Po 3. etapie Tour of the Alps ekipa Red Bull – BORA – hansgrohe ma spore powody do zadowolenia – ich kolarz Giulio Pellizzari ma w dorobku wygraną etapową oraz jest liderem klasyfikacji generalnej. Uśmiech nie schodzi zatem także i z twarzy obecnego na wyścigu dyrektora sportowego tej drużyny Cesare Benedettiego, z którym porozmawiałem nie tylko o ściganiu w Alpach, ale i bardziej ogólnie o życiu z nową rolą.
Przechadzając się między autobusami ekip startujących w 49. edycji Tour of the Alps co rusz można się natknąć na kogoś, kto akurat sobie gawędzi po polsku. Nasi rodacy są bardzo licznie reprezentowani w sztabach największych zespołów świata, w tym kilku z nich pracuje w Red Bull – BORA – hansgrohe – ekipie, która ma obecnie w swoich szeregach lidera alpejskiej etapówki. Wśród tych wszystkich osób z daleka zawsze widać jednak być może niewysokiego wzrostem, ale zawsze szeroko uśmiechniętego Cesare Benedettiego, z którym miałem okazję porozmawiać na temat tego co słychać w niemieckim zespole u progu królewskiego etapu Tour of the Alps.
Atmosfera jest bardzo wesoła, wygraliśmy etap, mamy lidera, mamy mocną drużynę. Wszyscy są już teraz świetnie przygotowani, to ostatni test przed Giro d’Italia. Niestety wczoraj straciliśmy ważnego kolarza, Lorenzo Finna, który był zamieszany na początku etapu w kraksę, ma złamany nadgarstek. Dzisiaj byłby ważnym elementem naszej drużyny, to on ciągnąłby pod górę. Te najcięższe dziś, tak jak wczoraj, będą na początku etapu, ale myślę, że nasza taktyka mimo tej straty będzie taka sama – będziemy pilnować, żeby nie było nikogo groźnego w ucieczce, a potem trzeba będzie ciągnąć, to my mamy odpowiedzialność za wydarzenia na wyścigu
— powiedział Cesare Benedetti.
Na kolarzy czeka dziś m.in. Passo Bodala (14,8 km; 6,9%) i Passo Redebus (13 km; 6,8%), aczkolwiek oba podjazdy są nieco oddalone od mety etapu, z którego transmisję będzie można śledzić od 13:35 w Eurosporcie 2. Ekipa Red Bull – BORA – hansgrohe jednocześnie przystąpi do tego odcinka nieco osłabiona – w jej szeregach od wczoraj brakuje Lorenzo Finna, który na skutek kraksy musiał się wycofać, a pierwsze badania wykazały uraz nadgarstka.

Nieobecność Lorenzo Finna może być jednak problemem nie tylko w kontekście tego wyścigu i tego kto będzie miał pracować na rzecz prowadzącego w klasyfikacji generalnej Giulio Pellizzariego, ale i w temacie kolejnych imprez. Mistrz świata do lat 23 miał być bowiem liderem Red Bull – BORA – hansgrohe Rookies na Giro d’Italia Next Gen, a teraz start ten zdaniem wielu mediów może stać pod znakiem zapytania. Zapytałem zatem Cesare Benedettiego, który pracuje także i z młodzieżą niemieckiej ekipy o to jakie są rokowania związane z 19-letnim Włochem.
Zobaczymy, jeszcze za wcześnie. Dopiero wczoraj Lorenzo wrócił do domu, trzeba przeprowadzić teraz więcej badań i zobaczymy. Do Giro jeszcze sporo czasu, lekarze ocenia jego stan, a potem się okaże co będzie
— ostrożnie odpowiedział Cesare Benedetti.
Do Giro d’Italia Next Gen (14-21.06) faktycznie jeszcze chwila, aczkolwiek złamanie nadgarstka jest jedną trudniejszych kontuzji, a powrót do sprawności potrafi zajmować naprawdę sporo czasu. Nie ma co jednak gdybać nad tym, o czym póki co wiadomo niewiele, a zatem zapytałem naszego rodaka o to jak się czuje w nowej roli i czy to dla niego zawód na lata, a może nawet coś, co mógłby robić do końca życia.
Do końca życia może nie [śmiech], bo kolarstwo szybko się zmienia, ale bardzo lubię to nowe zajęcie. Trochę czasu spędzanego z World Tourem, trochę z młodymi kolarzami, to bardzo fajnie się uzupełnia
— kontynuował posiadający od 2020 roku polski paszport i mieszkający od lat na Śląsku Cesare Benedetti.
Ostatnim startem popularnego Cece tudzież Czarka było Tour de Pologne w 2024 roku, a zatem od tamtego czasu minęło już ponad 1,5 roku. Te upłynęły pod znakiem nowych wyzwań zawodowych związanych ze zmianą roli, ale czy w tym wszystkim pojawia się tęsknota za rowerem i życiem kolarza?
Tęsknię może nie tyle za rowerem, a za byciem zawodowcem. Ciężko mi dokładnie powiedzieć za czym tęsknię, ale tak, gdzieś to jest we mnie. Z drugiej strony mam już 39 lat, więc czasem fajnie jest po prostu być po drugiej stronie, siedząc w aucie
— zakończył zarażający swoim uśmiechem Cesare Benedetti.
Warto przypomnieć, że Polak był przez 15 lat związany zawodowym kontraktem z ekipą, którą dziś znamy jako Red Bull – BORA – hansgrohe – zaczynał ścigać się dla niej już w jej 1. roku istnienia, gdy był to jeszcze mały niemiecki projekt zarejestrowany w 3. dywizji pod nazwą Team NetApp. Po latach Cesare Benedetti był w pewnym momencie jedynym zawodnikiem, który mógł się pochwalić jazdą dla tej drużyny od jej początków, a dziś znajdziemy go w jej sztabie, gdzie jako dyrektor sportowy dzieli program pomiędzy pracę z World Teamem a wspieraniem młodych kolarzy ścigających się dla Red Bull – BORA – hansgrohe Rookies.
Przed startem 4. etapu Tour of the Alps z Cesare rozmawiał Jakub Jarosz.









