fot. UCI

Wczorajsza rywalizacja w olimpijskim sprincie mężczyzn nie rozpoczęła się najlepiej dla Mateusza Rudyka, który w kwalifkacjach zajął 11. miejsce. W kolejnych rundach pokazał jednak błysk i awansował do najlepszej „8” zawodów. W ćwierćfinale zmierzy się z niepokonanym Harrie’em Lavreysenem.

Mateusz Rudyk to jedyny reprezentant Polski w sprincie na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Wykorzystując życiową formę oraz szybki welodrom w Saint-Quentin-en-Yvelines, Polak pobił wczoraj rekord kraju, jednak jego czas wystarczył na zajęcie 11. pozycji. Następne zmierzył się z Samem Dakinem, od którego okazał się lepszy. W kolejnej rundzie trafił natomiast na utytułowanego Jeffreya Hooglanda, którego nie dał rady pokonać.

By awansować do 1/8 finału, musiał wygrać bieg repasażowy z Surinamczykiem Jairem Tjon En Fa, co zakończyło się sukcesem. Następnie Polaka ponownie czekało wymagające zadanie i starcie z wicemistrzem globu, Matthew Richardsonem. Mateusz Rudyk ponownie trafił do repasaży, w których brał udział z bardzo dobrze dysponowanym Mikhailem Yakovlevem oraz Mohdem Azizulhasnim Awangiem.

Polak pojechał zgodnie z wcześniejszymi założeniami, utrzymując się na drugiej pozycji, a w końcówce wyszedł z koła Izraelczykowi i sięgnął po zwycięstwo, awansując tym samym do najlepszej „8” zawodów.

− Na pewno się cieszę, bo przed udziałem w igrzyskach wspominałem, że będę tu w najlepszej formie, bo to czułem i jestem. Pobiłem rekord Polski i też mój rekord życiowy, czyli ta życiowa forma jest. Niestety w kwalifikacjach dało to dopiero 11. miejsce, a to pokazuje niestety jaki poziom prezentuje reszta świata, która — śmiem twierdzić — nie miała takich problemów w przygotowaniach, jak my jako kolarze. Już nie mówię tylko o sobie, ale my jako kolarstwo w Polsce mieliśmy ciężkie przygotowania. Trudne kwalifikacje, żeby w ogóle się tu dostać, to było cholernie ciężkie. Wygrany repasaż, jestem w najlepszej ósemce, jest progres względem kwalifikacji, więc na pewno jestem zadowolony

− mówił nam wczoraj Mateusz Rudyk.

− Od początku mieliśmy plan, żeby pilnować drugiej pozycji, ale Yakovlev też miał podobny pomysł, więc przełożył ten bieg. Ja się potem biłem z Awangiem o drugą pozycję, bo tak naprawdę w repasażu trójkowym — jak mi powiedział trener — trzecia pozycja jest przegrana, nie może cię tam być. Ja walczyłem, żeby być tym drugim, Awang odpuścił, siadł mi na koło i tak naprawdę czekałem na ten ostateczny atak. Udało się. Jechałem z zawodnikami, który wykręcili w kwalifikacjach lepsze czasy ode mnie — Awang był przede mną, a wspomniany Yakovlev był trzeci. Cieszę się, że jestem w stanie rywalizować z tymi najlepszymi, ale nie ukrywam, że brakuje szybkości

− dodał Polak. Na potwierdzenie jego słów, jadący na trzeciej pozycji w drugim repasażu Nicolas Paul − zawodnik należący do światowej czołówki − również nie dał rady sięgnąć po zwycięstwo.

Dla Polaka są to drugie igrzyska olimpijskie w karierze, jednak tym razem o wiele bardziej udane. W Tokio zakończył rywalizację na repasażach po pierwszej rundzie. Sam przyznaje, że nieprzyjemne doświadczenia z poprzedniej imprezy nie wpłynęły na jego wczorajszy występ.

− Nie czułem presji, gdyż wiem na co mnie stać. Jestem świadomym zawodnikiem i wiedziałem, że jestem w stanie coś takiego wygrać i po prostu wygrałem. Realizowałem plan, ale nie ukrywam, że dzisiaj cały czas mam pod górkę. Jest ciężko, ale cieszę się, że mimo tego daję radę i mam nadzieję, że godnie reprezentuję nasz kraj

− dodał.

Dziś o godzinie 18.00 Mateusz Rudyk zmierzy się z Harrie’em Lavreysenem w ćwierćfinale sprintu, rozgrywanym w formule do dwóch wygranych biegów. Aktualny mistrz i rekordzista świata od lat jest niepokonany i dominuje w konkurencjach sprinterskich. Do dzisiejszych zmagań Polak przystąpi mając w nogach dwa biegi więcej od swojego rywala.

− To jest dodatkowy bieg w nogach, a ostatni trójkowy repasaż to była tak naprawdę batalia od samego początku. Sprinterzy nie lubią takich długich biegów, bo jednak te duże mięśnie szybko się zakwaszają i bolą, więc na pewno przeciwnicy, którzy nie jechali repasaży, jednak mają delikatną przewagę. Teraz cieszę się, że zakwalifikowałem się do najlepszej pozycji i czekam na jutro, bo też będę starał się walczyć o jak najlepsze miejsce i zobaczymy, co to da

− wyjaśniał Mateusz Rudyk.

Zwycięstwo Polaka w repasażu po 1/8 finału było imponujące ze względu na to, jak taktycznie Mateusz Rudyk powalczył sobie z mocnymi rywalami. Pomogła mu w tym między innymi formuła Torowej Ligi Mistrzów, w którym sprint rozgrywany jest właśnie w trzyosobowych biegach.

− To, że już 3 lata temu jeździmy w Lidze Mistrzów i tam te trójkowe biegi są cały czas spowodowało, że rozeznałem temat, jak to się powinno jeździć. Wcześniej, gdy te repasaże były naprawdę rzadko na zawodach, to gubiłem się, bo nie wiedziałem za bardzo, jak to jechać. Na pewno udział w Lidze Mistrzów tutaj jak najbardziej na plus, bo wiedziałem, co mam robić i kiedy przystąpić do ataku. Kiedy jest za późno, kiedy za wcześnie — teraz to wiem

− zakończył.

Z welodromu w Saint-Quentin-en-Yvelines dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułWszystkie 3 polskie grupy kontynentalne wzmacniają się na końcówkę sezonu
Następny artykułBiniam Girmay wrócił do ojczyzny. Przywitano go jak bohatera narodowego [wideo]
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze