Choć przyćmiony przez niedawne czempionaty, festiwal jesiennych włoskich klasyków trwa w najlepsze. Jego kolejny akt wiedzie przez północną część Lombardii, gdzie jeziora Maggiore i Varese spotykają przedgórze Alp. Warunki atmosferyczne tym razem mają sprzyjać, a podstawowe pytanie przed 104. edycją Tre Valli Varesine brzmi: czy istnieje sposób na kolarzy UAE Team Emirates-XRG?
Tre Valli Varesine odbędzie się w ten wtorek po raz 104., co już samo w sobie świadczy o prestiżu tej imprezy i jej uniwersalnej trasie, przyciągającej uwagę środowiska kolarskiego niezależnie od przetasowań w kalendarzu startów. Warto zauważyć, że seria Trittico Lombardo, na którą obok dzisiejszej imprezy składają się Coppa Agostoni i Coppa Bernocchi, po latach powróciła do formatu trzydniowej sekwencji, jednak w międzyczasie Tre Valli Varesine wyrosło ponad dwa pozostałe wyścigi. Dziś, w powszechnej świadomości, znacznie bliżej mu do Giro dell’Emilia, z którym tworzy blok najbardziej wymagających sprawdzianów poprzedzających Il Lombardię.
Jego nazwa przywołuje na myśl jesiennie zarumienione alpejskie doliny, ale spośród włoskich klasyków poprzedzających ostatni monument sezonu, Tre Valli Varesine nie zawsze było wyścigiem jednoznacznie dedykowanym późniejszym triumfatorom Lombardii. Organizatorzy od lat modyfikują jego trasę, pozwalając rywalizować zawodnikom o różnych charakterystykach, a wiele wcześniejszych edycji upłynęło pod znakiem sprinterów we „włoskim” stylu, finiszujących na rundzie znanej z Mistrzostw Świata w Varese.
Znacząca zmiana nastąpiła kilka sezonów temu, kiedy finał zmagań wzbogacono o okoliczne pagórki. W tym roku kolarze ponownie zmierzą się na doprawionej wersji warezyjskich rund, co zachęciło do udziału w wyścigu między innymi Tadeja Pogačara, Isaaca Del Toro (UAE Team Emirates-XRG), Toma Pidcocka (Q36.5), Egana Bernala (INEOS Grenadiers), Tomsa Skujiņša (Lidl-Trek), Lenny’ego Martineza (Bahrain-Victorious) i Primoža Rogličia (Red Bull-BORA-hansgrohe).
Trasa
104. edycja Tre Valli Varesine utrzymuje sprawdzony od lat format, w którym odcinek pomiędzy startowym Busto Arsizio i Varese służy jedynie za rozgrzewkę przed właściwą częścią rywalizacji. To właśnie w okolicach tego drugiego miasta rozgrywa się większość z 200,3 kilometra wtorkowego wyścigu, a nieustannie pofałdowany teren północnej Lombardii sprawia, że momentów odpoczynku nie ma tu właściwie wcale.
Po krótkim dojeździe do Varese peleton wjedzie na główną rundę (15,9 km), pokonywaną dziewięciokrotnie. Jej charakter wyznaczają dwa podjazdy – Salita dei Ronchi (1,9 km, śr. 5,3%) oraz Montello (2,0 km, śr. 5,2%) – rozdzielone szybkim, technicznym zjazdem i krętymi miejskimi odcinkami. W teorii są to wzniesienia stosunkowo łagodne, w praktyce jednak częste powtórzenia i brak chwili wytchnienia pomiędzy skutecznie doprowadzają do przerzedzenia grupy potencjalnych zwycięzców.
W końcówce zawodnicy opuszczą główną rundę, by dwukrotnie pokonać finałową pętlę o długości 31,3 km, obejmującą dodatkowe wspinaczki pod Oltrona al Lago (300 m, śr. 10%) i Barasso (900 m, śr. 7,9%). W swoim zamyśle trasa zaprojektowana została zatem tak, aby te dwie strome wspinaczki stanowiły punkt kulminacyjny decydującej fazy wtorkowego klasyku, nawet jeśli największe z rozegranych w ostatnich dwóch tygodniach wyścigów jednodniowych wskazywać mogą na inny scenariusz.
Ostatnia wspinaczka pod Salita dei Ronchi kończy się na wysokości flamme rouge – stamtąd pozostaje już tylko zjazd i finałowy, lekko wznoszący się kilometr do mety w centrum Varese.
Całość liczy około 3400 metrów przewyższenia, co czyni Tre Valli Varesine jednym z najbardziej wymagających wyścigów jednodniowych całego włoskiego października, a w bardziej standardowych okolicznościach – bez kumulacji imprez mistrzowskich w zupełnie pozbawionej logiki sekwencji – najlepszy sneak peak przed Il Lombardią.


Pogoda
Po zeszłorocznym chaosie związanym ze skróceniem trasy przez ulewne deszcze, a ostatecznie przerwaniem wyścigu, tym razem pogoda w północnej Lombardii przypomina raczej przedłużone lato niż typową włoską jesień. We wtorek w okolicach Varese ma być słonecznie i ciepło, z temperaturą sięgającą 21°C w najcieplejszym momencie dnia.
Wiatr będzie słaby i zmienny, a suche drogi oznaczają, że tym razem to ukształtowanie terenu i sami kolarze zadecydują o charakterze dzisiejszej rywalizacji.
