Niezliczone tłumy kibiców przy trasie tworzących wybitną atmosferę, wysokiej jakości oprawa i transmisja oraz kolarski spektakl bez czekania na ostatnie kilometry – wszystko to sprawiło, że ostatni dzień Mistrzostw Świata – Kigali 2025 prawdopodobnie do końca życia pozostanie w mojej pamięci. Oto przedostatnie wydanie Misji Kigali, a jednocześnie finałowe pisane jeszcze na rwandyjskiej ziemi.
„Jest czwarta w nocy, piszę przez chwilę, to co mi się we łbie ułożyło„, czyli słowa jednego z utworów Kultu grają mi podczas pisania tego tekstu w głowie, albowiem właśnie mniej więcej o tej porze obudziłem się i zasiadłem do pisania kolejnej Misji Kigali. Pobudka w środku nocy nie jest tu przypadkowa – nareszcie zeszły ze mnie emocje, które kumulowały się od przeszło tygodnia. Emocje, które na końcu osiągnęły najwyższy możliwy poziom za sprawą naprawdę wybitnej atmosfery podczas finałowego wyścigu.
Rwanda dowiozła
Kontrowersje wokół wyjazdu do centralnej Afryki, sygnowanie nieraz mocno podważanej międzynarodowo władzy, konflikt zbrojny na granicy z Demokratyczną Republiką Konga, niepewność związana z tematem ewentualnych przenosin imprezy, konieczność szczepień oraz długiej podróży, a wreszcie niepełne składy wielu reprezentacji na skutek m.in. kosztów czy odbywających się już za kilka dni Mistrzostw Europy, których trasy są niemal bliźniacze do tych w Rwandzie – przed startem Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025 pojawiło się wiele trudnych tematów, które torpedowały tę imprezę i o części z nich nie można zapominać nawet po zakończeniu tego czempionatu, ale mimo tego wszystkiego mogę na koniec napisać jedno – warto było.
Wybitna atmosfera i gigantyczne tłumy ludzi przy trasie, zabezpieczenie przebiegu wyścigów i całego miasteczka zawodów aż do przesady, podporządkowanie miasta pod zawody na przeszło tydzień – Kigali okazało się być naprawdę godnym gospodarzem Mistrzostw Świata, a wręcz chyba potrzeba było takiej odmiany po burzliwym okresie na europejskich wyścigach. Stolica Rwandy pokazała, że Międzynarodowa Unia Kolarska musi na poważnie przemyśleć częstsze wybieranie się do Afryki – w końcu mistrzostwa mają w nazwie epitet „świata”, a ściganie się tutaj sprawdziło się wybornie.
Tłumy poza kontrolą
To, co działo się przy trasie niedzielnego wyścigu, było po prostu szalone. Wiele osób pytało mnie, dlaczego w okolicach mety jest mniej ludzi niż na tej pokonywanej tylko raz większej rundzie – otóż służby mocno blokowały dostęp do końcówki, prowadząc momentami dość nieudolną próbę kontrolowania tłumu. Ten zatem pojawił się m.in. na Mur de Kigali, gdzie spędziłem ponad 2 godziny czekając na kolarzy. Poniżej zresztą mogę załączyć zdjęcie jak wyglądał tłum za tym podjazdem, który zgromadził się tam na długo przed przyjazdem zawodników.

To, co działo się w momencie przyjazdu najlepszych zawodników świata, to było po prostu istne szaleństwo. Nawet na Starym Kwaremoncie podczas Ronde van Vlaanderen nie doznałem czegoś zbliżonego do tego, co można było tu poczuć. Rozemocjonowana masa ludzi przeżywała swoje 5 minut kolarskiego święta – bycia częścią imprezy, jaka nigdy wcześniej nie zawitała w ich strony i jaka zapewne nie wróci tu prędko. Śledząc transmisję w internecie widziałem ujęcia próbujące oddać ten tłum, ale uwierzcie – na żywo było to jeszcze bardziej odczuwalne. Wybranie się na Mur de Kigali było strzałem w „10”, a przy okazji „mam fotkę” z Remco Evenepoelem.

Czemu zatem nazywam te tłumy „poza kontrolą”? Otóż w pewnym momencie służby zaczęły nie radzić sobie z naporem ludzi – zamknięto dla lokalnej publiczności dostęp do ostatnich 300 metrów, z kolei ci, którzy na nie weszli po prawej stronie barierek, zostali tam na naprawdę długo. Stłoczono nas bez możliwości udania się na dekorację, a następnie nie wypuszczano jeszcze przez kolejne kilkadziesiąt minut po jej zakończeniu. Wszechobecny potok ludzi naprawdę nie miał końca.
Przetrwali najsilniejsi
Nie sposób podsumować niedzieli na Mistrzostwach Świata – Kigali 2025 bez odniesienia się do sportowego aspektu. Metę w stolicy Rwandy przecięło jedynie 30 spośród 165 kolarzy przystępujących do wyścigu, co jest wartością skrajnie niską jak na tego typu zawody. Swojego przedstawiciela na mecie nie miało aż 38 z 57 uczestniczących w wyścigu elity mężczyzn reprezentacji, w tym takie kraje jak Niemcy, Ekwador, Kanada czy Czechy.
Tak, to ponownie moment by stwierdzić, że brak Polaka w wyścigu elity mężczyzn nie jest żadnym wstydem, kompromitacją ani innym takim ze strony Polskiego Związku Kolarskiego. Można na ten narzekać za wiele rzeczy – problemy finansowe, brak sprawozdań za lata 2018-24, słabą politykę medialną itd., ale błagam, nie narzekajmy akurat na to, jak wyglądała nasza kadra na te Mistrzostwa Świata, bo akurat tu podjęto naprawdę optymalne decyzje.
Do Kigali przyleciało 13 reprezentantów Polski oraz liczny sztab, który zapewniał im komfort podczas startów. Nie było tu żadnych działaczy ani innych takich, a po prostu ludzie, którzy przyjechali tu robić wyniki i faktycznie takowe dowieźli. Polski Związek Kolarski zorganizował długi obóz przygotowawczy na wysokości w Andorze, zapewnił wczesny przylot dla kadrowiczów, by ci mieli czas na aklimatyzację, a efektem jest medal Jana Jackowiaka i aż 7 miejsc w czołowej „10” podczas 10 startów biało-czerwonych.
Czy warto było część spośród budżetu na ten wyjazd przeznaczyć na wyjazd kolarza elity mężczyzn, który najprawdopodobniej nie dotarłby do mety? Zdecydowanie nie. Zresztą wtedy ten wszechobecny lament o brak Polaka na starcie w razie obecności takowego w stawce zmieniłby się w narzekanie na to, że wysłaliśmy „turystę”, jego wynik jest kompromitacją i marnujemy pieniądze – krótko mówiąc nigdy się nie dogodzi. Naprawdę nie wiem jak można tak zajadle i bez rzeczowych argumentów poza kwestiami typu „nie wypada”, „to kompromitujące” itd. narzekać na to, że zabrakło tu kolarza elity mężczyzn, a najgorsze jest w tym wszystkim to, że dotarły mnie słuchy, iż takie nastroje podkręcano nawet ustami komentatorów wyścigu.
Odpuszczali nawet najwięksi
Czy zatem Polska jako jedyna podjęła decyzję o rezygnacji ze startu w jednej z kategorii? Otóż zdecydowanie nie – ba, w wielu wypadkach dużo silniejsze nacje nie stawały do walki w zmaganiach, w których posiadały realne medalowe szanse. By nie być gołosłownym przywołam tylko, że na starcie elity kobiet zabrakło Wielkiej Brytanii (7. w rankingu), Dania nie wystawiła ani orlika, ani juniora – choć w tym drugim mają aktualnego indywidualnego lidera rankingu światowego według zestawienia ProCyclingStats, w elicie mężczyzn nie pojechały zaś bliskie nam rankingowo reprezentacje takie jak Austria, Kazachstan czy Luksemburg, choć każda z nich, podobnie jak my, miała na tych zawodach swoich przedstawicieli w pozostałych kategoriach.
Kiedy kolejne takie?
Patrząc na to, jak od strony kibicowskiej wyglądał czempionat w Kigali, żywię teraz jedną obawę – czy przez kolejne lata komukolwiek uda się zbliżyć do tego poziomu? W 2026 roku najlepsi kolarze świata odwiedzą Kanadę, do której wyjazd dla większości będzie równie drogi jak do Kigali, a i obawiam się, że „cywilizowane” ze stereotypowego punktu widzenia zawody będą dużo, dużo spokojniejsze pod kątem atmosfery. 2027 to Francja, czyli kraj, w którym uwaga fanów dzieli się między niezwykle dużo wielkich imprez, w 2028 roku Mistrzostwa Świata zawitają zaś do Abu Zabi, gdzie ciężko spodziewać się tłumów. Obawiam się zatem, że najbliższy „aż taki” czempionat zobaczymy dopiero w 2029 roku, kiedy to gospodarzem będzie Dania – wciąż mam w pamięci obrazki z tamtejszego początku Tour de France, który był prawdziwym świętem.
Kigali – jeszcze nie wyjechałem, a już tęsknię.










Jakby był Owsian, Maciejuk i Bernas to by poszli w odjazd i by się coś działo bo widać po wyścigach że potrafiom jeździć i radzić sobie z presjom i długo uciekać przed peletonem i robić wyścigi ciekawym.
1. Do tłumów bym dorzucił, że ci ludzie po prostu oglądali wyścig, buło dużo dużo mniej osób robiących zdjęcia, po prostu widać było radość, że mogą być świadkami takich zawodow. No i dzięki temu nie było też problemu ze jakiś kibic naraża kolarza na upadek. Super.
2. Złośliwi powiedzą że efekt szczepień dopiero będziemy widzieć za jakiś czas 😀 ale to oczywiście pół żartem.
3. Nasza reprezentacja zaprezentowała się godnie. Uważam, że jednak można było wysłać kogoś z elity w odjazd. Co do komentatorów to zdania były podzielone tj. Pan Baranowski krytykował decyzję, a probosz mówił że ok.
4. Uci powinna pomyśleć jednak nad kalendarzem bo jednak logistyka gdy mistrzostwa świata są tak daleko od Francji rodzi pewne problemy, chociaż to chyba nie uci wyznacza temrin mistrzostw Europy.
5 poza tematem mistrzostw, wiadomo kiedy będą zatwierdzanie kolejne sprawozdania w pzkol?
No i na koniec dziękuję za fajne relacje z okolic równika!
dobrze się oglądało te zawody, niemalże wszystko było włączone od orlików po elitę kobiet cały dzień.
Po obejrzeniu relacji tv dochodzę do wniosku że MS w kraju rządzonym twardą ręką dyktatora były strzałem w 10. Żadnych problemów, protestów, wszystko podporządkowane. Kibice cieszą się jak szaleni, chociaż większosć roweru na oczy nie widziała. Rewelacja. Nie wiem czy była za to dodatkowa miska ryżu, czy w razie nie -groźba więzienia, ale efekt fantastyczny. Myślę że warto pogadać z Putinem. Będzie porządek jak w Kigali a bliżej i szczepić się nie trzeba.