fot. Bartek Kozyra

Za nami ostatni z wyścigów ze startu wspólnego w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, jakim były zmagania elity mężczyzn. Zdobywcą gwieździstej koszulki został Remco Evenepoel, a najlepszym z Polaków został Mateusz Gajdulewicz, który metę przeciął na 34. pozycji. 22-latek na gorąco podsumował rywalizację na słoweńskich drogach.

Wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 był jednym z tych, gdzie stawka postanowiła jechać mocno praktycznie od startu do mety. Intensywna walka o obecność w odjeździe, średnia prędkość przekraczająca na płaskim 47 km/h, a następnie mocno przejeżdżane podjazdy, które doprowadziły do sporej selekcji. Gdzieś w tym wszystkim odnaleźć próbowali się reprezentanci Polski, z których grona najlepszym został Mateusz Gajdulewicz. Finalnie 22-letni biało-czerwony metę przeciął na 34. pozycji. Jak nasz rodak czuł się po zakończeniu rywalizacji? Jak ta przebiegała z jego perspektywy?

Zmęczony, po prostu zmęczony. To był wyścig z typową selekcją od tyłu. Już walka o odjazd była całkiem zacięta, grupa nie chciała tego puścić łatwo. Potem wjechaliśmy na rundy, gdzie Belgowie narzucili tempo odczepiając z tyłu wszystkich po kolei. Końcówki nie znam, ale słyszałem, że Remco wygrał po fotofiniszu [śmiech]

— zaczął Mateusz Gajdulewicz, którego dopytałem o moment, gdy pierwszy raz tracił kontakt z czołówką. Miało to miejsce na 3. od końca podjeździe pod Možjancę (2,1 km; 10,3%), ale później udało mu się jeszcze wrócić trzymając kontakt z grupą Madsa Pedersena. To był moment, gdy jeszcze była wiara, czy jednak już, kolokwialnie mówiąc „wrotki były odpięte”?

Łapałem dziś bardzo dobre grupki, Mads Pedersen miał 3 pomocników i zawsze równo wracali, więc sobie z nimi po kole dojeżdżałem. Ogólnie pierwsze 3 rundy były w porządku, ale na 4. faktycznie odpięło mi wrotki totalnie i już było ciężko. Dla mnie to był dość długi wyścig, ale tak czy siak w porządu

— kontynuował reprezentant Polski.

Z Mateuszem Gajdulewiczem rozmawiałem przed Mistrzostwami Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026, a wówczas poruszyliśmy dość obszernie m.in. temat jego powrotu do zdrowia po bardzo poważnym wypadku (link do wywiadu). Teraz, zaledwie 4 miesiące po powrocie do ścigania, 22-latek jest 34. w Europie, a jeśli chodzi o kolarzy spoza UCI World Touru, to przed nim metę przecięli tylko Mathys Rondel (Tudor Pro Cycling Team) oraz Urko Berrade (Equipo Kern Pharma). Z jednej strony to tylko ciekawostka, która nic nie zmienia, z drugiej jednak kolejny dowód na to, że wciąż młodego Polaka stać na ściganie z najlepszymi i ten wyróżnia się na tle zawodników z niższych dywizji.

Jak na to, że w styczniu nie potrafiłem chodzić, to jestem zadowolony [śmiech]. A tak poważnie – przyjemnie się jechało z takimi światowymi gwiazdami wokół. Ja cały czas wierzę, że jestem w stanie jeździć w tym World Tourze. Wiem, że nie będę nigdy gwiazdą kolarstwa, ale wiem też, że stać mnie na to by być wartościowym pomocnikiem i chciałbym to marzenie spełnić, więc ciągle do tego dążę

— odpowiedział 22-latek.

Mamy październik, Mateusz Gajdulewicz nie będzie brał udziału ani w drużynowej stafecie, ani też w jeździe indywidualnej na czas podczas Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, można zatem powoli podsumowywać sezon, który niechybnie zbliża się do końca. Co prawda czeskie ATT Investments, które na co dzień reprezentuje 22-latek, ma jeszcze w programie Tour de Serbie (15-18.10, 2.2), ale w takim razie jak prezentują się ogólne marzenia na tę bliższą i dalszą przyszłość dla naszego kolarza?

Czy mi się sezon kończy, to się okaże w przyszłym tygodniu [śmiech]. Marzenia? Cały czas to jedno, które powiedziałem – dostać się do World Touru i tam się ścigać. Reprezentować nasz kraj, robić to tak, jak dzisiaj podczas imprez mistrzowskich… Z godnością. I oby tylko z lepszymi wynikami!

— zakończył Mateusz Gajdulewicz.

W Šenčur z reprezentantem Polski rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułLublana 2026: Remco Evenepoel lepszy od Giulio Ciccone! Zadecydował fotofinisz
Następny artykułRemco Evenepoel po złotym medalu: „Myślałem, że w sprincie nie dam już rady”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze