Już w ten weekend rozegrana zostanie 4. edycja Mistrzostw Świata w kolarstwie gravelowym, której gospodarzem będzie w tym roku holenderska Południowa Limburgia. Znamy pełne listy zgłoszeń do tych zmagań, na których znalazło się przeszło 3000 kolarzy i kolarek z całego świata.
Po dwóch włoskich oraz belgijskiej edycji Mistrzostw Świata w kolarstwie gravelowym, tym razem to Holandia będzie gospodarzem najważniejszych zawodów dla tej odmiany sportu rowerowego. Zmagania ponownie zaplanowano na 2 dni, tj. w tym roku będzie to sobota 11 października oraz niedziela 12 października, podczas których z trasami w Południowej Limburgii zmierzy się cały przekrój kategorii wiekowych – nie tylko elita kobiet i mężczyzn, ale i wszelakie grupy mastersów oraz amatorów. Łącznie rozdanych zostanie aż 15 kompletów medali.
Głównym wydarzeniem soboty będzie rywalizacja elity kobiet. W tej zgłosiły się 122 panie, w tym broniąca tytułu Marianne Vos (Holandia). Na liście nie brakuje także najlepszej w edycji z 2023 roku Katarzyny Niewiadomej (Polska), choć zważywszy na deklarację biało-czerwonej o zakończeniu sezonu wypowiedzianą po Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym, można się zastanawiać czy 31-latka faktycznie zamelduje się w stawce przemierzającej szutry Południowej Limburgii. Innymi głośnymi nazwiskami obecnymi na liście zgłoszeń są Lorena Wiebes, Puck Pieterse, Mischa Bredewold i Shirin van Anrooij (Holandia), Silvia Persico (Włochy) czy Ashleigh Moolman (RPA). Z Polek na liście zgłoszeń znalazła się także Oliwia Majewska.
W niedzielę o tęczową koszulkę powalczy m.in. elita mężczyzn. Pod nieobecność najlepszego przed rokiem Mathieu van der Poela poznamy nowego mistrza świata, a z najgłośniejszych nazwisk na starcie zameldują się m.in. Tom Pidcock (Wielka Brytania), Matej Mohorič (Słowenia), Tim Merlier, Quinten Hermans, Tim Wellens, Gianni Vermeersch, Greg Van Avermaet i Florian Vermeersch (Belgia), Nils Politt (Niemcy), Tibor del Grosso i Niki Terpstra (Holandia), Romain Bardet (Francja), Fabio Christen (Szwajcaria), Lukas Postelberges (Austria) czy Petr Vakov i Zdenek Stybar (Czechy). Wśród 274 zgłoszeń jest dwóch Polaków – Maciej Kojro i Tomasz Tomera.
PEŁNE LISTY ZGŁOSZEŃ DOSTĘPNE SĄ POD TYM LINKIEM









Jazda po szutrach na kolarce jest równie głupia jak trójskok czy rzut kulką na drucie zwaną, nie wiedzieć czemu młotem.
Będzie gdzieś transmisja z zawodów ?
Zibi, po Twoim komentarzu też nie mogę powstrzymać się od swojego
Przyjemność z płynnej, szybkiej jazdy
Ja jak byłem dzieciakiem i nie miałem karty rowerowej, to musiałem jeździć po chodniku i strasznie mnie wkurzało, że co rusz muszę podjeżdżać zjeżdżać przez jakieś krawężniki na skrzyżowaniach. To wytrącało z rytmu, trzeba było hamować przyspieszać, to tak jak jazda po kocich łbach.
Jak dostałem kartę rowerową to poczułem wolność – po asfalcie gaz do dechy i jeździło się dwa razy szybciej i przyjemniej. Gdy Rodzice kupili mi kolarkę na szytkach to przyszedł rzeczywiście świat do kwadratu jeszcze przyjemniejszej jazdy. Olbrzymia prędkość i równiutko, gładko. To chyba właśnie najwięcej urzekło mnie w jeździe na rowerze – siłą swoich mięśni jedziesz do dziadka 226 km. Równo szybko.
