Na pożegnanie tematu 80. edycji Vuelta a España warto jeszcze przyjrzeć się w inny niż klasyczny sposób temu co wydarzyło się na hiszpańskich szosach. Zapraszam zatem na przegląd występu każdej z 23 drużyn uczestniczącej w ostatnim spośród tegorocznych wielkich tourów.
Od dłuższego czasu w portalu Naszosie.pl staramy się możliwie szeroko i wielowątkowo omawiać najważniejsze wyścigi świata, a jedną z cieplej przyjętych form podsumowywania wielkich tourów od lat była analiza występu poszczególnych drużyn. Pora zatem kolejny raz ekipa po ekipie przeanalizować dla kogo 80. edycja Vuelta a España była udana, a dla kogo wręcz przeciwnie. Co ważne występy te oceniane są w odniesieniu do potencjału danej grupy i wysłanego przez nią składu – inaczej przecież patrzy się na Arkéa – B&B Hotels czy
Caja Rural – Seguros RGA, a zupełnie inaczej na np. UAE Team Emirates – XRG.
Nim jeszcze przejdziemy do omówienia każdej drużyny warto krótko spojrzeć statystycznie na to co za nami podczas 80. edycji Vuelta a España. Po wygraną etapową sięgnęli przedstawiciele zaledwie 7 z 23 ekip, a najczęściej, bo aż 7-krotnie powody do świętowania mieli kolarze UAE Team Emirates – XRG. Warto też zauważyć, że w czołowej „5” klasyfikacji generalnej każdy z kolarzy reprezentował inny zespół – w ostatnich latach wcale nie było to taką normą.
Występ powyżej oczekiwań:
- Q36.5 Pro Cycling Team – tworząc podsumowania występów poszczególnych ekip nie spodziewałbym się, że tekst otworzy zespół, który nie wygrał ani jednego etapu. Cóż, szwajcarska formacja miała przeze mnie całkiem nisko powieszoną poprzeczkę i właśnie to sprawia, że można tu mówić o sporym przekroczeniu przedwyścigowych oczekiwań za sprawą 3. miejsca w klasyfikacji generalnej wywalczonego przez Toma Pidcocka. Jeszcze bardziej imponuje fakt, że to nie była jazda ze stratą niemal kwadransa do bijących się o wygraną, jak to miewało miejsce w niektórych spośród ostatnich wielkich tourów, a to, że Brytyjczyk faktycznie do samego końca był pewnym zagrożeniem nawet dla lidera. W sumie kolarze Q36.5 Pro Cycling Team aż 16-krotnie meldowali się w czołowej „10” etapów, a zatem zasługują na brawa za ten występ oraz na kolejne zaproszenia na wielkie toury w następnych sezonach.
- Red Bull – BORA – hansgrohe – znam takiego, który niemalże dawał sobie rękę obciąć za to, że Jai Hindley skończy La Vueltę na podium. Ja z kolei byłem nieco niepoprawnym fanem Giulio Pellizzariego. Mimo życia w takiej bańce potrafię jednak docenić, że niemiecka drużyna kończy zmagania z 4. i 6. miejscem w klasyfikacji generalnej, a także etapowym skalpem. Oczywiście może być niedosyt – do podium zabrakło niewiele, a młody Włoch ostatniego dnia rywalizacji stracił prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej, ale moim zdaniem to nadal bardzo udany wyścig dla tej drużyny.
- Team Visma | Lease a Bike – z jednej strony holenderska ekipa przyjechała na La Vueltę z jednym celem, jakim bez wątpienia było wygranie klasyfikacji generalnej, zatem ciężko mówić o przekroczeniu oczekiwań gdy się go zrealizuje, z drugiej jednak byłem na swój sposób pełen podziwu dla kontroli, jaką na powrót potrafili przejąć żółto-czarni w peletonie. 3 wygrane etapy, pełne panowanie nad wydarzeniami na trasie, do tego 7. miejsce Seppa Kussa i 10. Matteo Jorgensona – to nie tak, że jestem w szoku, że Team Visma | Lease a Bike kończy zmagania z takim dorobkiem, ale jednocześnie wysoce podziwiam, że zespół ten potrafi w tak przekonywujący sposób zrealizować założone cele.
- UAE Team Emirates – XRG – ocenianie bliskowschodniej formacji, podobnie jak Team Visma | Lease a Bike, zawsze jest dla mnie pewnym problemem, albowiem z jednej strony ta od lat nie schodzi poniżej pewnego poziomu, który jest niedostępny dla większości kolarskiego peletonu, z drugiej jednak przed wyścigiem człowiek łudzi się, że ktoś podejmie rywalizację z kolarzami UAE Team Emirates – XRG. Finalnie zatem oceniam ich występ jako „powyżej oczekiwań”, bo wygranie 7 z 19 etapów, 2. miejsce w klasyfikacji generalnej czy wygrana koszulka najlepszego górala to sumarycznie ciut więcej, niż myślałem, choć zrozumiem doskonale osoby, dla których to po prostu wyścig taki, jakiego się po tej ekipie spodziewaliście.
Występ zgodny z oczekiwaniami:
- INEOS Grenadiers – brytyjska grupa to typowy przykład na to czym są mieszane uczucia. Z jednej strony można mówić o porażce w klasyfikacji generalnej – najlepszy Egan Bernal zajął dopiero 17. miejsce, z drugiej jednak Kolumbijczyk, a także Ben Turner i Filippo Ganna, wygrali po etapie, a to bez wątpienia jest pewne rozliczenie występu w tym wyścigu dla INEOS Grenadiers. Jako polski kibic mogę jedynie nieco żałować, że niezwykle aktywny Michał Kwiatkowski jedyne co ugrał, to tytuł najaktywniejszego na jednym z etapów.
- Alpecin – Deceuninck – belgijski zespół przyjechał na La Vueltę z najsilniejszym sprinterskim pociągiem i najlepszym jego wykończeniem w stawce, bo takowym bez wątpienia miał być i faktycznie okazał się być Jasper Philipsen, a zatem 3 wygrane etapy nie powinny nikogo dziwić. Do przekroczenia oczekiwań zabrakło np. zielonej koszulki, ale to nadal udana La Vuelta dla tej grupy.
- Groupama – FDJ – za sprawą etapu wygranego przez Davida Gaudu oraz faktu, że Francuz założył koszulkę lidera, chciałem w pierwszej chwili ocenić występ francuskiej grupy jako „powyżej oczekiwań”. Tylko jest jeden malutki problem – na tym zakończyły się pozytywy w wykonaniu tej ekipy. Okej, jej kolarze byli aktywni, ale tak jak u wielu innych drużyn, na zabieraniu się w niezwykle liczne odjazdy się skończyło, a to moim zdaniem troszkę za mało. Etap jest, oczekiwania spełnione, wyścig rozliczony i tyle.
- Lidl – Trek – mam dylemat z tym jak ocenić amerykański zespół. Z jednej strony kończą oni z wygraną w klasyfikacji punktowej oraz etapowym skalpem, z drugiej jednak mam wrażenie, że balonik był nadmuchany zdecydowanie bardziej. Mads Pedersen miał zgarnąć niejeden triumf, zaś Giulio Ciccone był głównym kandydatem do zgarnięcia trykotu na najlepszego górala – ten drugi kończy bez jakiejkolwiek wygranej i z 18. miejscem w klasyfikacji generalnej. Finalnie można zatem mówić o pewnym niedosycie, ale nie nazwałbym go rozczarowaniem.
- Caja Rural – Seguros RGA – czego oczekuje się po ekipie jadącej z dziką kartą? Przede wszystkim aktywnej jazdy. Czy takową otrzymaliśmy w wykonaniu jej kolarzy? I tak, i nie. Joel Nicolau był co prawda przez 2 dni liderem klasyfikacji górskiej, a gdy nikomu nie chciało się uciekać to samotnie kilometry na czele kręcił Jakub Otruba, ale finalnie nie potrafię powiedzieć, że kolarze Caja Rural zrobili coś, co bym wspominał. Najwyżej 8. miejsce na etapie to żaden powód do dumy, a posiadanie kolarzy na 13. i 14. miejscu w klasyfikacji generalnej, z odpowiednio 28 i 30 minutami straty pokazuje, że potencjał osobowy był, tylko został dość mało efektownie wykorzystany.
