fot. UEC - Union Européenne de Cyclisme / Ivan Benedetto / Sprint Cycling Agency

18. miejscem w jeździe indywidualnej na czas pań do lat 23 w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 ściganie w obecnym sezonie zakończyła Nadia Hartman. Dla naszej pierwszorocznej orliczki był to niewątpliwie intensywny rok, dlatego porozmawialiśmy nie tylko o tym wyniku, ale i ostatnich kilku miesiącach oraz tym co przed młodą kolarką.

Za 18-letnią Nadią Hartman 6 występów w barwach reprezentacji Polski w ciągu nieco ponad dwóch tygodni – pierwszoroczna orliczka zarówno podczas Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026, jak i Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 wystartowała w każdej możliwej konkurencji, tj. jeździe indywidualnej na czas i wyścigach ze startu wspólnego w kategorii do lat 23 oraz sztafecie drużynowej elity. Takie obciążenie organizmu nie tylko wysiłkiem, ale i długimi podróżami, skończyło się dla młodej kolarki osłabieniem bądź nawet chorobą, przez którą ta w Słowenii nie była w stanie pokazać się ze swojej najlepszej strony. Mimo to dzień po walce w drużynowej sztafecie zobaczyliśmy Polkę na starcie czasówki, którą ukończyła na 18. pozycji – to najlepszy wynik Nadii Hartman w dość bogatej jak na jej wiek historii startów na imprezach mistrzowskich. Jakie wrażenia miała biało-czerwona po tym występie?

Ciężko, było naprawdę ciężko. Wiedziałam, że na ten przejazd składać się będzie cały tydzień, może nawet ostatnie tygodnie, ale przede wszystkim ten ostatni tydzień nie był taki, jaki bym sobie wymarzyła… Najpierw choroba, potem niepewność czy uda się stanąć na starcie wspólnego i codzienne zastanawianie się czy pojawi się ta tendencja zwyżkowa, poprawa stanu zdrowia, czy też obudzę się i znowu będzie gorzej. Dotarłam do końca, ale to nie było moje 100%

— zaczęła Nadia Hartman, której przypomniałem, iż jeszcze dzień wcześniej śmiała się przez łzy, że w środę to ona nie wie jak zdoła podjechać pod Možjancę (2,1 km; 10,3%) i czy w ogóle się to uda. Czy zatem z perspektywy tych wszystkich kłopotów to był przejazd, który mógł dać choć trochę satysfakcji?

Dzisiaj sama sobie dozowałam ból na trasie [śmiech], więc jak mi było ciężko, to mogłam sobie dawać go nieco mniej. Wczoraj odpowiedzialna za to była Dominika i choć jazda za nią była naprawdę wymagająca, to uważam, że przejazd z nią był dla mnie bardzo pomocny. Wiedziałam dzięki temu gdzie mogę dołożyć, gdzie nie powinnam przesadzić, jak pokonać tę trasę by było jak najlepiej. Dała mi cenną lekcję i chyba dziś było już nieco lepiej

— kontynuowała młoda Polka.

18-latka, która zaczynała ściganie w barwach UKS Feniks Rydułtowy, a która później przez lata reprezentowała CZKKS Kolejarz-Jura Częstochowa, od zeszłego roku związana jest z MAT Atom Deweloper Wrocław – najpierw jako juniorka, a teraz jako pierwszoroczna orliczka. Jaki to był sezon dla Nadii Hartman? Jak dużo się zmieniło jeśli chodzi o to gdzie była młoda zawodniczka rok temu, a gdzie jest dzisiaj ze swoimi umiejętnościami etc.?

Przy takich podsumowaniach pociesza mnie fakt, że wszyscy mówią, że pierwszy rok orliczki jest najgorszy i będzie już tylko lepiej [śmiech]. Kolarstwo jest takim sportem, że trzeba z roku na rok rozwijać się i nie wszystko da się zrobić jednym wielkim skokiem, potrzeba czasem cierpliwości. Orliczka trwa jednak 4 lata. Widzę u siebie progres z roku na rok i mam nadzieję, że będzie on jeszcze bardziej widoczny w przyszłości

— powiedziała Nadia Hartman, którą dopytałem o jej marzenia i ambicje związane z kolejnymi sezonami.

Zawsze powtarzam, że ja wszystko robię tak, żeby nie mieć sobie nic do zarzucenia. Moim marzeniem, tak jak podejrzewam większości osób, jest World Tour i podpisanie wymarzonego kontraktu na tym poziomie, a później przyjdą i te większe marzenia

— pewnie odpowiedziała 18-latka.

Kolejny rok w peletonie, który przyniósł Nadii Hartman nie tylko całkiem udane występy na imprezach mistrzowskich, ale i m.in. sporo przejechanych wyścigów zagranicznych, w których młoda zawodniczka zawsze docierała do mety, przechodzi do historii, a to zawsze dobry moment na podziękowania dla osób, które miały największy wkład w to, że nasza reprezentantka mogła się rozwijać i cieszyć kibiców swoją jazdą. Komu zatem swoją wdzięczność postanowiła okazać kolarka MAT Atom Deweloper Wrocław?

Przede wszystkim chciałabym podziękować Pauli i Pawłowi [Bentkowskim] za możliwość startów, całą opiekę i sprzęt oraz, a może nawet tutaj powinnam powiedzieć przede wszystkim, sponsorom i Panu Władysławowi Piszczałce, za to, że jest! Chciałabym też podziękować dziewczynom, bo na wyjazdach nie czułam się jak w pracy, ale to była prawdziwa przyjemność. Spędzamy ze sobą tyle czasu, że traktujemy się już jak rodzina. Dziękuję też całemu staffowi, który daje 110%, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Dziękuję mojemu trenerowi Maciejowi Stanowiczowi, z którym jestem w praktycznie codziennym kontakcie i co by się nie wydarzyło, to on jest i mogę na nim polegać. Dziękuję wszystkim ludziom wokół mnie, w tym przede wszystkim rodzicom, którzy też są zawsze, a gdy tylko mogą, to jadą za mną i mnie dopingują. Dzięki tym wszystkim ludziom nie mogę się poddawać, więc dziękuję, że są i to cały czas gra tak, jak powinno

— zakończyła Nadia Hartman.

W Šenčur z reprezentantką Polski rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułIl Lombardia 2026: Evenepoel na czele Bory, Kwiatkowski w składzie Netcompany INEOS
Następny artykułEzra Caudell kończy pobyt w szpitalu
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze