Kadr z transmisji w Eurosporcie

Niestety podczas tegorocznej niedzieli z wyścigami rozgrywanymi pod szyldem „Paryż-Roubaix”, byliśmy świadkami nie tylko pięknych wydarzeń, ale i tych, do których nie powinno było dojść. Na kluczowym sektorze bruku Carrefour de l’Arbre zarówno w zmaganiach elity kobiet, jak i juniorów, swoją cegiełkę do przebiegu rywalizacji dołożyli kibice, którzy przyczynili się do upadków sportowców walczących o czołowe lokaty.

W niedzielę rozegrano aż 4 wyścigu UCI, w nazwie których znalazło się „Paryż-Roubaix”. Poza elitą mężczyzn, których zmagania były bez wątpienia daniem głównym, z brukami Piekła Północy zmierzyła się także elita kobiet, orlicy oraz juniorzy. Takie nagromadzenie imprez prowadzonych po w sporej części tych samych trasach sprawiało, że kibice zgromadzeni na poboczu co rusz mogli dopingować sportowców. Niestety nie wszyscy czynili to tak, jak można by było tego oczekiwać.

Kraksy i defekty są naturalną częścią Paryż-Roubaix, albowiem przy tak nierównej trasie nie da się uniknąć zdarzeń losowych. Niestety nie każdy z upadków był wyłącznie efektem pecha bądź błędu technicznego, a swoje 3 grosze do przebiegu rywalizacji dołożyli i zgromadzeni przy trasie widzowie. Już w wyścigu juniorów doszło do niemałego skandalu – na czele stawki przez większość dnia jechali Gijs Winters (Holandia), Soren Bruyère Joumard (Francja) i Dean Woolley (RPA), którzy z dość wyraźną przewagą utrzymali się przed peletonem aż do Carrefour de l’Arbre. Gdy wydawało się, że harcownicy mogą ubiec faworytów, niestety w czołówce doszło do kraksy spowodowanej zderzeniem się Francuza z kibicem, a na bruku znalazł się także nie mający szans na reakcję Holender.

O tym, że Gijs Winters, który uderzył o bruk, był tego dnia niezwykle mocny, przekonaliśmy się na kolejnych kilometrach. Holender, choć został dogoniony przez rywali, zdołał następnie jeszcze przeskoczyć z Karlem Herzogiem do jadącego na czele jego rodaka Thijsa Wiersmy, rozprowadzić go po zwycięstwo, a samemu zająć jeszcze 5. miejsce. Niestety nigdy nie dowiemy się, czy bez tamtego zdarzenia Gijs Winters nie zostałby triumfatorem osobiście – jak widać był tego dnia niezwykle silny.

Kilka godzin później, również na Carrefour de l’Arbre, kolejny z widzów wpłynął na przebieg rywalizacji w elicie kobiet. Tam na czele kręcił 3-osobowy odjazd w składzie Marianne Vos i Pauline Ferrand-Prévot (Team Visma | Lease a Bike) oraz Franziska Koch (FDJ United-SUEZ), za którymi gonić próbowały Lotte Kopecky (Team SD Worx – Protime), Megan Jastrab (UAE Team ADQ) i Lucinda Brand (Lidl-Trek). Minutowa różnica nie dawała wielkich nadziei na zwycięstwo pogoni, ale wciąż nie można było takowej całkowicie skreślać, choć ta została finalnie osłabiona przez jednego z widzów.

Jedna z bijących brawo osób zahaczyła o Lucindę Brand, która w efekcie z impetem uderzyła o bruk i tym samym straciła kontakt z Kopecky i Jastrab. W pierwszej chwili wyglądało nawet na to, że 36-letnia Holenderka może już nie wrócić na rower, ale ostatecznie ta pozbierała się i zdołała jeszcze zająć 10. miejsce w wyścigu. Chwilę później zawodniczkę Lidl-Trek przewieziono do szpitala, gdzie po prześwietleniach na szczęście wykluczono złamania. Wyścig wygrała Franziska Koch.

Poprzedni artykułŚlężański Mnich 2026: MAT Atom Deweloper Wrocław zgarnia całe podium!
Następny artykułParyż-Roubaix 2026: Stanisław Aniołkowski bliski polskiego rekordu
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze