Foto: Luca Bettini/SprintCyclingAgency©2024 / Astana Team

Mark Cavendish wygrał po finiszu z peletonu piąty etap Tour de France. Brytyjczyk pobił rekord Eddy’ego Merckxa! Liderem pozostał Tadej Pogačar (UAE Team Emirates).

Po wczorajszym trudnym etapie dzisiaj na kolarzy jadących w „Wielkiej Pętli” czekała sprinterska potyczka. Stratowali z Saint-Jean-de-Maurienne, aby po 177 kilometrach finiszować w Saint Vulbas. Po drodze tylko dwie premie górskie czwartej kategorii oraz lotny finisz.

Po starcie peleton jechał bardzo wolno, a średnia oscylowała wokół 25 km/h… Przed grupą pojawili się nieoczekiwanie Juan Ayuso (UAE Team Emirates) i Oier Lazkano (Movistar Team). Oczywiście ta dwójka szybko została wchłonięta.

Po 27 kilometrach z peletonu odjechał samotnie Clément Russo (Groupama – FDJ). Po chwili dołączył do niego Mattéo Vercher (TotalEnergies). Tym samym w ucieczce dnia mieliśmy dwóch kolarzy, mających znikome szanse na powodzenie tej akcji.

W czasie etapu okazało się, że Russo nie ma zadatków na koszykarza.

Przewaga dwójki oscylowała wokół trzech minut. W peletonie pracowały głównie ekipy mające w swoich szeregach sprinterów. Pierwszą minimalną trudnością na etapie był podjazd Côte du Cheval Blanc (1.5 km długości; średnie nachylenie 4.3%). Walki nie było, a linię premii pierwszy przejechał Russo. Niestety jazdę utrudniał padający deszcz.

Jeszcze przed lotną premią mieliśmy kraksę w peletonie. Ucierpieli w niej między innymi Pello Bilbao (Bahrain – Victorious) i Gregor Mühlberger (Movistar Team). Na szczęście wszyscy wrócili do głównej grupy.

Lotną premię wygrał Russo, a z peletonu najszybsi byli Mads Pedersen, Sam Bennett i Biniam Girmay. Było wiadomo, że dziś koszulkę punktową traci Jonas Abrahamsen (Uno-X Mobility).

Podczas drugiego podjazdu Côte de Lhuis (3 km długości; średnie nachylenie 4.9%) peleton dogonił ucieczkę. Punkt na szczycie zdobył Abrahamsen, który był także liderem klasyfikacji górskiej. W kraksie ucierpiał Alexander Kristoff (Uno-X Mobility), który dość długo czekał na pomoc samochodu technicznego.

Powoli rozpoczęło się formowanie pociągów sprinterskich. Było bardzo nerwowo, bo zrobiło się wąsko na ostatnich kilometrach. Peleton prowadził Victor Campenaerts (Lotto Dstny). Wysoko jechała Mark Cavendish. 1500 metrów przed meta ruszył Abrahamsen.

Najszybszy okazał się Mark Cavendish! Brytyjczyk wskoczył do historii z 35. zwycięstwem w Tour de France!!!

Kolejne miejsca zajęli Jasper Philipsen (Alpecin – Deceuninck) i Alexander Kristoff (Uno-X Mobility).

Wyniki piątego etapu Tour de France 2024:

Results powered by FirstCycling.com


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułTour of Austria 2024: Davide De Pretto z pierwszym profesjonalnym zwycięstwem
Następny artykułMark Cavendish po pobiciu rekordu: „W Tour de France trzeba postawić wszystko na jedną kartę”
Arek Waluga
Pismak z pasji, nie z wykształcenia. Wielbiciel scoutingu i skarbów kibica. Pisze to co myśli, a nie co wypada.
guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Sylwek
Sylwek

Czekalem na ten moment:) Dzieki temu TdF w ostatnich dwoch latach byl bardziej emocjonujący, bo z jednej strony walka o zwyciestwo w calym wyscigu, a z drugiej oczekiwanie na pobicie rekordu przez Cavendisha… Super

Jose Jimenez
Jose Jimenez

Aż się piwa napije. Brawo!

Stefan
Stefan

Jakie były powody tego strajku na początku etapu?

Virgil
Virgil

Wielka szkoda.
Trzymałem kciuki by się nie udało.

Grzesiek
Grzesiek

Ma naszych oczach zrodziła się historia.
Brawo Cav!
Do tego epicki pojedynki Tadeja i Jonasa.
To jest piękno i kwintesencja kolarstwa.

Salazar
Salazar

Gratulacje, gratulacje i jeszcze raz gratulacje dla Marka Cavendish-a.
 
Trochę niepostrzeżenie w naszosie minęło wyprzedzenie Mario Cippoliniego przez Marka Cavendish-a, gdy uzyskał 164 zwycięstwo, przy 163 wygranych Cippoliniego. Było to 9-maja-2024 na drugim etapie Tour de Hongrie i ten etap jakoś nie był w ogóle opisany w naszosie, ale wtedy też się działo na innych wyścigach.
 
Dziś Mark pobił słynny rekord Eddy-ego Merckx-a i ma dziś 35 wygranych na etapach TdF.
A nie było to byle jakie zwycięstwo, bo wygrał o półtora roweru z Philipsen-em i całą aktualną światową czołówką sprinterów.
 
Gdy przed TdF widziałem składy drużyn i tylu świetnych sprinterów to trochę powątpiewałem czy Mark da radę. Wielu supersprinterów z Belgii stanie na głowie aby Marka objechać.  Ale stary lis Marka Cavendish, jak jest blisko, to potrafi odpalić odrzutowy silnik i wszyscy nie mogą uwierzyć. Tak przecież było w Rzymie, gdy rozprowadził Marka Greaint Thomas i Mark wygrał o 2 czy trzy rowery.
 
Dziś było jeszcze efektowniej, to zwycięstwo daje i mi niezłego power-u co najmniej do końca TdF.
 
Gratulacje dla drużyny Astana i innego wielkiego stratega Aleksandra Winokurowa i też by tak rzec: starego lisa. Również ma niezłego nosa. Rok temu, gdy Mark po kontuzji opuścił TdF to Aleksandr przekonywał Marka aby nie kończył kariery i jeszcze raz zawalczył. Dziś zrealizowała się historia jak z bajki, bo Aleksandr też skończył TdF wylatując do lasu i też wydawało się, że w tak słaby sposób zakończy karierę. Tymczasem podniósł się i wygrał mistrzostwo olimpijskie. Dziś niejako Aleksandr pisze podobnie piękną historię. Mark, który też mógłby mieć słaby akcent w zakończeniu kariery, wszedł pod opiekę Aleksandra i dziś zapisał piękny sukces w swojej bogatej karierze.
 
Jeszcze raz gratulacje dla Aleksandra Winokurowa i przede wszystkim dla Marka Cavendish-a.
 
Poniżej link do statystyk.
 
[https://www.procyclingstats.com/statistics/start/all-time-wins-ranking]
 

  1. MERCKX Eddy            276
  2. CAVENDISH Mark       165
  3. CIPOLLINI Mario        163
  4. DE VLAEMINCK Roger  161
  5. VAN LOOY Rik            161
  6. KELLY Sean                159
  7. GREIPEL André          158
  8. PETACCHI Alessandro 150
  9. ZABEL Erik                 150
  10. MAERTENS Freddy   148
  11. HINAULT Bernard     146
  12. MOSER Francesco    146

 

reko
reko

Kibicowałem, wierzyłem że mu się uda. Mental mistrza. Niejeden kolarz powie kiedyś swoim wnukom….ścigałem się w czasach wielkiego Cavendisha.

Paweł
Paweł

Uwielbiam kolarstwo, czekam na finisze i rekordy ale… zaskoczę Was. jest jedna rzecz, której nie znoszę: FINISZ Z PELETONU. Dla mnie, jako kibica, takie zwycięstwa nie są za wiele warte (choć uznaję klasę sportowca). Porównanie zwycięstw Marka i Kanibala – no bez przesady.