Ula Sipko, która na co dzień ściga się w barwach MAT Atom Deweloper Wrocław, była jedną z największych gwiazd niedawno zakończonych Młodzieżowych Mistrzostw Europy w kolarstwie torowym. Reprezentantka Polski wróciła do kraju z dwoma brązowymi medalami (jeden zdobyła indywidualnie, a drugi w drużynie), więc warto było ją zapytać o wrażenia z tej imprezy.
Na tegorocznych Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w kolarstwie torowym reprezentacja Polski zdobyła 2 brązowe medale. W obu przypadkach na pierwszy plan wysuwa się Urszula Sipko. Młoda Polka najpierw zdobyła brąz razem ze swoimi koleżankami w wyścigu drużynowym na dochodzenie orliczek (z Martyną Szczęsną, Mają Tracką i Elizą Rabażynską), a następnie dołożyła do tego brąz w wyścigu na 1 km orliczek. Piękny wynik! Ula była również 5. w wyścigu punktowym orliczek, gdzie do medalu zabrakło jej zaledwie dwóch punktów. Jak Polka przygotowywała się do tych zawodów? Z jakimi celami i nastawieniem tam jechała? Co może opowiedzieć o samej rywalizacji? Postanowiłem ją o to wszystko zapytać tuż po zakończeniu zmagań w niemieckim Cottbus, zatem zapraszam do lektury. Ula miała o czym opowiadać i praktycznie na każde pytanie udzieliła mi bardzo obszernej odpowiedzi.
Mateusz Gruszeczka: Jaki cel stawiałaś sobie przed tymi mistrzostwami? Celowałaś w medale?
Urszula Sipko: Jeśli chodzi o brąz w wyścigu drużynowym, to celowałyśmy i wierzyłyśmy w ten medal. Dużo pomagał fakt, że przejechałyśmy trochę tych wyścigów za granicą, zarówno na szosie, jak i na torze, co sprawiło że byłyśmy świadome w jakiej jesteśmy dyspozycji i na co stać zawodniczki z innych państw. Po biegu kwalifikacyjnym zajmowałyśmy 4. miejsce, ale dalej wierzyłyśmy, że medal jest w naszym zasięgu. W finale wszystko zagrało: nasza dyspozycja, ustawienie drużyny, obrót, co poskutkowało poprawieniem czasu z pierwszej rundy o 11 sekund, pojechanie najlepszego czasu spośród wszystkich reprezentacji kobiet U23, no i ostatecznie zdobyciem brązowego medalu. Natomiast jeśli chodzi o brąz w wyścigu na kilometr, to wierzyłam, że jestem w stanie dostać się do ósemki, ale medalu to się nie spodziewałam. Ta konkurencja jest dość specyficzna, ponieważ startują w niej zawodnicy ze sprintu, jak i średniego dystansu, z przewagą tych pierwszych. Dwa typy zawodników, z totalnie innymi predyspozycjami, sprawiają że są dwa sposoby na rozegranie i rozłożenie sił. Do przejechania były 3 rundy, sprinterki na pewno zyskiwały podczas pierwszej rundy, gdyż ich predyspozycje i umiejętności pozwoliły na dynamiczniejsze wyjście z maszyny i rozkręcenie do możliwie jak najwyższej prędkości. U sprinterek widoczne było zwolnienie na ostatniej rundzie. Natomiast zawodniczki średniego dystansu pierwszą rundę miały wolniejszą, ale za to ich prędkość była stabilniejsza i zazwyczaj utrzymywana przez wszystkie rundy. I właśnie jako iż jestem zawodniczką średniego dystansu, moja pierwsza runda nie była najszybsza, wręcz jedna z wolniejszych w całej stawce, ale za to podczas drugiej i trzeciej utrzymywałam stałą prędkość. Analizy i międzyczasy pokazywały, że moja trzecia, czyli ostatnia runda była najszybsza ze wszystkich w całej stawce. W finale, po przejechaniu 2 rund zajmowałam dopiero 6. miejsce, ale ostatnia, czyli 333 metry zadecydowała o tym, że to na mojej szyi zawisł medal.
MG: Z którą konkurencją wiązałaś w Cottbus największe nadzieje?
US: Największe nadzieje związane były z wyścigiem drużynowym na dochodzenie, bo jest to konkurencja olimpijska. W wyścigu punktowym i na kilometr wiedziałam, że stać mnie na miejsce w czołówce, ale najbardziej prawdopodobny wydawał się medal w drużynie, która moim zdaniem jest najpiękniejszą konkurencją. Kilka dni przed wyjazdem do Niemiec były Mistrzostwa Polski na szosie, w których zdobyłam brąz ze startu wspólnego U23, więc wiedziałam że jestem w dobrej dyspozycji, ale z drugiej strony miałam w głowie, że tor i szosa są trochę inne. Na szosie wyścig trwa 3h, a na torze od 1 do 40 minut. To są dwa różne rodzaje wysiłku. Oprócz tego tor jest bardziej techniczny, co oznacza że tutaj detale grają wielką rolę. Tej techniki na pewno mi zabrakło w wyścigu punktowym, gdzie ostatecznie skończyłam na 5. miejscu ze stratą 2 punktów do podium. Ale też udowodniłam, że czasami prawdziwa siła techniki się nie boi [uśmiech – przyp. red.].
MG: Oglądałaś zmagania swoich koleżanek i kolegów z reprezentacji? Miałaś na to czas czy skupiałaś się na własnych startach?
US: Ze względu na to, że miałam zaplanowany start w 3 konkurencjach, raczej stawiałam na regenerację między nimi. To znaczy, że zostawałam w hotelu, ale oglądałam transmisję live ze wszystkich konkurencji, we wszystkich kategoriach.
MG: Zdobyłaś w Niemczech dwa medale. To wielkie wydarzenie dla każdego sportowca. Ile znaczy dla Ciebie ten sukces? Czy medal indywidualny smakował inaczej od tego drużynowego?
US: Jeszcze chyba nie dowierzam. Już przed wyjazdem na Mistrzostwa Europy czułam się spełniona w tym sezonie. Już o tym chyba wcześniej wspominałam, że zrobiłam wielki progres względem ostatnich lat. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale zawsze staram się doceniać każdy wynik i umieć zachwycać się każdą chwilą. Samo reprezentowanie Polski jest wielkim osiągnięciem, bo to oznacza że jest się najlepszą w całym kraju. Wiem, że kolarstwo nie jest bardzo popularnym sportem, ale każdy Polak, do którego dotrze informacja o naszym sukcesie jest z nas dumny i polega na nas. Jestem pewna, że dzięki nam i naszemu sukcesowi kolarstwo staje się bardziej znaczącym sportem i wartym śledzenia. Kiedy kilka akapitów wcześniej wspomniałam, że wyścig drużynowy jest najpiękniejszą konkurencją, miałam na myśli fakt, że podczas tego wyścigu nie jadę indywidualnie jako Urszula Sipko, tylko jako Polska. Razem z Martyną, Mają i Elizą pojechałyśmy w imieniu Polski, czyli 37 milionów ludzi. Brzmi nieźle. Dodatkowo ekscytację podkręca fakt, że jechałyśmy w czwórkę, jako jeden organizm. Każda z nas oddała całe serce w imię jednego, tego samego sukcesu, pokazałyśmy że w cztery możemy osiągać wielkie rzeczy, mimo ciężkich chwil być razem i wspierać siebie wzajemnie. Medal indywidualny, był od zawsze jednym z moich marzeń, wiedziałam że na pewno go kiedyś zdobędę, ale nie wiedziałam że zrobię to na tej imprezie. Raczej nikt się nie spodziewał, co wynikało raczej z tego, że wyścig na 1 kilometr jest specyficzny. W seniorskim kolarstwie torowym podczas tej konkurencji królują sprinterzy, więc każdy się spodziewał że tak samo będzie tutaj. Sama byłam niemal przekonana, że tak będzie, bo w wyścigu, który trwa lekko ponad minutę, są ogromnie ważne detale, takie jak poprawne wyjście z maszyny, czy też odpowiednia technika rozkręcenia. Dowodem na to jest fakt, że zawodniczki z miejsc 2-7 zmieściły się w 1 minucie i 10 sekundach, a o tym kto zajmie jakie miejsce decydowały setne sekundy. Wiedząc, że kilometr jest gdzieś bardziej przychylny sprinterom, nie nastawiałam się na medal. Po kwalifikacjach, w których zajęłam 2. miejsce, byłam w lekkim szoku i nie potrafiłam pojąć, co się właśnie stało. Zbytnio nie starałam się nad tym rozmyślać, tylko zrobić wszystko, aby w finale pojechać jeszcze szybciej niż w kwalifikacjach. I pojechałam szybciej, co dało mi 3. miejsce. Kiedy przecięłam linię mety byłam wykończona i ledwo widziałam na oczy, ale kiedy zobaczyłam z boku koleżanki z kadry i obsługę, którzy się cieszą i krzyczą, wiedziałam że chyba jest dobrze. Po zjechaniu z toru, kiedy próbowałam dojść do siebie, wszyscy do mnie podbiegli, klepiąc mnie po plecach i przytulając. Dopiero po chwili do mnie doszło, że z moim czasem medal mam zagwarantowany. W tamtym momencie wszystko inne przestało być ważne. Kiedy wzięłam telefon do ręki, zobaczyłam wiele wiadomości i nieodebranych połączeń od bliskich mi ludzi. Oni wszyscy oglądali i kibicowali. Abstrahując od tego jak bardzo ten medal jest dla mnie ważny, zobaczyłam dla jakiej ilości osób on także jest ważny. Objawienie oraz niespodzianka, to określenia które pojawiały się w słowach skierowanych do mnie u co drugiej osoby. Po części sama tak o sobie myślę, bo uważam że mało kto może pochwalić się taką paletą osiągnięć, począwszy od koszulki najlepszego górala w wyścigu Gracia Orlova, po bycie II wicemistrzynią Europy w konkurencji sprinterskiej. Z reguły te dwa tytuły gdzieś powinny się wykluczać, co dodatkowo mnie wzrusza, bo pokazuje że jestem bardzo wszechstronną zawodniczką. Zmierzając ku końcowi, chciałabym podziękować Trenerowi i obsłudze w kadrze, sponsorom, oraz klubowi Mat Atom Deweloper Wrocław. Warto podkreślić, że cała drużyna w wyścigu drużynowym składała się właśnie z zawodniczek z Atomu.
MG: Na koniec trochę luźniejsze pytanie. Jakie są Twoje przewidywania na tegoroczny Tour de France Femmes?
US: Z tego co się dowiedziałam, to na dzień dzisiejszy jeszcze nie wszystkie ekipy zaprezentowały skład, więc nie wiem czego się spodziewać, ale jednego jestem pewna, Polska będzie miała niejeden powód do radości [uśmiech – przyp. red.].
Muszę przyznać, że ta rozmowa dostarczyła mi jeszcze bogatszego spojrzenia na kolarską rzeczywistość. Z przyjemnością obserwowałem poczynania Polek i Polaków na tegorocznym czempionacie i trzymałem kciuki za Ulę oraz resztę naszej reprezentacji. Widząc, jak wiele znaczą dla niej zdobyte medale oraz jak pięknie się o tym wypowiada, mogę śmiało rzec jedno – warto być z kolarstwem blisko i regularnie je obserwować. Przypomnę tylko, że Ula ma jak dotąd kapitalny sezon – nie tylko na torze. Świetnie idzie jej również na szosie, więc jestem całkowicie spokojny o to, że kolejne sukcesy przyjdą już niedługo.
Rozmawiał Mateusz Gruszeczka










Jestem dumny i trzymam kciuki za ciebie 😘