Ostatnim aktem Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026 będzie wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn, podczas którego w stawce zobaczymy czwórkę biało-czerwonych. Jednym z nich będzie Mateusz Gajdulewicz – zawodnik, który rok temu z Kigali wrócił z 7. i 5. lokatą wywalczoną w gronie orlików. Oto co 22-letni reprezentant Polski powiedział przed swoim startem w kolejnym w karierze czempionacie, ale pierwszym w gronie elity.
Jednym z zawodników, który na przestrzeni ostatnich lat regularnie przyodziewa biało-czerwoną koszulkę podczas imprez mistrzowskich jest Mateusz Gajdulewicz. 22-latek już jako pierwszoroczny junior pojechał na Mistrzostwa Europy 2020, gdzie uplasował się na 18. miejscu w jeździe indywidualnej na czas. Rok później był już nie tylko czempionat Starego Kontynentu (9. lokata na czas), ale i debiut na światowych zawodach (38. pozycja na czas). Obie te imprezy, już jako orlik, Mateusz Gajdulewicz miał w swoim programie rokrocznie w latach 2022-25, a zwieńczeniem tej kategorii był świetny występ w Kigali, gdzie Polak zajął 7. miejsce w jeździe indywidualnej na czas oraz był 5. w wyścigu ze startu wspólnego. Gdy wydawało się, że kariera młodego kolarza idzie w jak najlepszą stronę, przytrafił się jednak bardzo poważny wypadek, po którym dyskutowano, czy 22-latka zobaczymy w ogóle w tym roku podczas sportowej rywalizacji. Ostatecznie ten, już jako zawodnik czeskiego ATT Investments, powrócił w czerwcu tego roku i od razu był 4. w Mistrzostwach Polski podczas czasówki elity, a następnie m.in. wygrał klasyfikację generalną czeskiego Okolo jižních Čech (2.2) oraz ostatnio był 16. w solidnie obsadzonym Okolo Slovenska (2.1). Jakie to uczucie przetrwać ten trudny rok?
Faktycznie był to ciężki rok i pewnego rodzaju rollercoaster, bo zaczęło się fatalnie i nie wiedziałem czy będę się w tym roku ścigał na jakimś sensownym poziomie, czy to nie będzie tylko walka o powrót – tym bardziej, że większość opinii jakie słyszałem brzmiało, że po złamaniu kości udowej nie wraca się dawnej dyspozycji. Trochę mnie to martwiło, ale na szczęście spotkałem naprawdę super ludzi na swojej drodze i ta podróż bywała nawet momentami przyjemna, na ile mogła być. Chodziłem na rehabilitację z uśmiechem, pracowałem ile mogłem i udało się wrócić całkiem sprawnie, bo już w czerwcu na Mistrzostwa Polski, na których otarłem się o medal
— zaczął Mateusz Gajdulewicz, który następnie kontynuował ten wątek.
To nadal nie była super forma, ale wystarczyło to na czasówkę, bo to tego typu wysiłek byłem w stanie wówczas na treningach robić. Nie były to jeszcze długie treningi, bo na rower wróciłem dopiero w marcu, ale już parę takich ćwiczeń miałem za sobą. Później każda etapówka była dla mnie nadal bardzo ciężka, bo nawet jeśli 1. czy 2. dnia było w porządku, to 3. czy 4. totalnie nie miałem już z czego jechać, co było widać np. na Tour of Austria. Organizm po prostu po takiej przerwie nie był gotowy na tego typu wysiłek, więc cierpiałem. Cieszę się jednak, że dostałem szansę od drużyny na ściganie się w takich wyścigach, bo właśnie dzięki temu organizm szybko sobie przypominał o tych trudach i jak sobie z tym radzić i już pod koniec sierpnia udało się wygrać, co osiągnąłem dzięki ogromnej, ogromnej pomocy kolegów. Nie sądziłem, że takie coś uda się w tym roku
— opowiadał obszernie zawodnik ścigający się od tego roku dla czeskiego ATT Investments, gdzie jak widać przyjęto go z bardzo otwartymi ramionami.
Ten wielki wysiłek, jaki przetrwał Mateusz Gajdulewicz by spróbować wrócić do dawnej dyspozycji został wynagrodzony 1. w karierze powołaniem na Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym już jako zawodnika elity – dotychczas, jak wspominałem, były to występy w młodszych kategoriach wiekowych. W niedzielę 22-latek zaprezentuje się zatem u boku bardziej doświadczonych Michała Kwiatkowskiego, Piotra Pękali oraz Jakuba Kaczmarka. Jakie to uczucie móc znów założyć biało-czerwoną koszulkę?
Jeśli chodzi o powołanie na moje pierwsze mistrzostwa świata w elicie, to nie dowierzałem na początku, właściwie dopóki nie miałem biletu do Kanady w rękach. Myślałem sobie, że jak to ja… Ale śmiałem się ostatnio, że faktycznie spełniam wszystkie moje marzenia, które miałem od takiego dzieciaka, co oglądał Michała, Rafała w telewizji. Mogłem już wystartować w sztafecie mieszanej z Maciejem Bodnarem na Mistrzostwach Świata, mogłem stanąć na jednym podium z Rafałem Majką podczas Mistrzostw Polski w Dobczycach, a teraz jadę w jednej drużynie z Michałem Kwiatkowskim w walce o jego kolejny tytuł… To niesamowite uczucie, że mogę mu chociaż spróbować pomóc to osiągnąć
— opowiadał 22-latek.
Za Mateuszem Gajdulewiczem, jak zresztą widać, bardzo długa i momentami wyboista kolarska droga, która jednak wciąż ma przed sobą jeszcze wiele potencjalnych celów. By je osiągać ważne jest m.in. budowanie pewności siebie. Czy zeszłoroczny występ podczas Mistrzostw Świata w Kigali, gdzie jak wspominałem Polak zajął 7. miejsce na czas i 5. ze startu wspólnego w gronie orlików, dodaje pewności siebie przed kolejnym czempionatem naszemu reprezentantowi?
Wyniki z Kigali zostawiłem już dawno za sobą… Niestety. One faktycznie dodały mi pewności siebie, ale ona cała została później na asfalcie 14 grudnia. Niestety tamte wyniki dziś niestety nie dają już nic, zresztą w tym roku jadę już w elicie, a nie wśród orlików, gdzie jest jednak nieco inne ściganie. Jak to mówią, jesteś tak dobry, jak twój ostatni wyścig, a na szczęście ostatnie wyścigi nie były złe, więc myślę, że wróciły mi dobre nogi i te przydadzą się w niedzielę
— ciekawie odpowiadał Mateusz Gajdulewicz.
O ile Michał Kwiatkowski ma już za sobą worldtourowe klasyki w Kanadzie, a następnie start w jeździe indywidualnej na czas (23. lokata) i w sztafecie drużynowej (8. miejsce) podczas Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026, o tyle pozostali nasi reprezentanci dołączyli do polskiej kadry zdecydowanie później. Wszystko za sprawą tego, że zarówno Mateusz Gajdulewicz, jak i Piotr Pękala oraz Jakub Kaczmarek ścigali się jeszcze w niedzielę 20 września w Okolo Slovenska. Jak zatem przebiegała aklimatyzacja po tym nieco późniejszym przybyciu do Kanady?
Nie wiem, czy polecieliśmy późno, bo w sumie miało to miejsce na prawie tydzień przed startem, w poniedziałek, także czasu jest wystarczająco. Aklimatyzacja przebiegła całkiem w porządku, wszyscy się zaadoptowali i żadnych większych problemów z jet lagiem w kadrze nie ma. Musieliśmy tutaj raczej odpocząć, bo cała nasza trójka jest po Dookoła Słowacji, więc największym wyzwaniem było to, że mieliśmy lot w poniedziałek z rana, a etap kończył się w niedzielne popołudnie. Prosto z mety jechaliśmy do Warszawy, każdy z nas musiał się przepakować, spróbować przespać choć kilka godzin i udać się na lotnisko. Jak to już się udało i podróż przebiegła bez większego problemu, to na miejscu złapaliśmy już trochę oddechu, nieco świeżości i wszystko jest w jak najlepszym porządku
— opowiedział reprezentant Polski.
Na koniec Mateusza Gajdulewicza zapytałem o to, czego nasi polscy kibice powinni życzyć jemu i całej polskiej reprezentacji na niedzielny wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn. Warto przypomnieć, że panowie wystartują o 9:00 lokalnego, a 15:00 polskiego czasu i czeka na nich 273,7 kilometra o łącznym przewyższeniu 3803 metrów.
Myślę, że niech kibice życzą dobrego dnia dla całej naszej czwórki, żeby każdy z nas miał tego dnia dobre nogi i trochę szczęścia, a także aby to był bezpieczny wyścig i każdy z nas nie miał większych przygód. Jeżeli mogę prosić, to trzymajcie kciuki
— zakończył Mateusz Gajdulewicz.
Na koniec nie pozostaje mi zatem nic innego niż dołączyć się do apelu naszego reprezentanta i prosić naszych czytelników o to, by mocno trzymali kciuki za polską kadrę. Niedzielne wyzwanie z pewnością nie będzie dla biało-czerwonych należało do najłatwiejszych, ale ci bez wątpienia są gotowi na pozostawienie na kanadyjskich szosach całego swojego serca i wszystkiego, na co tylko nogi pozwolą. Polacy wystąpią z numerami 142-145 – będą to kolejno bohater rozmowy Mateusz Gajdulewicz (na co dzień ATT Investments, numer startowy 142), Jakub Kaczmarek (Voster Team, nr 143), Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS, nr 144) oraz Piotr Pękala (ATT Investments, nr 145).
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
- Zapowiedź całego czempionatu
- Lista startowa wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet (srebro Katarzyny Niewiadomej)
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas juniorek (złoto Marii Okrucińskiej)
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn
- Klasyfikacja medalowa
- Wszystkie artykuły









