Przed nami jeden z wyścigów zaliczanych do World Touru na tyle krótko, że nie posiada on nawet obowiązkowego startu największych zespołów na świecie. Płaski, teoretycznie niczym nie wyróżniający się kolarski klasyk korzysta jednak z ulokowania w dobrym miejscu kalendarza przyciągając na start wiele gwiazd tego sportu.
Przed nami 48. edycja Classic Brugge-De Panne – wyścigu o dość interesującej historii. Po raz pierwszy imprezę tę rozegrano w 1977 roku, ale wówczas liczyła sobie aż 5 etapów, a różnice między kolarzami mierzono w minutach. Już rok później skrócono format do 3 dni zmagań, a na starcie szybko zaczęły meldować się największe gwiazdy – np. w 1980 roku po triumf sięgnął słynny Sean Kelly.
Z czasem format imprezy się ustabilizował – ta trwała 3-4 dni, a jej charakterystyczną cechą była rozgrywana na koniec jazda indywidualna na czas. To w takim układzie wyścigu na podium stanęli rok po roku Michał Kwiatkowski (2011) i Maciej Bodnar (2012) – ten drugi dwukrotnie w swojej karierze wygrywał czasówkę zamykającą zmagania.
Wszystko ponownie zmieniło się w 2018 roku, kiedy to w miejsce 3-dniowego, a 4-etapowego Driedaagse De Panne-Koksijde rozegrany po raz pierwszy został wyścig jednodniowy. Ten sprytny zabieg miał prosty cel – już w 2019 roku impreza ta mogła awansować do World Touru lokując się w kalendarzu niedaleko najważniejszych północnych klasyków.
Ostatnie 6 edycji to zatem płaska jednodniówka rozgrywana między Brugią a De Panne. W 2018 roku po wygraną sięgnął Elia Viviani i zdawało się, że stworzono w kalendarzu kolejny klasyk dla sprinterów, ale czas pokazał, że nic bardziej mylnego. Edycję później co prawda triumfował jeszcze Dylan Groenewegen, ale już w 2020 roku na wiatrach stawka mocno się podzieliła, a dublet ustrzelili kolarze Patricka Lefevere’a – Yves Lampaert wygrał na solo, a drugi był Tim Declercq, który w końcówce urwał się m.in. od Tima Merliera. Pokazano, że ten wyścig można rozegrać w inny sposób, a to rozgrzało apetyty widzów.
Edycje z 2021 i 2022 roku mogły być zatem nieco rozczarowujące – Sam Bennett i Tim Merlier finiszowali z naprawdę dużych peletonów. Patrząc tylko na nazwiska wydawałoby się, że podobnie było i rok temu – Jasper Philipsen na finiszu pokonał Olava Kooija, ale tym razem sprint nastąpił z ledwie 4-osobowej grupy, która w końcówce wyłoniła się z kilkunastoosobowego odjazdu. Ten narodził się na deszczowych rantach, a peleton na mecie stracił niemalże 5 minut. Jak będzie w tym roku? Jak widać możliwości jest więcej niż zdawałoby się patrząc na profil czy nazwiska triumfatorów.
Trasa
Na kolarzy ponownie czeka dziś absolutnie płaski, niespełna 200-kilometrowy przejazd z Brugii do De Panne. Najniższy punkt na trasie znajduje się 3 metry poniżej poziomu morza, najwyższy zaś, poza jedną anomalią na pierwszych kilometrach, na wysokości 8 metrów ponad lustrem wody. Organizatorzy dostrzegli wielki potencjał finałowych rund prowadzących m.in. przez nadmorskie Koksijde, toteż skrócono dojazd, za to okrążenia będą pokonywane aż 3-krotnie, a każde z nich liczy sobie 44,5 kilometra.

Pogoda
7 stopni Celsjusza, deszcz, wiatr na poziomie 30-35 km/h w porywach do prawie 60 km/h… niestety to prognoza dla De Panne na sobotę. Dziś na kolarzy nie czeka żadne z tych utrudnień – obecnie w tym flandryjskim mieście jest około 15 stopni Celsjusza, o deszczach nie ma mowy, wiatr wieje od lądu, a nie morza, a jego porywy mają przez cały dzień nie przekraczać 15 km/h. Jeśli nic się nie zmieni to najprawdopodobniej będziemy świadkami kolejnej edycji dla sprinterów.
Faworyci
Każdy, ale to powtarzam każdy zespół, który stanął na starcie 48. edycji Classic Brugge-De Panne, zameldował się na starcie z co najmniej jednym sprinterem, wobec czego w scenariuszu finiszu z całego peletonu czeka nas pojedynek pociągów sprinterskich 23 zespołów – 15 World Teamów oraz 8 Pro Teamów. Ktoś mądry zapyta czemu brakuje 3 ekip najwyższej dywizji, choć wyścig jest zaliczany do kalendarza World Tour, acz odpowiedź jest prosta – wyścigi dopisane do tego cyklu w ostatnich latach nie posiadają obowiązkowego startu największych zespołów i skorzystały z tego władze Team Visma | Lease a Bike, Decathlon AG2R La Mondiale Team oraz INEOS Grenadiers, które dały dziś wolne dla swoich kolarzy.
