Jonathan Milan (Lidl-Trek) po dwóch tygodniach rywalizacji w Giro d’Italia wciąż pozostaje bez etapowego triumfu, a okazje dla sprinterów powoli dobiegają końca. Najszybsi zawodnicy w peletonie kolejną szansę otrzymają najprawdopodobniej podczas niedzielnego etapu do Mediolanu oraz na finałowym odcinku w Rzymie. Kolarz Lidl-Trek nie ukrywa, że czuje narastającą presję przed nadchodzącymi sprawdzianami.
Po pierwszym tygodniu mieliśmy na koncie kilka dobrych wyników, ale wciąż nie osiągnęliśmy tego, po co tutaj przyjechaliśmy
powiedział Milan w sobotę w wywiadzie dla Cyclingnews. Włoch zajął czwarte miejsce na pierwszym etapie i drugie na trzecim odcinku w początkowej fazie wyścigu, jednak w późniejszych dniach nie zdołał już powtórzyć tych rezultatów. Wiele będzie zatem zależało od płaskiego etapu zmierzającego do Mediolanu.
Ten odcinek jest wspaniały i niezwykle ważny, zarówno dla mnie, jak i dla całego zespołu. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby kontrolować przebieg wyścigu. Nie uważam, żebyśmy popełnili jakieś błędy. Finałowe sprinty były po prostu bardzo chaotyczne
– zadeklarował Milan, odcinając się od krytyki pod adresem swojej ekipy.
To dla nas kluczowy dzień i nie da się od tego uciec, nieważne co by się działo. Zobaczymy, jak ułoży się sytuacja na trasie i jak będą czuli się pozostali. Rzym na pewno zakończy się pojedynkiem sprinterskim, ale być może po drodze nadarzy się jeszcze jakaś okazja. Zobaczymy
– kontynuował. Milan nie wyklucza również, że przed nim więcej niż jedna szansa na zaprezentowanie swojej mocy.









Mads Pedersen w tej samej sytuacji rok temu jednak wygrywał.