Wypadek Gino Mädera mocno wpłynął na świat kolarstwa, ale przede wszystkim na Quinna Simmonsa. Amerykanin jechał tuż za Szwajcarem w momencie tragicznego zdarzenia i zostawiło to ogromny ślad na psychice kolarza Lidl-Treka. Ten długo myślał nawet o natychmiastowym zakończeniu kariery.
Czerwiec był dla Quinna Simmonsa prawdziwym rollercoasterem emocjonalnym. Najpierw mógł z ekipą cieszyć się koszulką lidera Tour de Suisse by dosłownie 3 dni później opuścić wyścig po tym jak zobaczył na własne oczy śmierć kolegi z peletonu. Amerykanin wrócił do ojczyzny, wystartował w mistrzostwach krajowych i wygrał dla Gino Mädera, co jak przyznawał uratowało jego karierę. Teraz 22-latek jeszcze raz wraca do tamtych wydarzeń w rozmowie dla Velo Outside.
Kiedy wsiadłem do samolotu do domu, byłem pewien, że już więcej nie polecę do Europy. Byłem pewien, że już nigdy więcej nie wsiądę na rower. Umówiłem się ze sobą, że zrobię wszystko by wygrać mistrzostwa kraju dla Gino i zadedykuję mu zwycięstwo. Udało się, lecz nadal bardzo długo trwał mój powrót na rower w takim pełnym zakresie. Bałem się nawet na treningu. Na pewno mam teraz więcej wątpliwości niż wcześniej. Teraz, gdy jeżdżę samodzielnie, mogę znowu normalnie zjeżdżać, ale czas pokaże czy uda mi się to w warunkach wyścigowych
— zdradzał mistrz Stanów Zjednoczonych.
Quinna Simmonsa być może zobaczymy na rowerze już niedługo, ten bowiem znalazł się na wstępnej liście startowej Santos Tour Down Under, które rozpoczyna się już w przyszłym tygodniu. Australijska etapówka otwiera cykl World Tour w sezonie 2024.