Ten dystans ludzie jeździli wtedy autobusem PKS i narzekali że to takie męczące tyle siedzieć w autobusie. A ja pokonałem to siłą swoich mięśni, gdy byłem nastolatkiem. To była frajda, to był power z kolarstwa.
Więc dziś, gdy słyszę, że ktoś się jara z jazdy po wertepach, to to dla mnie jest cofnięcie wstecz, do czegoś co zawsze odbierałem jako dziadostwo, co jest raczej defektem jazdy, od którego trzeba uciekać, unikać.
Więc Zibi, myślimy chyba podobnie: super kolarka jest przeznaczona do superjazdy a nie do dziadowania po kamieniach.
Kolarstwo wertepowe
Tak jak fajnie piszesz o rzucie młotem (uśmiałem się nieźle) to kiedyś słyszałem opinię, i to chyba nawet samego Michaela Johnson-a, że jak ktoś nie radzi sobie w biegu płaskim na 400m, to przechodzi do biegu 400m przez przeszkody, bo tam nie ma najlepszych biegaczy i może coś ugra. Podobnie mam wrażenie, że jest kolarstwem „wertepowym”.
Choć oczywiście są i dobre strony przełajów, bo na przykład trener wysyłał nas na tor przełajowy w marcu, aby robić trening interwałowy i to dobrze wpływało na dalszą część sezonu.
Ścieżki rowerowe
Przy okazji kolejny temat to ścieżki rowerowe. Gdy takową jechałem ze znajomymi, to umęczyłem się jakbym dwa razy dłuższy dystans pokonał. A jazda z prędkością przelotową 36 – 40 km/h na takich ścieżkach to potencjalne ryzyko śmierci (wiem co mówię). To dobre jak jedzie rodzina z małymi dziećmi, ale do pokonywania dystansu to jest skrajnie niebezpieczny pomysł.
Ciekawi mnie jak obecnie podchodzą do tego zawodnicy i trenujący? Uważam że takie ścieżki rowerowe zabijają prawdziwe kolarstwo i nie da się tak jeździć długich dystansów…
Ej, ale z tymi płotkami to teraz nieprawda. Tak tylko przypomnę, że Femke Bol pobiła rekord świata na płaskim 400 w hali, a Sydney McLaughlin była bliska tego, by to samo zrobić na stadionie. Obie bez wątpienia są płotkarkami 😉
Zibi, ale Ty masz chlopie problemy
Ok, zgodzę się, że to nie zawsze tak działa, że do płotków idą tylko „cieniasy”, tak jak w przełajach są VAN-y, którzy gdyby zaczynali w kolarstwie szosowym to też by byli mistrzami. Natomiast w tym biegu na 400 m wtedy było tak, że niepodzielnie panował Michael Johnson i ludzie aby coś wygrać – przenosili się na płotki.
Wracając do rowerów: ja pamiętam podejście kilku moich „rowerowych” kolegów, i jak patrzyli na mój trening szosowy, że codziennie kilka godzin szło, to mi mówili: „aaa, ja sobie trochę pojeżdżę trochę poskaczę, bez przesady żeby się tyle godzin męczyć…”.
Oczywiście ja tu nikogo nie będę przekonywał bo różne są upodobania, ale mi po prostu jazda po kamieniach się nie podoba. Wolę „szum dobrych gum”… 😉
Zibi, wszyscy zdrowi, czy Tobie spadł sufit na głowę?
Patrząc na listę zgłoszonych zawodniczek i zawodników to Zibi i Szlazar są głęboko w średniowieczu. Niestety, ale takie dziwolągi przekładają się później na bryndzę polskiego kolarstwa.
ZIBI masz zakuty łeb 🙁