Debiut wspinaczki pod Jebel Mobrah na trasie UAE Tour okazał się być strzałem w „10”. Niezwykle selektywny podjazd przyniósł dużo ciekawsze rozstrzygnięcia, niż to zwykle bywało na używanym dotychczas Jabel Jais. Po wygraną, nieco niespodziewanie, sięgnął Antonio Tiberi, a kolejne dwie lokaty zajęli Isaac del Toro i Lennert Van Eetvelt.
Za nami pierwszy z dwóch górskich etapów rozgrywanych w ramach 8. edycji UAE Tour. W środę kolarze powalczyli na debiutującym na trasie wyścigu Jabel Mobrah (13,2 km; 8,1%), a zmagania na tej wspinaczce okazały się być niezwykle selektywne. Po piękną wygraną sięgnął Antonio Tiberi (Bahrain-Victorious), zaś dotychczasowy lider, Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe), stracił na mecie ponad 2 minuty tłumacząc po wszystkim, że miał problemy ze skurczami.
Zwycięski Antonio Tiberi finałowe 6,75 kilometra, którego średnie nachylenie wyniosło niemal 12%, pokonał w 24 minuty i 19 sekund, co oznaczało jazdę na poziomie około 6.5 W/kg na tym odcinku. Jak na obecny moment sezonu, a także dość wysokie temperatury panujące w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, trzeba przyznać, że to naprawdę solidne liczby. Sam triumfator mógł być jednak dumny nie tylko z nich – Antonio Tiberi miał bowiem dotychczas w swoim dorobku zaledwie 2 zawodowe zwycięstwa, a ten trzeci sukces jest dla niego pierwszym na poziomie UCI World Tour.
To szaleństwo. To niesamowite. To spełnienie marzeń. Marzyłem o takim zwycięstwie odkąd zostałem zawodowcem. W końcu się udało. Czułem się dobrze od początku sezonu. Czekałem na ten dzień. W końcu się udało! To był mój dzień. Widziałem, jak Remco traci kilka metrów, brakowało też Del Toro. Pomyślałem więc, że może to ten moment, że może inni czekają na finał, ale ja muszę spróbować. Starałem się jechać swoim rytmem. Zaatakowałem i jechałem po prostu tak mocno, jak mogłem, aż do mety. W pewnym momencie usłyszałem, że Del Toro mnie goni. Na ostatnim kilometrze włożyłem w pedałowanie całą energię, jaka mi pozostała. Jechałem na pełnym gazie do mety
— opowiadał na gorąco wyraźnie podekscytowany swoim zwycięstwem Antonio Tiberi.
Wspominany przez Włocha Isaac del Toro (UAE Team Emirates – XRG) faktycznie pokonał pewien kryzys, a następnie zaczął swoją efektowną gonitwę. Meksykanin finalnie zakończył ją na 2. miejscu, tracąc do triumfatora 15 sekund i mając obecnie 21 sekund straty w klasyfikacji generalnej. Zważywszy na to, że przed zawodnikami jeszcze m.in. sobotni etap z metą na Jabel Hafeet (10,6 km; 6,9%), walka o końcowy triumf cały czas jest otwarta.
Podjazd wyglądał na naprawdę trudny, biorąc pod uwagę jego profil, a chyba nigdy nie jechałem podobnej wspinaczki jako główny faworyt. Dlatego bardzo uważałem na rozkład sił podczas całego podjazdu. Zespół wykonał doskonałą pracę, kontrolując wyścig i pomagając mi. Dzięki nim czułem się gotowy i pewny siebie, aby spróbować swoich sił w finale. W pewnym momencie gdzieś mnie przytkało, Antonio jechał niezwykle szybko, wielkie brawa dla niego. Naprawdę się starałem, ale mi się nie udało, niemniej jestem bardzo zadowolony z mojego występu i pracy zespołu. Czy mogę jeszcze wygrać wyścig? Może tak, może nie. Zobaczymy
— mówił Isaac del Toro.
Swoją obecność na trasie zaznaczył także triumfator klasyfikacji generalnej UAE Tour z 2024 roku, czyli Lennert Van Eetvelt (Lotto Intermarché). Choć 24-letni Belg miał po czasówce dość sporą stratę do rywali, to dzięki 3. miejscu na Jabel Mobrah udało mu się przesunąć na 4. lokatę w całym wyścigu – obecnie traci do Antonio Tiberiego nieco ponad minutę.
Wiedziałem, że będzie bardzo ciężko i że istnieje ryzyko, że przeszarżuję. Antonio Tiberi ruszył bardzo wcześnie. Wielki szacunek za to, bo miał odwagę i finalnie utrzymał prowadzenie. Ja starałem się jechać swoim rytmem. Czułem się naprawdę dobrze, ale w pewnym momencie zacząłem osiągać swój limit. Dlatego nie chciałem próbować podążać za Del Toro, bo myślę, że zapłaciłbym potem za to naprawdę wysoką cenę. Nie mogę jednak narzekać, dawno nie miałem tak udanego wyścigu. Zresztą chyba po prostu cieszę się, że znów mogę startować
— dodawał Lennert Van Eetvelt, dla którego ostatni okres był pełen poważnych kontuzji oraz upadków.
Dziś kolarze przenoszą się do Emiratu Fudżajra, w którego stolicy ulokowane zostały start i meta 4. etapu. Ten najprawdopodobniej będzie dedykowany sprinterom, choć nieco pofałdowana trasa może przynieść niespodziewane rozstrzygnięcia.










Zabrakło wypowiedzi przepotężnego Remco którego tym razem pokonały skurcze i upał. Dobrze ze siodełko było na swoim miejscu.
Gość jest super kolarzem, ale te wymówki są po prostu śmieszne na tym poziomie.