fot. Josef Vaishar/Tour of the Alps

Już jutro rozpocznie się 49. edycja Tour of the Alps – jednego z najbardziej malowniczych wyścigów kolarskich na świecie. Na szosy Włoch i Austrii przyjechało wielu mocnych zawodników, a wśród nich jest m.in. broniący tytułu Michael Storer, wracający po kontuzji Egan Bernal czy nadzieja gospodarzy Giulio Pellizzari. Oto co cała trójka miała do powiedzenia na dzień przed startem rywalizacji.

Choć przed nami 49. edycja Tour of the Alps, to dla organizatorów ta jest na swój sposób szczególna – ci obchodzą bowiem 10-lecie pewnej zmiany formuły wyścigu, który do 2016 roku był znany pod nazwą Giro del Trentino i odbywał się wyłącznie po włoskiej stronie granicy. Zmiana nazwy otworzyła tę imprezę na nowe, ciekawe podjazdy, a to co roku przyciąga wielu mocnych zawodników, w tym przede wszystkim tych, którzy traktują ten wyścig jako ostatnie przetarcie przed Giro d’Italia. Nie inaczej będzie w tym sezonie, albowiem lista startowa jest wprost pełna świetnych kolarzy. Otwiera ją zaś Tudor Pro Cycling Team i ich lider Michael Storer – zeszłoroczny triumfator Tour of the Alps.

Miło tu wrócić, to jeden z tych wyścigów, w których startowanie zawsze mnie cieszy i wzbudza we mnie pewną ekscytację. Jestem w dobrej formie, mam za sobą dobre treningi, przygotowania i nie mogę się doczekać, by zmierzyć się z rywalami. Zeszłoroczna edycja była ważnym punktem w mojej karierze, być może nawet jednym z najważniejszych, więc mam nadzieję, że i tym razem ściganie tu przyniesie mi masę pozytywnych emocji, bym przystąpił do Giro nie tylko w dobrej formie fizycznej, ale i z pozytywnym nastawieniem mentalnym. Jeśli zaś chodzi o trasę, to przed nami 5 dni bardzo wymagającego ścigania – być może znajdziemy w wyścigu tylko 1 górski finisz, ale już ciężkich wspinaczek i przełęczy jest cała masa, a zatem widzę dla siebie niejedną okazję do walki o pełną pulę – szczególnie, że zmierzę się tu w wielu wypadkach z tymi samymi rywalami, co w Giro d’Italia, więc to doskonała okazja by wywrzeć na nich presję

— mówił Michael Storer podczas przedwyścigowej konferencji prasowej.

Na to samo wydarzenie organizatorzy zaprosili także Egana Bernala, dla którego to będzie powrót na ten wyścig po 9 latach. Kolumbijczyk startował tu dwukrotnie – zarówno w 2016, jak i w 2017 roku wygrywał klasyfikację młodzieżową, zajmując odpowiednio 16. i 9. lokaty w generalce. Tym razem 29-latek ma nadzieję na poprawienie tamtych wyników, aczkolwiek jednocześnie zawodnik INEOS Grenadiers nie ma pewności co do swojej dyspozycji, albowiem ma za sobą ponad 1,5-miesięczną przerwę od ścigania.

Miło wrócić w Alpy. Byłem tu jeszcze za czasów Giro del Trentino i dobrze wspominam tamten wyścig. Gdy pojawiła się opcja, by w tym roku przyjechać na Tour of the Alps, nie wahałem się i cieszę się, że wraz z mocnym zespołem, z którym świetnie się dogaduję, będę miał okazję sprawdzić swoje nogi po okresie treningów na wysokości. Oczywiście żałuję, że musiałem w tym roku zmieniać mój program startów i rezygnować m.in. z Strade Bianche, Tirreno czy Katalonii, ale powrót do Kolumbii dobrze mi zrobił, a po kontuzji kolana nie ma już śladu. Jeśli pytacie czy potraktuję ten start jako etap przygotowań to powiem tak – jak przyczepiam numer do koszulki startowej, to tego typu kalkulacje znikają, a moją ambicją zawsze jest wygrywanie. Wiem, że przed nami tylko jeden górski finisz, ale myślę, że i tak czeka nas ściganie z pełną mocą na przestrzeni wszystkich 5 dni, a rywale nie będą czekali z atakami do ostatnich kilometrów

— deklarował Egan Bernal.

Z wielkim uśmiechem na starcie zameldował się także Giulio Pellizzari. Dla kolarza Red Bull – BORA – hansgrohe to również będzie 3. start w Tour of the Alps, aczkolwiek, co oczywiste, 22-latek nie powraca tu po dłuższej przerwie, albowiem mogliśmy go oglądać na alpejskich szosach w latach 2023-24. Ten drugi start Włoch zakończył na 8. miejscu w klasyfikacji generalnej, a w tym roku to właśnie on będzie główną nadzieją gospodarzy na triumf w całym wyścigu.

To dla mnie wyjątkowy wyścig, to był jeden z pierwszych zawodowych wyścigów, w jakich wziąłem udział, zatem wracam tu z wielką przyjemnością. Mam świadomość, że włoscy kibice czekają na zwycięzcę z naszego kraju od 2013 roku i sukcesu Vincenzo Nibalego, ale nie czuję presji, a pozytywną ekscytację. Po Tirreno miałem pewne problemy z kolanem, po Mediolan-San Remo podjęliśmy nawet decyzję bym odpuścił kolejne starty, ale po tym urazie nie ma już śladu i przekonacie się o tym już jutro. Bardzo cieszy mnie perspektywa przetestowania się na długich podjazdach, szczególnie w kontekście zbliżającego się wielkimi krokami Giro d’Italia

— odpowiadał Giulio Pellizzari.

Z jednej strony nie sposób było nie odczuć, że praktycznie każdy z faworytów podkreślał, że ten start jest dla niego etapem przygotowań do zbliżającego się Giro d’Italia (8-31.05), z drugiej jednak czuć też było, że nikt nie przyjechał tu trenować, a celem jest sprawdzenie się wzajemnie w warunkach wyścigowych. Wymiana spojrzeń między faworytami przy pytaniu o to, kto będzie ich głównym konkurentem była bardzo wymowna, a to zapowiada kawał pięknego ścigania podczas tegorocznego Tour of the Alps (20-24.04, 2.Pro).

Prosto z pięknego Innsbrucku – Jakub Jarosz.

Poprzedni artykułTour of Bosnia and Herzegovina 2026: Jakub Kaczmarek 2. w klasyfikacji generalnej
Następny artykułAmstel Gold Race 2026: Remco Evenepoel ogrywa Mattiasa Skjelmose
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze