fot. Tour of the Alps

Choć Tour of the Alps jest wyścigiem kojarzonym przede wszystkim z górami, to premierowy odcinek był tym, podczas którego do głosu mogli dojść szybcy zawodnicy. Skorzystał z tego Tommaso Dati, który pewnie wygrał w Innsbrucku i został pierwszym liderem alpejskiej etapówki.

Za nami 1. etap Tour of the Alps. Na inaugurację organizatorzy przygotowali niespełna 150-kilometrowy etap wokół Innsbrucku, podczas którego kolarze mieli do pokonania jedynie około 1700 metrów przewyższenia. Rozkład trudności na trasie sprawiał, że można było spodziewać się finiszu z grupy, a ten nie miał jasnego faworyta. Alpejska etapówka ma bowiem to do siebie, że sprinterzy ją omijają, co wykorzystała japońska grupa kontynentalna Team UKYO. Ta zabrała na wyścig szybkiego Tommaso Datiego, a ten odniósł w poniedziałek swój życiowy sukces.

To najlepszy dzień w mojej karierze, bez wątpienia. Czuję się świetnie, przepełnia mnie masa emocji, ale tym najważniejszym jest duma – tak ze mnie, jak i całej mojej drużyny. Przyjechałem tu z dużą pewnością siebie, ale i pewną presją, bo wiedziałem, że to będzie świetna okazja by powalczyć o zwycięstwo. Miałem jednak świadomość, że dobra noga nie zawsze znajduje przełożenie na to, co pokazujemy w wyścigach. Ważne było, by przetrwać w dobrej kondycji dzisiejsze podjazdy, to mi się udało. Cieszę się, że efektem naszej ciężkiej pracy był ten najważniejszy sukces w mojej karierze

— opowiadał Tommaso Dati, zwycięzca 1. etapu Tour of the Alps.

Dla 23-letniego Włocha to 2. zawodowa wygrana w karierze. Niespełna miesiąc temu zawodnik Team UKYO wygrał bowiem jeden z etapów Settimana Internazionale Coppi e Bartali, również wykorzystując swoją szybkość i umiejętność przejeżdżania mniejszych podjazdów. Kto wie, może to będzie dla Tomasso Datiego przepustka do tego, by za rok reprezentować barwy jednej z mocniejszych ekip? Bez wątpienia pierwszy lider 49. edycji Tour of the Alps pokazał, że zasługuje na taką szansę.

Prosto z Innsbrucku Jakub Jarosz.

Poprzedni artykułAlan Banaszek 5. w wyścigu eliminacyjnym w torowym PŚ w Hong Kongu
Następny artykułDomenico Pozzovivo wrócił do peletonu: „To wspaniałe uczucie, mnóstwo adrenaliny”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze