fot. Intermarche-Wanty / Photonews

Biniam Girmay po długim okresie spędzonym w Europie powrócił do swojego kraju. Obrazki z powitania Erytrejczyka w ojczyźnie są bardzo osobliwe – na jego cześć przygotowano fetę, o jakiej nie mógłby śnić prawdopodobnie żaden inny zawodnik na świecie.

24-letni Biniam Girmay to prawdziwy bohater narodowy w Erytrei. Za kolarzem Intermarché – Wanty podróżują po świecie jego kibice z flagami, jest on praktycznie otoczony swoimi rodakami podczas największych imprez świata. Nie może zatem dziwić, że gdy ten wraca do kraju to każdorazowo jest to małe święto, a tym razem rozrosło się ono do niebotycznych rozmiarów – Erytrejczyk zawitał bowiem w swojej ojczyźnie ubrany w zieloną koszulkę wywalczoną podczas Tour de France.

O ile reakcje rodaków jeżdżących za Biniamem Girmayem na wyścigi są prawdopodobnie całkowicie szczere, o tyle oglądając te obrazki może niejednej osobie zapalić się w głowie pewna lampka. 24-latek jako bohater narodowy stał się bowiem swoistym niewolnikiem systemu w Erytrei, a jego wielkie zwycięstwa sportowe wykorzystuje do swojej promocji dyktatorska władza, która panuje w tym państwie. Warto bowiem pamiętać, że w najnowszym zestawieniu swobód politycznych V-Democracy ten afrykański kraj zajął przedostatnie miejsce na świecie wyprzedzając nieznacznie jedynie Koreę Północną.

Biniam Girmay jako bohater jest witany uroczyście, organizowane są piękne parady. Sam zawodnik nieraz przyznawał jednak, że ze względu na swoje pochodzenie musi co 3 miesiące wracać do kraju po nową wizę, w innym wypadku nie będzie miał bowiem możliwości ścigać się w Europie. Wielu jego rodaków marzących o karierze sportowej ma jeszcze trudniej – cała ludność Erytrei jest bowiem zobowiązana do powszechnej służby wojskowej. Można do niej powołać każdego mężczyznę, który skończył 17 lat i ukończył szkołę. Służba może trwać aż do 70 roku życia i objęte są nią także niezamężne kobiety. 24-latek dzięki swojej sławie uciekł spod topora reżimu, który sprawuje władzę nieprzerwanie od uzyskania niepodległości w 1993 roku.

Poprzedni artykułMateusz Rudyk: „Wiem, na co mnie stać”
Następny artykułParyż 2024: Rusza torowe omnium. Na starcie Alan Banaszek i wielu innych szosowców
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze