fot. UAE Team L’imad

Dominika Włodarczyk 5. zawodniczką w Europie w jeździe indywidualnej na czas – to niewątpliwie wspaniały wynik, który jeszcze niedawno reprezentantka Polski brałaby w ciemno, tuż za linią mety budził on jednak nieco inne emocje. Niezwykle ambitna 25-latka na gorąco nie tylko podsumowała ten występ, ale i opowiedziała o całym sezonie i celach na kolejny.

Za nami jazda indywidualna na czas elity kobiet w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026. Polskę reprezentowała w tej konkurencji jedna zawodniczka, ale za to jaka – Dominika Włodarczyk, czyli aktualna mistrzyni naszego kraju w tej specjalności. 25-latka po naprawdę fantastycznej jeździe uplasowała się na 5. pozycji. Za linią mety nie było jednak miejsca na radość, a pojawiły się nawet łzy, które pokazały jak niezwykle ambitną kolarką jest biało-czerwona. Nasza zawodniczka porozmawiała ze mną, a właściwie za moim pośrednictwem z Państwem, czyli polskimi kibicami, niedługo później, a zatem w momencie, gdy emocje były jeszcze na najwyższym poziomie, a do chłodnej analizy tego występu było jeszcze daleko. Jak swój występ podsumowała Dominika Włodarczyk?

Zrobiłam co mogłam. Jak się jest tak pół-zdrowym, pół-chorym, to na tyle to dzisiaj starczyło. Oczywiście wiem, że wszyscy mi mówią, że „trzeba jeść małą łyżeczką” – przypominają, że w tamtym roku byłam 4. na Mistrzostwach Polski, teraz jestem 5. w Europie, ale jak to Janek Jackowiak stwierdził – może na Mistrzostwach Polski po prostu jest tak wysoki poziom? [śmiech] I co? Tak jak mówiłam wczoraj – oczekiwania rodzą rozczarowania. Ja bym bardzo chciała wykorzystać te nogi, które miałam w tym sezonie do zdobycia medalu. Top5 jest super – nie zrozummy się źle, ale jak jest się w tym miejscu, to chciałoby się czegoś więcej. 4 dni temu miałam gorączkę. Broń Boże nie chcę, by to zabrzmiało jakbym narzekała w tym momencie, bo daleki mi do tego… Może jakbyśmy rozmawiali 10 minut temu, to bym to robiła

— odpowiedziała Dominika Włodarczyk, która w czasie naszej rozmowy rozjeżdżała się jeszcze po czasówce. Zwracam na ten fakt uwagę nie bez powodu – po tych słowach nasza reprezentantka rozejrzała się nieco dookoła i kontynuowała swoją wypowiedź.

Generalnie to mam bardzo dużą wdzięczność za to, że mogłam tu być, z tymi niesamowitymi ludźmi, którzy bardzo ciężko pracowali na to wszystko, bo to nie są tylko moje sukcesy. To, jak to wszystko tu wygląda, to jest zasługa wielu osób. Przede wszystkim jestem wdzięczna Sylwkowi [Szmydowi], który teraz jest jest selekcjonerem naszej kadry, ale dla mnie jest moim osobistym trenerem. 3,5 tygodnia ze sobą wytrzymaliśmy i wydaje mi się, że dalej nie ma mnie dosyć [śmiech]. Wiadomo, że ja bym chciała zdobyć ten medal, ale chciałabym to zrobić dla tych wszystkich ludzi, którzy za mnie trzymali kciuki. Wiem, że jest ich dużo, bo w mój mały projekcik „od zera do bohatera” zaangażowanych jest wiele osób i mam wrażenie, że jeszcze więcej osób trzyma za mnie te kciuki. Nie jestem dziewczyną, która jak była juniorką, to była w czołówce europejskiej czy światowej – ja nawet nie byłam w polskiej. Starałam się – czasem wychodziło, czasem nie i przez to mam wrażenie, że wszyscy ludzie trzymają za mnie kciuki, bo chcą mieć taki żywy dowód na to, że faktycznie jak się bardzo ciężko nad czymś pracuje i bardzo mocno się w coś wierzy, to można dojść do czegoś. Przede wszystkim jednak staram się w tym wszystkim być prawdziwa. Chciałabym przez to tego medalu jako takiego ukoronowania pracy tych ludzi. Chciałabym wygrać coś fajnego, żeby niektórzy potem wsiedli na rower i pomyśleli „kurczę, nie chce mi się dzisiaj, ale jak ona może, to ja też”. Nie wiem czy inspiracja to dobre słowo, ale chciałabym być kimś takim dla tych ludzi

— kontynuowała biało-czerwona.

Dominika Włodarczyk nie mogła tego widzieć, ale ludzie, którzy są wokół niej faktycznie czują tą wdzięczność i przeżywają te emocje nie mniej niż ona sama. Jechałem za naszą reprezentantką podczas dwóch ostatnich Mistrzostw Polski w jej wozie technicznym i widziałem, jak jej trener z macierzystego MLKS Wieluń przeżywał występy swojej podopiecznej, jak czynił to Sylwester Szmyd, słyszałem też tę ujmującą ciszę jak wszyscy tu na Mistrzostwach Europy byli smutni wraz z 25-latką gdy ta z powodu choroby musiała zejść z trasy wyścigu ze startu wspólnego. Dziś zobaczyłem tę chwilę ciszy od pełnej żartów atmosfery, gdy Polka dotarła we łzach do naszego autobusu – to naturalne reakcje ludzi, którzy są tu i tworzą to środowisko, w którym Dominika Włodarczyk może się stawać najlepszą wersją siebie. Nie zrozummy się też źle – gdy tylko minęła chwila, nasz kierowca wrócił z pistoletem na wodę i w wywiadzie nagrało się też  „Sławek proszę cię przestań” oraz masa innych śmieszków, albowiem 25-latka jest taką osobą, przy której gdy trzeba jest powaga, ale gdy można, to jest naprawdę wesoło. Zresztą aby rozmowa nie była wyłącznie poważna i ja pozwoliłem sobie na żart – czy gdy wyremontują asfalt na jakże lubianym przez Polkę podjeździe na Przełęcz Karkonoską, to ta zdobędzie złoto mistrzostw świata, które za rok są w Alpach?

Najpierw KOMa, najpierw KOMa! [śmiech] A jak już asfalt na Przełęczy Karkonoskiej będzie zrobiony, to złoto mistrzostw świata to tylko kwestia czasu

— odpowiedziała na ten żarcik Dominika Włodarczyk.

Apeluję zatem do Karkonoskiego Parku Narodowego bądź dowolnego innego podmiotu, który jest odpowiedzialny za drogę na Przełęcz Karkonoską – możecie zrobić coś wielkiego dla polskiego kolarstwa, a zatem pora przekuć niedawne obietnice medialne w realne działanie! My tymczasem powróćmy z kolarką ścigającą się dla UAE Team L’IMAD do tego, co czeka ją w najbliższym czasie. Czy to już koniec sezonu dla Polki?

Nie, startuję jeszcze jeden klasyk z ekipą, konkretnie 14 października we Włoszech. Mam nadzieję, że przestanę do tego czasu kaszleć. Ten wyścig będzie zakończeniem kariery Aleny Amialiusik, więc mimo tego, że obecnie na rowerze to mi się już tak mniej niż bardziej chce jeździć… W sensie ścigać! O! Bo na rowerze, to niestety z roku na rok jeździć lubię coraz bardziej [śmiech] i martwi mnie to trochę [więcej śmiechu]. Wracając – chciałabym być na tym wyścigu, w otoczeniu Aleny, bo jest to dziewczyna, która odegrała bardzo dużą rolę w moim rozwoju podczas mojego pobytu w obecnej drużynie. Dużo się od niej nauczyłam, bardzo dużo z nią przegadałam i spędziłam z nią masę czasu. Chciałabym być częścią jej pożegnania i faktycznie zaczynam obecnie dostrzegać, że w tym kolarstwie, prócz tego całego ścigania, jest też masa innych czynników

— kontynuowała reprezentantka Polski.

Niegdyś Dominika Włodarczyk ścigała się nie tylko na szosie, ale i odnosiła sporo sukcesów na arenie krajowej w kolarstwie przełajowym. Ostatnim istotniejszym startem naszej kolarki w tej dyscyplinie był jednak Owocowy Przełaj w 2023 roku, który zresztą padł jej łupem, a później z racji na nowe obowiązki zabrakło gdzieś czasu na rywalizację w błocie. Czy Polka tęskni za tą odmianą kolartwa?

Tęsknię. Przełaje były i są fajne, ale żeby się w to bawić, to musiałabym mieć Pawła Bentkowskiego, który stoi na bufecie i myje mi rowery, ogarnia wszystko, a ja tylko wychodzę na start i się ścigam [śmiech]. Taka jest prawda – trzeba by było mieć zaplecze techniczne i ludzi, żeby się w to bawić, a ja już jestem w takim momencie swojej kariery, że ten miesiąc czy dwa, które mogę sobie spokojnie pojeździć, wolę wykorzystać na inne aktywności… A zresztą i tak potaplam się w błocie, tylko bez zawodów

— przyznała Dominika Włodarczyk, dwukrotna mistrzyni Polski elity w kolarstwie przełajowym.

Wracając jednak do tego, co przed 25-latką, 14 października czeka ją ostatni start w sezonie 2026 podczas Veneto Women (1.1), zaś zapewne chwilę później rozpoczną się już obowiązki przed nowym rokiem. Polka regularnie dzieli się wieloma rzeczami ze swoimi fanami w mediach społecznościowych, skąd pamiętam, że UAE Team L’IMAD lubi zorganizować pierwsze zgrupowanie organizacyjne już na początku listopada. Ile realnej przerwy zatem przed naszą kolarką?

Wylot do Emiratów jest 28 października, jeszcze wcześniej mam umówione aerotesty, także nie do końca mam chwilę wolnego, ale w tym momencie nie mam czegoś takiego, że bardzo brakuje mi takiej przerwy od roweru, czegoś takiego, że bym mówiła, że nie mogę patrzeć na rower. Bardziej istnieje pewne zmęczenie mentalne, bo ścigam się od stycznia. W tym roku zrozumiałam co to znaczy, że nie można cierpieć… Miałam taką sytuację już 2 razy i nie byłam wówczas w stanie zmusić się do wysiłku, takiego mentalnego, żeby cierpieć. Nie tędy droga. Zresztą jak już powiedziałam, ja coraz bardziej lubię jeździć na rowerze. Z jednej strony mnie to martwi, z drugiej mnie to cieszy, także nie mam tak, że w tym momencie nie mogę na niego patrzeć

— mówiła Dominika Włodarczyk.

W rozmowie do drużynowej sztafecie, w której reprezentacja Polski z 25-latkąw składzie zajęła 4. miejsce, rozmawialiśmy m.in. o tym, że w tym sezonie na przestrzeni tych 10 miesięcy udało się naszej kolarce utrzymać ogromną regularność. Czy to znak, że za Polką najlepszy rok w jej karierze?

To był zdecydowanie najlepszy sezon w mojej karierze, a przy tym zdecydowanie najcięższy. Był to taki sezon, który przyniósł mi sporo obciążeń nie tylko na rowerze, ale i takich mentalnych, bo w telewizji czy social mediach nie widać nawet 15% tego, co się dzieje za kulisami. To definitywnie był taki sezon, który uświadomił mi, że mogę dużo więcej niż myślę, i że mam fajnych ludzi wokół siebie

— kontynuowała Polka, którą na zakończenie zapytałem o tym co ją czeka w tym nielicznym wolnym czasie od kolarstwa.

Cynamonki, ewentualnie śliwczanki – już mam zapisane takie 2 przepisy, które muszę wypróbować. Poza tym spacery z psami, spacery z chrześniakiem, żartowanie z rodziców, trzeba też ciąć kapustę z bratem – skoro brat przyjechał na Mistrzostwa Europy, to teraz siostra też musi mu coś pomóc przy gospodarstwie [śmiech]. Będzie zatem czas na rozwijanie pasji innych ludzi i bardzo chciałabym też pochodzić po górach

— zakończyła Dominika Włodarczyk.

Podsumowując sezon 2026 w wykonaniu reprezentantki Polski, ta w styczniu otworzyła go 4. miejscem w klasyfikacji generalnej Santos Women’s Tour Down Under (2.WWT), po którym była 14. lokata w Santos Tour Down Under – Women’s One Day Race (1.Pro) oraz 5. miejsce w Mapei Cadel Evans Great Ocean Road Race – Women (1.WWT). Następnie kolarkę UAE Team L’IMAD oglądaliśmy w Hiszpanii podczas zakończonego na 20. pozycji Setmana Ciclista Volta Femenina de la Comunitat Valenciana (2.Pro), skąd ta poleciała do Włoch – kolejne starty to 12. lokata w Strade Bianche Donne (1.WWT), 3. miejsce w Trofeo Oro in Euro – Women’s Bike Race (1.1) oraz 5. pozycja w Sanremo Donne (1.WWT). W kwietniu niestety 25-latka nie ukończyła Brabanckiej Strzały (1.Pro), ale powrót do ścigania podczas Itzulia Women (2.WWT) przyniósł 2 wygrane etapy oraz 9. miejsce w klasyfikacji generalnej – były to pierwsze triumfy Polki na poziomie UCI Women’s World Tour w karierze. Dalej znajdziemy nie ukończone Vuelta a Burgos Feminas (2.WWT), 2. lokatę w klasyfikacji generalnej CIC-Tour Féminin des Pyrénées (2.Pro) oraz podwójne mistrzostwo Polski elity – zarówno w jeździe indywidualnej na czas, jak i w wyścigu ze startu wspólnego, po którym przyszło mordercze Tour de France Femmes (2.WWT) zakończone na 7. miejscu w klasyfikacji generalnej. Przed imprezami mistrzowskimi Polka wygrała Women’s Cycling Grand Prix Region Stuttgart (1.Pro), a następnie przyszedł światowy czempionat w Kanadzie, gdzie była 9. lokata w jeździe indywidualnej na czas, 8. pozycja w drużynowej sztafecie oraz 8. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego. Wreszcie teraz za Dominiką Włodarczyk Mistrzostwa Europy, podczas których z powodu choroby ta zeszła z trasy startu wspólnego, by następnie być częścią 4. sztafety drużynowej i zająć 5. lokatę w indywidualnej czasówce. To był bardzo długi rok dla 25-latki, której mogą teraz Państwo podziękować w komentarzach za te wiele miesięcy pełnych kolarskich emocji oraz życzyć powodzenia na kolejny sezon czy nawet sezony. Reprezentantka Polski na tę wdzięczność fanów zasłużyła bowiem, w mojej opinii, jak mało kto.

W Šenčur z Dominiką Włodarczyk rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułAlex Aranburu kontuzjowany. Hiszpan kończy sezon 2026 ze złamaniami
Następny artykułPrimož Roglič: „To piękne zwycięstwo dla mnie i wszystkich moich kibiców”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze