stoję obok, widzę co się dzieje….
Zmiana, zmiana, zmiana, niech wrezcie kolarz zajmie się kolarstwem.
A może tak z innej beczki, o co ta walka skoro funkcja prezesa i zarządu jest społeczna, to skąd tylu chętnych do bycia na świeczniku bo na pewno nie do pracy dla kolarstwa której nie widać już prawie od dwóch dekad, niestety tak sobie wymyślili rządzący żeby było „transparentnie” aby wydać na jakieś cele zamiast 100 zł trzeba wydać 150 żeby tymi 50 podzielić się z handlowcami bo niestety z czegoś trzeba żyć, trzeba kombinować. Taki prezes który nie robi tego z pasji a dla tej kasy którą zakombinuje w wiadomy sposób okrada związek, taki prezes nie chce dostać od sponsorów rowerów, odżywek, strojów czy różnego sprzętu potrzebnego do uprawniania kolarstwa bo chodzi o „Misia” którego trzeba kupić i podzielić się różnicą pod stołem. Prezesi, wójtowie jak i prezydenci przykładem z USA powinni być niezależni finansowo żeby mieli miej pokus do kombinowania. Jak sobie przypominam cztery lata temu kandydata na prezesa pana Botwinę wylansował pan Wasilewski z Kalisza którego poparły kluby i okręgi powiązane ze szkoleniem kolarzy torowych, które są głównymi beneficjentami kasy ze związku, podam tylko przykład jeśli chodzi o sprzęt na który wydawane czasami miliony rocznie nie ma swojego magazynu, kluby w Darłowie, Grudziądzu, Toruniu, Kaliszu czy Kartuzji mają więcej sprzętu od PZKol , rodzi się pytanie co podziało się ze sprzętem z lat ubiegłych, pewnie jak z Misiem, sporządziło się protokół zniszczenia ? , myślę że nie bo po co ,kto to sprawdza. A jak myślicie kto wylansował pana Leśniewskiego.