W Sylwestra świat obiegła informacja o zatrzymaniu Rohana Dennisa w związku z podejrzeniem, że ten mógł celowo potrącić swoją żonę doprowadzając do jej śmierci. Po wielomiesięcznym procesie wiadomo już, że Australijczyk faktycznie stanie przed sądem z zarzutem świadomego spowodowania wypadku zakończonego zgonem Melissy Hoskins. Na wyrok przyjdzie nam jednak poczekać – rozprawę zaplanowano na 30 października.
31 grudnia 2023 roku Rohan Dennis w godzinach wieczornych wsiadł za kółko i spowodował wypadek, który zakończył się śmiercią jego żony, byłej kolarki Melissy Hoskins. Australijczyk szybko wpłacił kaucję by wyjść na wolność i zająć się osieroconymi dziećmi, ale było wiadomo, że za jakiś czas stanie przed sądem by potencjalnie odpowiedzieć za swoje winy bądź zostać uniewinnionym. Pierwszy termin rozprawy zaplanowano na marzec, później wszystko odraczano – finalnie wyrok mieliśmy poznać 6 sierpnia, ale i do tego nie doszło.
Rohan Dennis pojawił się w sądzie 6 sierpnia, ale nie złożył żadnych zeznań w sprawie, w której ma już potwierdzone zarzuty. Jego prawnicy wywalczyli przedłużenie procesu o kolejne 12 tygodni, podczas których Australijczyk będzie miał możliwość przyznania się do winy bądź przedstawienia nowych dowodów jednocześnie przesuwając decyzję sądu na 30 października.
W razie uznania Rohana Dennisa za winnego zarzucanych mu czynów kara może być naprawdę wysoka. 2-krotny mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas może trafić do więzienia na nawet 15 lat.








15 lat za zabójstwo z premedytacją, to nie karą tylko „szturchaniec”. Powinien zgnić w więzieniu.