Kalendarz startowy Jonasa Vingegaarda na rok 2026 obejmuje cztery kluczowe punkty, wśród których najważniejsze miejsce zajmują Giro d’Italia oraz Tour de France. Lider zespołu Team Visma | Lease a Bike stanie jednak przed trudnym zadaniem, gdyż w walce o najwyższe cele zabraknie u jego boku tak silnego wsparcia, jakiego udzielał Simon Yates. Nagłe odejście Brytyjczyka z zawodowego peletonu było sporym zaskoczeniem dla całej ekipy.
Oczywiście moment był nieco zaskakujący. To również duży cios dla nas jako zespołu. Mimo to mam ogromny szacunek dla Simona i jego decyzji. Rezygnacja z kariery zawodowej w tym momencie wymaga prawdziwej odwagi. On uznał, że to już po prostu wystarczy
– przyznał Vingegaard w rozmowie z WielerFlits.
Temat wypalenia zawodowego stał się w tym tygodniu niezwykle głośny, a Duńczyk szczerze przyznał, że sam znajdował się blisko tej granicy. Kolarz zauważa, że współczesny świat profesjonalnego sportu jest niezwykle wymagający, a ciągłe podróże i długa rozłąka z rodziną sprawiają, że dla wielu zawodników obciążenie staje się nie do zniesienia.
W ostatnich latach dużo mówi się o wypaleniu w peletonie. To trudny świat dla każdego kolarza, w tym dla mnie. Dużo podróżujemy i czasami jest to po prostu za ciężkie. Może powinniśmy wyciągnąć z tego jakąś lekcję i podchodzić do kolarstwa mądrzej. Nie musi być tak ciężko jak teraz. Trzeba patrzeć na to bardziej indywidualnie, bo niektórzy akceptują dłuższą nieobecność w domu, a inni nie
– wyjaśnił zawodnik Team Visma | Lease a Bike.
Mimo mniejszej liczby startów niż w ubiegłym sezonie, Vingegaard zaznacza, że jego program jest precyzyjnie skalkulowany i sumuje się do blisko sześćdziesięciu dni wyścigowych. Ograniczenie wiosennych występów jest strategicznym wyborem podyktowanym chęcią walki o zwycięstwo w Tour de France po wcześniejszym przejechaniu Giro d’Italia. Duńczyk nie chce powtórzyć błędów z przeszłości i nadmiernie eksploatować organizmu przed lipcem.
Chociaż wystartuję tylko w czterech wyścigach, to zbliży mnie to do sześćdziesięciu dni wyścigowych. Wszystko jest projektowane z myślą o Tourze. Jeśli przesadzisz wiosną, zapłacisz za to cenę w Tour de France. Jeśli startujesz w Giro i chcesz walczyć o zwycięstwo w lipcu, musisz przejechać mniej wymagającą wiosnę
– podkreślił Duńczyk.
Vingegaard odniósł się również do oczekiwań kibiców oraz Richarda Plugge’a, którzy chcieliby częściej oglądać bezpośrednie pojedynki najlepszych kolarzy globu w jednodniowych klasykach. Choć Duńczyk rozumie te pragnienia i podziwia wszechstronność Tadeja Pogačara, zaznacza, że na obecnym etapie kariery musi skupiać się na swoich głównych celach.
Rozumiem to, fani chcą, żebyśmy stale ze sobą rywalizowali. Ale każdy z nas ma swoje indywidualne cele. Na przykład Tadej Pogačar wybiera te wszystkie jednodniowe wyścigi i mam do niego za to wielki szacunek. Jeszcze nie znalazłem odpowiedniego sposobu, żeby w nich startować, choć bardzo bym chciał. Lubię je oglądać, bo są wyjątkowe i doskonale rozumiem, dlaczego Tadej chce je wygrywać. Ja też bym chciał, ale teraz po prostu nie mogę
– dodał szczerze Vingegaard.
Brak występów w klasykach nie oznacza jednak, że Duńczyk całkowicie z nich rezygnuje w przyszłości. Wspominając nieudany występ w Mistrzostwach Europy, kolarz tłumaczy go skrajnym zmęczeniem po Vuelta a España, a nie brakiem ambicji. Wyraził przy tym nadzieję, że fani zaczną lepiej rozumieć jego wybory dyktowane stanem fizycznym.
Zbyt dużym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że nie zdałem testu w klasykach i dlatego już w nich nie startuję. Szczerze mówiąc, w ogóle nie przygotowałem się do tego wyścigu, bo po Vuelcie byłem kompletnie wyczerpany. Mam nadzieję, że kibice zrozumieją, że nie chodzi o to, że nie chcę jechać na Mistrzostwa Świata, ale o to, że po prostu nie mam na to energii. Nigdy nie miałem tego, czego potrzeba, by rywalizować tam na najwyższym poziomie po tak trudnym sezonie
– podsumował Duńczyk.