Nie ma co się jednak skupiać na nieobecnych gdy na starcie stoi taka plejada gwiazd. Do obrony tytułu przystępuje Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck) – wciąż numer 1 w światowym sprincie, choć ostatnio jakby nieco mniej pewny niż w zeszłym sezonie. Belg zanotował w tym roku 2 zwycięstwa, w tym piękny triumf w Mediolan-San Remo, ale jednocześnie 3-krotnie zdarzyło mu się już finiszować i nie wygrać. Sposób na niego podczas Danilith Nokere Koerse znalazł Tim Merlier (Soudal Quick-Step), który zwycięstw ma już w tym sezonie 6 i jest na dobrej drodze by na koniec tego roku była to dużo większa liczba.
Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta? Z pewnością takie marzenia mają inni sprinterzy, w których dorobku znajdziemy już w tym roku zwycięstwa. Płaska trasa i możliwość wykorzystania swojego pociągu to coś, co uwielbia Arvid de Kleijn (Tudor Pro Cycling Team). Rosły Holender może być podbudowany wygraną etapową podczas Paryż-Nicea i w takim wyścigu chcieć zrobić kolejny głośny krok w swojej karierze.
Smak wygranej w tym roku zna już także Gerben Thijssen (Intermarché – Wanty), który po świetnym starcie tego sezonu nieco przygasł, podobnie jak od dawna nie widziany Fernando Gaviria (Movistar Team), którego w razie słabej dyspozycji zastąpić może Davide Cimolai. Rok zwycięstwem otworzył także Dylan Groenewegen (Team Jayco AlUla), ale w tak mocnej stawce jak tutaj nie udawało już mu się sięgać po triumfy.
Istnieje niemała szansa, że podczas 48. edycji Classic Brugge-De Panne powody do świętowania będzie miał jeden z Polaków. Tych na starcie mamy naprawdę wielu, a każdy z nich jedzie u boku dużego faworyta bądź sam będzie finiszował. Kamil Gradek i debiutujący w nowych barwach Łukasz Wiśniowski zrobią wszystko, by po kolejne zwycięstwo w tym roku sięgnął Phil Bauhaus (Bahrain – Victorious), Filip Maciejuk ponownie znalazł się w jednym składzie z fantastycznym duetem BORA-hansgrohe – Polak zrobi wszystko, by jego koledzy komfortowo przejechali trasę, a Danny van Poppel będzie wówczas rozprowadzał Sama Welsforda. Swojego sprintera wspierać powinien także Łukasz Owsian, albowiem Arkéa – B&B Hotels posyła do boju Arnaud Démare’a.
Polska to nie tylko pomocnicy, ale i kolarze zdolni do walki na własne konto. Stanisław Aniołkowski co prawda nie dostał „1” w ekipie, ale patrząc na tegoroczne wyniki jest szansa, że szybki Piet Allegaert otrzymał ją tylko z racji alfabetu oraz bycia Belgiem. Nieco mniejsze szanse na finiszowanie na siebie zdaje się mieć Szymon Sajnok – jego Q36.5 Pro Cycling Team zwykło stawiać na obecnego tu Matteo Moschettiego, ale kto wie jak ułoży się wyścig.
Kontynuując podróż po liście startowej nie sposób nie wspomnieć także o czekającym na swój pierwszy triumf w nowych barwach Fabio Jakobsenie (Team dsm-firmenich PostNL). Z wyścigu na wyścig jest z Holendrem coraz lepiej, a ostatnia 2. lokata w Danilith Nokere Koerse i ogranie tam m.in. Jaspera Philipsena daje nadzieję, że 27-latek złapał formę. Takową od początku roku pokazuje młody Laurence Pithie (Groupama-FDJ), który również powinien tu namieszać.
Listę wartych wspomnienia sprinterów uzupełniają Pascal Ackermann (Israel-Premier Tech), Simone Consonni (Lidl-Trek), Álvaro José Hodeg i Juan Sebastián Molano (UAE Team Emirates), Gleb Syritsa i Max Kanter (Astana Qazaqstan Team), Milan Menten (Lotto Dstny), Davide Persico i Sasha Weemaes (Bingoal WB), Jason Tesson (TotalEnergies) i Stian Fredheim (Uno-X Mobility).
Transmisja
Wyścig z polskim komentarzem będzie można śledzić dziś od 15:15 w Playerze, a po zakończeniu zmagań w Volta Ciclista a Catalunya także na antenie Eurosportu 2. Meta rywalizacji zaplanowana jest nieco po godzinie 17:00.
Lista startowa:
Dane dostarcza FirstCycling.com








