Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) nie ma sobie równych i w znakomitym stylu wygrywa kolejne wyścigi. Trudno znaleźć na niego sposób, a wielkimi krokami zbliża się jeszcze jeden ważny cel w sezonie 2025, włoski wyścig Il Lombardia.
Stając na starcie Tre Valli Varesine 2025, Słoweniec momentalnie stał się jednym z głównych faworytów do zwycięstwa i wiele osób zadawało sobie jedno pytanie: czy Tadej będzie chciał wygrać ten wyścig, czy też może „podaruje” zwycięstwo któremuś ze swoich kolegów z zespołu? Jak się okazało, we wtorek nie było mocnych na Słoweńca i Pogačar w pięknym stylu sięgnął po triumf. Za pośrednictwem strony internetowej UAE Team Emirates – XRG główny bohater wtorkowego ścigania opowiedział nieco więcej o rywalizacji, odnosząc się jednocześnie do zbliżającego się wielkimi krokami wyścigu Il Lombardia.
Plan był taki, aby poczekać na ostatnie okrążenie i zaatakować na metę w dobrym miejscu. Tudor Pro Cycling Team wcześnie otworzył wyścig, a Del Toro i ja ruszyliśmy do ataku na jednym z podjazdów. To była naprawdę dobra sytuacja. Byliśmy w czołówce, ale wiedzieliśmy, że nikt nie będzie chciał z nami mocno współpracować, więc kiedy zobaczyłem, że mam przewagę na zjeździe, docisnąłem na płaskim. Wiedziałem, że nawet jeśli przeszarżuję, to z tyłu wciąż jest Isaac, który może wygrać wyścig z grupki, a nawet w pojedynkę. To była dobra sytuacja i udało się. Oczywiście to bardzo długi sezon, ale Lombardia to wielki cel i mam dodatkową motywację, aby dobrze tam wypaść. Poza tym jest to Monument, jeden z największych wyścigów jednodniowych w kalendarzu, więc nogi na sobotę powinny być dobre
– powiedział Tadej Pogačar.
Czy Il Lombardia również padnie jego łupem? Trudno liczyć na jakieś inne rozwiązanie, spoglądając na to, w jakiej formie znajduje się obecnie kolarz ze Słowenii i z jaką łatwością radzi sobie z kolejnymi rywalami.










lombardia dla Remco, 3x juz nie da sie oszukac Pogacarowi.
Zapowiada się interesująco … czwartkowe Giro del Piemonte.
Jak to jest , ucieka zawodnik z peletonu 100km przed meta. Bierze na siebie caly wiatr i pod wiatr a w peletonie jadac zaoszczedzasz przynajmnie 50% sily i jada tam bardzo dobrzy zawodnicy i nie moga dojsc tego jednego. Uciekinier przyjezdza na mete , usmiechniety , zmeczenia prawie wcale. Jak to mozliwe?.
Oszukiwać ? Poprostu odjedzie ;D
Jaką on jeszcze może mieć motywację? Upokorzył już wszystkich w tym roku, mało komu już chce się jeździć w tym sezonie. Po co zbierać kolejne gongi?
@Adam
Naprawdę chcę wierzyć w to, że to faktycznie jest możliwe. Ale to nie jest możliwe. Chcę kiedyś zobaczyć 100km mocno pagórkowaty wyścig, gdzie cały, świeży peleton, goni od samego startu tego jednego gościa, który wystartuje minutę wcześniej. Jeżeli wtedy nie dogonią… i’m out. 🙂
Ktoś musi zacząć ryzykować i próbować utrzymać się dłużej na kole Pogacara po jego ataku. Tu chodzi głównie o ten moment ataku – potem Pogacar już nie zyskuje nad resztą, czasem nawet traci. Może Remco znudzi się bycie w kółko drugim i postawi wszystko na szali podczas Lombardii?
Kuba , ty chyba nie oglądzasz wyścigów , nic z tego co napisaleś nie jest prawdą .
Don-ww, sam nie wiem co jest zabawniejsze – te nigdy nie spełniające się przepowiednie Radzia, czy to jak potem go w kółko ganiacie w komentarzach, mimo, że widać, że gość sobie nic z tego nie robi i tylko was prowokuje ;).
Oj, to miał być komentarz pod https://naszosie.pl/2025/10/07/tre-valli-varesine-2025-tadej-pgacar-nie-przestaje-wygrywac/ 😉
Z tym odjeżdżaniem Pogacara jest tak, że minutę do półtorej nad następną grupą zyskuje on na dystansie 5 do 10 km, a następnie jedzie już w przybliżeniu tak szybko jak peleton i w zasadzie niewiele lub nic nie traci. Załapanie się na koło i przetrzymanie tego ataku nie oznacza (moim zdaniem) jeszcze sukcesu, bo nawet jeśli by się to komuś udało, to na pewno to dotkliwie odczuje, a do mety jest niejednokrotnie jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Z drugiej strony wyścigi są coraz szybsze. W 1995 roku na mistrzostwach świata w Kolumbii A. Olano wygrał z czasem 7 godz. i bez paru sekund 10 minut (dystans 265,5 km), a w Rwandzie Pogacar 267,5 km przejechał w 6 godzin i 20 minut z małym groszem. Różnica na porównywalnej jeśli chodzi o stopień trudności trasie to prawie 50 minut, w średniej wyścigu zwycięzcy to aż 5 km/h. Pogacar jest na razie po prostu mocniejszy i jest w stanie w decydujących momentach jechać te 2, 3 km/h szybciej niż pozostali.
Adam – Tak jak kilka osób tu to zauważyło, Pogi robi większą moc tylko przez krótki okres czasu. Potem jedzie jak wszyscy. A inna sprawa że w tym tzw „peletonie” czyli grupie jedynek/liderów bez pomocników nikt nie chce być pierwszy. Każdy oszczędza, oszukuje, brak współpracy. I Pogi o tym wie i to właśnie wykorzystuje. Czyli on jedzie, reszta udaje że jedzie, a potem: jak on to robi? No koksuje tak – bo jak? Gdyby skoczył zaraz po starcie i zrobił minutę, to peleton zjadł by go na śniadanie.