Hiszpańska, kolarska fiesta – Vuelta a España – rozpocznie się dziś w Barcelonie. Na starcie w stolicy Katalonii stanie Kamil Gradek z Bahrain Victorious. Ceniony polski pomocnik po raz kolejny będzie wspierał swoich liderów na trasie wielkiego touru. Dotychczas ścigał się w Giro d’Italia i Tour de France – w hiszpańskiej Vuelcie zadebiutuje.
Kamil Gradek stanie dziś na starcie drużynowej czasówki w Barcelonie, która rozpocznie wyścig Vuelta a España. Kolarz Bahrain Victorious w tym sezonie jechał miedzy innymi w prestiżowych brukowanych klasykach, Paryż-Nicea, Criterium du Dauphine oraz Tour de Pologne. Był także rezerwowym na Tour de France, a gdy okazało się, że w Wielkiej Pętli nie wystartuje, rozpoczął przygotowania do hiszpańskiej Vuelty.
Po mistrzostwach Polski, gdzie zdobył brązowy medal w indywidualnej jeździe na czas, i chwili odpoczynku, udał się na zgrupowanie wysokogórskie w Livigno. Następnie ścigał się w Tour de Pologne – udanym dla ekipy Bahrain Victorious. W wyścigu triumfował bowiem Słoweniec Matej Mohorič.
– Motywacja do pracy jest dużo większa, jak twój lider odnosi sukcesy. Wiesz, o co walczysz – jak chcesz wygrać etap, a nie masz nic, to jedziesz trochę w ciemno, a jeżeli ktoś pokazuje, że jest dobry, to na pewno dodaje motywację
– mówił nam Polak w Katowicach, przed etapem indywidualnej jazdy na czas.
– Fajnie jest ścigać się w Polsce, bo jest jak w domu. Mieszkam 60 kilometrów od Katowic, więc znam większość tras i dobrze jest pojeździć po tych lokalnych drogach. Tak naprawdę to chyba jest mój pierwszy Tour de Pologne, gdzie jako ekipa walczymy o coś w generalce, bo jak jechałem w kadrze, to były cele, że zabieramy się w odjazd, jakaś koszulka, a tu walczymy o wygranie wyścigu. To fajne uczucie
– dodał.
Warto w tym momencie przypomnieć, w jakim stylu Słoweniec z Bahrain Victorious sięgnął po zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne. Do finałowego etapu z Zabrza do Krakowa przystąpił z takim samym czasem, jak drugi João Almeida. Oczy wszystkich zwrócone były na lotny finisz w Wilamowicach, który mógł odwrócić losy wyścigu. UAE Team Emirates od początku kontrolowało sytuację, nie pozwalając na zawiązanie się jakiegokolwiek odjazdu.
Ekipa Bahrain Victorious sprostała jednak zadaniu – z pomocą Kamila Gradka perfekcyjnie rozprowadziła Mohoriča, który przeciął kreskę przed Almeidą i powiększył prowadzenie w „generalce”, którego już nie oddał.
– Oczywiste było, że UAE będzie próbować, bo nie mieli nic do stracenia. My mieliśmy swoją taktykę, nie chcieliśmy czekać, jeździć po kole, próbować mu wyjść, tylko postanowiliśmy, że się rozprowadzimy i zrobimy to jak najlepiej. Każdy miał swoje zadanie, metr po metrze było rozpisane, kto i kiedy ma ciągnąć. Byliśmy przygotowani na inne scenariusze, ale ostatecznie wyszło tak, jak sobie założyliśmy
– mówił wtedy Kamil Gradek.

Rozmawiając z Polakiem w Katowicach, nie sposób było nie poruszyć tematu indywidualnej jazdy na czas – kolarz Bahrain Victorious jest byłym mistrzem kraju w tej specjalności. W ostatnim czasie ma jednak inne zadania i treningom na „kozie” nie poświęca aż tak dużo czasu.
– Jest tak trochę, moja praca skupia się na czym innym i przykładam do tego mniejszą wagę. Wiem, że nie jestem za szybki w tej chwili na rowerze, jak byłem kiedyś. Jestem pewnie mocniejszy, ale to się nie przekłada na czas
– tłumaczył Kamil Gradek.
– Kiedyś spędzałem 2-3 tygodnie przed mistrzostwami Polski stricte na tym rowerze czasowym, a teraz jest to tak troszkę traktowane po macoszemu. Jak muszę, to wsiądę, jak nie, to nie jadę – treningi są bardziej tak przygotowane, żeby ten performance był na 3, 4, 5 godzin, a nie 20 minut
– dodał.

Debiut we Vuelcie
Rozpoczynająca się w sobotę Vuelta a España będzie dla Kamila Gradka czwartym wielkim tourem w karierze. Wcześniej brał on udział w dwóch edycjach Giro d’Italia, a w ubiegłym roku po raz pierwszy wystąpił w Tour de France. Teraz czas na debiut w hiszpańskiej trzytygodniówce.
– Tak naprawdę przygotowania zaczęły się od momentu, kiedy dowiedziałem się, że nie pojadę na Tour de France. Byłem tam w rezerwie i później, jak już było jasne, że nic się nie wydarzyło, wszyscy są sprawni, to tydzień później zacząłem zgrupowanie w Livigno i od tego momentu to były takie stricte przygotowania podporządkowane pod Vueltę. Później Tour de Pologne, Vuelta a Burgos i teraz Vuelta
– wyjaśniał nam kolarz Bahrain Victorious, który kilka dni temu zakończył zmagania w Vuelta a Burgos. Jednym z etapów była drużynowa jazda na czas, w której bliskowschodnia formacja z Kamilem Gradkiem w składzie zajęła czwarte miejsce, mimo że przez większość trasy jechała bez Rainera Kepplingera, którego na samym początku z walki wyeliminował defekt. Pierwszym etapem Vuelta a España również będzie „drużynówka”.
– Myślę, że organizatorzy Vuelta a Burgos też specjalnie zrobili czasówkę drużynową, żeby przyciągnąć kolarzy, którzy będą ścigali się w Vuelcie. W tym roku mamy specjalny protokół, czyli dzień-dwa przed czasówkami robimy „race pace”, gdzie jedziemy tempem wyścigowym około 8-9 kilometrów, realizujemy jakieś założenia i sprawdzamy, czy pokrywa się to z tym, co możemy pojechać w wyścigu. Na tej podstawie dobierana jest taktyka. To jest trochę nowość, bo do tej pory wychodziło to naturalnie, a teraz taką czasówkę w dużej mierze mamy wyliczoną, każdy zawodnik wie, co powinien zrobić w wyścigu, jaką powinien dać zmianę i z jaką mocą
– wyjaśniał dokładnie Kamil Gradek, jednak na koniec – przywołując wspomnianą sytuację z Vuelta a Burgos – zaznaczył, że wyścigi i tak piszą swoje własne scenariusze.
Jednym z bardzo istotnych czynników wpływających na występy kolarzy w trzytygodniowej Vuelcie mogą być upały. Jako że Kamil Gradek od pewnego czasu przebywa w Hiszpanii, był w stanie przyzwyczaić się do panujących tam warunków.
– Była odgórna decyzja, że nie wracamy do domu, zostajemy w Hiszpanii. Ten cały okres to około 40 dni poza domem, ale tak naprawdę nie było sensu wracać na dwa dni, bo też podróż z Burgos też nie byłaby optymalna, z przesiadkami. Finalnie myślę, że była to dobra decyzja, z tego względu, że teraz w Hiszpanii są fale upałów. W Polsce też nie jest chłodno, ale jeśli chodzi o adaptację do ciepła, to to też była dobra decyzja. Teraz w tych 40 stopniach jeździ mi się dużo lepiej niż wtedy, kiedy przyjechałem do Hiszpanii
– tłumaczył Polak.

– Jeżeli przebywasz, trenujesz, wychodzisz na zewnątrz w takiej temperaturze, to się do niej przyzwyczajasz. Wczoraj byliśmy na treningu, średnią temperaturę z treningu Garmin pokazał mi 42 stopnie, więc czy jest 40 rano, czy 42 po południu, to myślę, że nie ma większego znaczenia (śmiech). Tak wyglądał tu ostatni tydzień, że było mega ciepło i na treningach wszystko skupiało się na tym, żeby jak najbardziej się schłodzić. To też nie jest najzdrowsze dla organizmu – jeżeli musimy się ścigać, to nie ma wyboru, ale jak ktoś już musi trenować, to albo wyjeżdża wcześnie rano, żeby tego upału uniknąć. Trenując w takich godzinach, jak zazwyczaj, zawsze mieliśmy za sobą samochód z bidonami, wszystko wyglądało jak na wyścigu, jeśli chodzi o chłodzenie. Mieliśmy popularne „ice socksy”, mogliśmy okładać się lodem co 20-30 minut, żeby też było to zdrowe dla organizmu w kontekście Vuelty
– dodał, odpowiadając na pytanie, w jaki sposób zawodnicy trenują w tak niesprzyjających warunkach.
Zadanie – pomagać
W Vuelta a España Kamil Gradek będzie człowiekiem od zadań specjalnych, skupiając się na pomocy zarówno liderom na „generalkę”, którymi mają być Mikel Landa i młody Santiago Buitrago, a także utalentowanemu Matevžowi Govekarowi ze Słowenii, który będzie walczył o wysokie pozycje na płaskich i pagórkowatych etapach.
– Będziemy (wraz z Jashą Sutterlinem) pomagać wszystkim, będziemy bardzo uniwersalni. Ale Matevž dostaje tu szansę, był też na Tour de Pologne, gdzie może nie poszło mu super, ale drużyna upatruje w nim nadzieję na sprint. Może nie jest takim typowym sprinterem, ale jest to kolarz, który w takim cięższym terenie, jak tu w Hiszpanii, może gdzieś zawalczyć. Na liście startowej jest trochę sprinterów, ale nie jest to Tour de France, więc może poziom będzie trochę mniejszy, może nie (śmiech), bo to różnie bywa, dlatego fajnie może wejść w to ściganie i zbudować tu swoją markę
– mówił o swojej roli Kamil Gradek.
– Z Matevžem ścigałem się w Dauphine i tam był w bardzo dobrej dyspozycji, co też pokazał na jednym finiszu, gdzie po akcji z nim został wykluczony Sam Bennett. Pokazuje, że jest na pewno dobrze przygotowany i może zawalczyć
– dodał Polak. We wspomnianym sprincie Govekar uplasował się ostatecznie na wysokiej, piątej pozycji. Start w Vuelta a España będzie dla młodego Słoweńca debiutem w wielkim tourze.
– Wszyscy raczej jednym głosem mówią, że Vuelta jest dobrym wyścigiem dla młodych kolarzy, żeby zacząć. Jednak w Giro i Tour de France presja jest większa, a teraz wyścig jest w drugiej części sezonu, ma też, można powiedzieć, taki hiszpański luz. Nie miałem okazji nigdy wcześniej tu startować – nie jest to wyścig lżejszy, ale na pewno ta presja i ciśnienie jest trochę mniejsze. Można było zobaczyć, że jeżeli młodzi zawodnicy zaczynają, to przeważnie ekipy wysyłają ich tutaj
– opisywał Kamil Gradek, który tak mówił o współpracy na linii pomocnik-lider:
– Mając 30 kolarzy w ekipie musisz być trochę elastyczny, bo nie jest możliwe, żeby ścigać się w tym samym składzie przez cały rok. W ekipie każdy ma swoją rolę i powinieneś być w stanie zaadaptować się do sytuacji i pomagać. Ja w tym roku jechałem Dauphine i Tour de Pologne – skład na Dauphine był zbliżony do tego na Tour de France, a na Tour de Pologne był zbliżony do tego na Vueltę. U nas tak jest, że przed bezpośrednim startem ekipy starają się wrzucić do składu takiego zawodnika jak ja, żeby pościgać się z liderem, dotrzeć się i zobaczyć, jaki ma styl.
Wyścigi tylko na najwyższym poziomie
Patrząc na starty Kamila Gradka w tym sezonie, od razu w oczy rzuca się ich ranga – niemalże przy każdym można dostrzec charakterystyczny skrótowiec „UWT”, oznaczający UCI World Tour. Spośród wyścigów z kalendarza Międzynarodowej Unii Kolarskiej, w których w tym roku wystąpił Polak, tylko mistrzostwa Polski i rozegrana niedawno Vuelta a Burgos nie były najwyższej kategorii.
– Nie mamy jakoś mega dużo wyścigów niższej kategorii, to są wyścigi World Tour plus sporadycznie inne imprezy. Quick Step, Wanty czy inne zespoły startują bardzo dużo mniejszych wyścigów, a u nas kalendarz jest trochę mniej napchany. Szczerze mówiąc bardziej wolę pójść w jakość, wiem, że przygotowuję się do tych wyścigów, przyjeżdżam tam i muszę być gotowy, niż startować w 80 wyścigach i pod koniec sezonu mieć dość wszystkiego
– wyjaśniał Polak, przyznając, że starty w wyścigach wyższej kategorii wiążą się również z większą motywacją i głodem ścigania.
– Byłem do tego sezonu bardzo dobrze przygotowany, przez ostatnie dwa miesiące czuję się rewelacyjnie, więc nie ma tu mowy o jakimś większym zmęczeniu
– zakończył Kamil Gradek, który od dziś będzie wykorzystywał swoje siły, by jak najlepiej pomóc liderom ekipy Bahrain Victorious w Vuelta a España.