Faworyci
Tadej Pogačar rządzi światem i Europą (akurat w tej kolejności), a Isaac Del Toro pozostaje zdecydowanie najlepszym kolarzem kampanii włoskich wyścigów jednodniowych tej części sezonu. Pytanie przed 104. edycją Tre Valli Varesine dotyczy więc nie tego, kto okaże się najmocniejszy, lecz jakie ustalenia odnośnie zwycięzcy dzisiejszego wyścigu poczynione zostaną w autokarze ekipy UAE Team Emirates-XRG. Brutalne, ale po prostu prawdziwe.
Dla Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates-XRG) udział w Tre Valli Varesine jest standardowym przetarciem przed finalnym monumentem sezonu (zazwyczaj obok Giro dell’Emilii, w tym roku przyćmionej przez ostatni wyścig mistrzostw Europy), dlatego pozostali uczestnicy imprezy będą liczyć, że Słoweniec potraktuje dzisiejszą rywalizację bardziej w kategorii coffee ride’u wśród malowniczych jezior północnej Italii. Sama trasa należy do takich, które bezpośrednio doprowadzają do eliminacji od tyłu, ale nie prowokują do długich solowych rajdów, co w połączeniu z dobrą pogodą może zaowocować widokiem kojarzonym raczej z ostatnimi edycjami Wielkiej Pętli – ścisłą kontrolą wydarzeń przez pociąg drużyny ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Wówczas, w końcówce, rewelacyjnie dysponowany Pogačar będzie miał wybór, czy samodzielnie odpowiadać na ewentualne ataki, być ich autorem, czy może dać się wyszaleć młodszemu współliderowi. Z drugiej strony dało się zauważyć, że najlepszy kolarz swojej i kilku sąsiednich generacji nie ma ostatnio cierpliwości do wspinania się tempem rywali. Nie wykluczam więc, że wbrew charakterystyce trasy i tak odjedzie stosunkowo wcześnie, próbując zabrać ze sobą Isaaca Del Toro (UAE Team Emirates-XRG) i ostatecznie ofiarowując młodemu Meksykaninowi zwycięstwo.
Patrząc na to z perspektywy rywali, naprawdę trudno liczyć, że obaj będą mieli zły dzień, ale Del Toro musi odczuć kiedyś zmęczenie długim sezonem, a Pogačar może unikać podejmowania nadmiernego ryzyka na trasie, która mocno tego rodzaju zachowania premiuje. Jak już zaznaczyłam, jednoczesne spełnienie obu warunków wydaje się mało prawdopodobne, co nie zmienia faktu, że na trasie 104. edycji Tre Valli Varesine zobaczymy sporo świetnie dysponowanych zawodników, gotowych takie okoliczności wykorzystać.
Ben Healy (EF Education-EasyPost) jest stworzony do rywalizacji w tego rodzaju terenie, zazwyczaj dobrze wypada na włoskich szosach i zrobił sobie krótką przerwę po mistrzostwach świata, co może zrobić różnicę.
Toms Skujiņš (Lidl-Trek) jest ostatnio tak mocny, że mógłby coś w końcu wygrać, a Tre Valli Varesine wydaje się celem w zasięgu 34-letniego Łotysza. Na finiszu jak ten w Varese zawsze znajdzie się bardziej dynamiczny kolarz, dlatego Skujiņš powinien zdecydować się na atak w nieoczywistym momencie i liczyć na utrzymanie zbudowanej w ten sposób przewagi. W barwach tej samej ekipy wystartują również Quinn Simmons, którego dość boleśnie zweryfikowały rozgrywane w ostatnich tygodniach klasyki, oraz młody Albert Withen Philipsen, który zamknął najlepszą dziesiątkę w Emilii-Romanii.
Z czołowych kolarzy Giro dell’Emilia zobaczymy również Toma Pidcocka (Q36.5), Lenny’ego Martineza (Bahrain-Victorious), Egana Bernala (INEOS Grenadiers) i Primoža Rogličia (Red Bull-BORA-hansgrohe), z których każdy ma pełne prawo liczyć na podium Tre Valli Varesine. Najlepszych zawodników europejskiego czempionatu, obok wspomnianych już Pogačara i Skujiņša, reprezentować będzie natomiast Gianmarco Garofoli (Soudal Quick-Step).
Namieszać mogą Julian Alaphilippe (Tudor), jeśli odnajdzie formę z Kanady, Cian Uijtdebroeks (Visma | Lease a Bike), jeśli nic go akurat nie będzie uwierało (choć w Emilii wyżej był Ben Tulett), Oscar Onley (Picnic PostNL) czy Maxim Van Gils (Red Bull-BORA-hansgrohe).
Harmonogram
📍 Start ostry: 12:15 (Busto Arsizio)
🏁 Prognozowany finisz: ok. 16:40 (Varese)
📺 Transmisja: od 15:25 w serwisie Max, od 15:30 na kanale Eurosport 2










Obstawiam, że jednak odda zwycięstwo Izaakowi. Panowie się chyba lubią (przynajmniej póki co), a poza tym PR-owo też będzie to ładnie wyglądało.
Jak widać – przeceniłem typa.
Dobrze, że nie obstawiam u buka (hazard to zło!) 😅.
@Ricky
Izaakowi raczej nie odda ważnych zwycięstw. Nie w jego interesie jest budowanie sobie rywala we własnej drużynie. Co innego takiemu McNulty’emu, który mu nigdy nie dorówna swoim poziomem.
Oglądanie, jak rozwija się (lub nie) relacja między tą dwójką będzie prawdopodobnie najciekawszą rzeczą, jaka nas czeka w kontekście drużyny UAE w najbliższych latach. Izaak jest młody i gniewny, głodny sukcesów. Będzie chciał nie tylko wielkich tourów dla siebie, ale i monumentów. A tutaj Koza mu nie ustąpi.