Występ poniżej oczekiwań:
- Decathlon AG2R La Mondiale Team – już był w ogródku, już witał się z gąską… Nie chciałbym szydzić z Felixa Galla, albowiem 8. miejsce to cały czas bardzo dobry wynik, ale finalnie mający w nogach Tour de France Austriak osłabł w ostatnim tygodniu, a w ogólnie dobrym wrażeniu stworzonym przez kolarzy Decathlon AG2R La Mondiale Team zabrakło finalnego wyniku. Francuska drużyna dysponuje obecnie jednym z większych budżetów, ma ogromne ambicje, a tymczasem wciąż zdarzają jej się wyścigi, które kończą bez etapowego skalpu czy walki o wygraną w którejkolwiek z klasyfikacji. Dla mnie to delikatne rozczarowanie.
- Bahrain – Victorious – bardzo przepraszam Torsteina Træena, że jego zespół ląduje w tym miejscu w podsumowaniu, ale świetny występ Norwega nijak nie jest w stanie przyćmić tego, jakie były przedwyścigowe oczekiwania. Antonio Tiberi miał się bić o co najmniej podium i koszulkę najlepszego młodzieżowca, Santiago Buitrago z kolei miał zgarnąć niejeden etap i być może nawet powalczyć o trykot górala. I co? I nic, a 3 dni w koszulce lidera Torsteina Træena i jego 9. miejsce w klasyfikacji generalnej nie sprawiają, że nie nazwę występu bliskowschodniej formacji nieco rozczarowującym.
- Movistar Team – już przed startem La Vuelty stało się jasne, że przed kolarzami hiszpańskiego World Teamu niezwykle trudne zadanie – stracili oni bowiem swojego lidera, jakim miał być Enric Mas. Tylko czy to wymówka by przed własną publicznością skończyć ściganie bez jakiejkolwiek wygranej, choć dnia w koszulce lidera którejkolwiek z klasyfikacji czy miejsca w nawet szerokiej czołówce klasyfikacji generalnej? Moim zdaniem nie, więc choć nie można kolarzom Movistaru odmówić waleczności, to finalnie ich wyniki rodzą pewne rozczarowanie.
- Soudal Quick-Step – niby człowiek wiedział, że Mikel Landa po wypadku z maja nie jest w optymalnej dyspozycji, ale jednak gdzieś można było się łudzić, że występ belgijskiej grupy nie ograniczy się wyłącznie kilku niespecjalnie skutecznych ucieczek. Finalnie kolarze Soudal Quick-Step w czołowej „5” etapu zameldowali się raz, zaś w generalce najwyżej spośród nich, na 11. miejscu, był Junior Lecerf. Przy tej renomie i budżecie oczekiwania bez wątpienia były większe.
- EF Education – EasyPost – z jednej strony kolarze amerykańskiej grupy aż 9-krotnie meldowali się w czołowej „10” etapów, z drugiej jednak ani razu nie udało im się znaleźć na podium takowego. Wiecie – może i nie ma powodów do wstydu, bo różowe koszulki bywały widoczne, ale za kilka dni wszyscy o tym zapomnimy, a suche fakty są takie, że EF Education – EasyPost wraca do domu z absolutnie pustymi rękoma.
- Team Picnic PostNL – mam wrażenie, że jestem niezwykle krytyczny po tej La Vuelcie, ale po prostu mam wrażenie, że naprawdę spora część stawki postawiła sobie za punkt honoru, by przypadkiem nie zostać z czegoś zapamiętaną podczas tego wyścigu. 3 miejsca w czołowej „10” etapów – oto dorobek Team Picnic PostNL w La Vuelcie. Jutro o nim zapomnimy.
- Lotto – mogę napisać „jak wyżej” i nie pastwić się nad belgijskim zespołem? Tu co prawda dorobek jest nieco bogatszy, bo obejmuje 5 miejsc w czołowej „10” etapów, ale to nadal nie jest cokolwiek, co będziemy wspominać za jakiś czas.
- Arkéa – B&B Hotels – Alessandro Verre był przez 2 dni liderem klasyfikacji górskiej. Muszę pisać coś jeszcze? A, Raúl García Pierna był 3. i 5. na etapach zanim nie wypadł z wyścigu. To tyle. Naprawdę nie sięgnę głębiej pamięcią by wydobyć jeszcze jakiekolwiek fakty na temat tego, że Arkéa – B&B Hotels brała udział w tym wyścigu. W efekcie myślę, że niewielu będzie tęskniło za francuską grupą gdy ta upadnie po sezonie 2025.
- Intermarché – Wanty – podobnie jak w opisywanej powyżej Arkéi, tak i tu oczekiwania były zerowe, a i tak mam poczucie pewnego zawodu. Kolarze Intermarché – Wanty zaledwie 2-krotnie meldowali się w czołowej „10” etapów, a konkretnie czynił to Arne Marit w sprinterskich potyczkach, i to by było na tyle. Tęsknię za 2022 rokiem, kiedy to belgijska ekipa zajęła 5. miejsce w rankingu UCI, a jej kolarze byli widoczni w każdej możliwej akcji ofensywnej.
- XDS Astana Team – drużyna z Kazachstanu była prawdziwym objawieniem pierwszej połowy obecnego sezonu, kiedy to jej kolarze wykonali niesamowity pościg za rywalami w walce o licencję World Tour na lata 2026-28. Teraz jednak, gdy wydaje się, że udało się już zapewnić bezpieczną przyszłość, oglądamy drugą stronę medalu – zawodnicy XDS Astana Team są jakby zmęczeni sezonem, a przez to niewidoczni, wręcz niemrawi. La Vueltę zespół ten kończy z zaledwie 3 lokatami w czołowej „10” etapów. Mało.
- Team Jayco AlUla – jeśli już jesteśmy przy ekipach, które zaledwie 3-krotnie meldowały się w czołowej „10” etapów, to nie sposób nie ponarzekać na występ kolarzy Team Jayco AlUla. Mając w składzie 2. przed rokiem Bena O’Connora, najlepszego wówczas na 2 etapach Eddiego Dunbara, znanego z uciekania Koena Bouwmana itd. oczekiwania były dużo, dużo wyższe niż to, co zaprezentowali kolarze w fioletowych trykotach.
- Burgos Burpellet BH – z jednej strony oczekiwania nie były wielkie, albowiem mówimy tu o zespole z dziką kartą, z drugiej jednak takie Q36.5 Pro Cycling Team czy przed rokiem Equipo Kern Pharma pokazały, że jazda jako zaproszony zespół nie musi oznaczać wyłącznie pokazywania się w tych najnudniejszych, skazanych na porażkę odjazdach. Burgos Burpellet BH kończy tymczasem z najwyżej 14. miejscem na etapie wywalczonym przez Hugo de la Calle podczas finiszu na 19. etapie. Na miejscu organizatorów La Vuelty mocno bym się zastanowił przed wysłaniem kolejnego zaproszenia do tej ekipy.
- Cofidis – 7. miejsce Bryana Coquarda na 1. etapie – oto wszystkie lokaty w czołowej „10” wywalczone przez kolarzy Cofidisu podczas całej La Vuelty. Cóż to był za dramatyczny występ. Jakbym był złośliwy, to bym napisał, że nawet ostatniego miejsca w klasyfikacji generalnej nie udało im się wygrać, bo o 10,5 minuty „lepszy” okazał się być Oscar Riesebeek. Wyścig do zapomnienia, a kto wie – może przy okazji będzie to ta impreza, o której najgłośniej będzie się mówiło w razie potencjalnego spadku Cofidisu z World Touru. Dziś przewaga w 3-letnim rankingu nad Uno-X Mobility wynosi już tylko 25 punktów.
Poza kategorią
- Israel – Premier Tech – niby chciałbym napisać, że to występ powyżej oczekiwań, bo 5. miejsce w klasyfikacji generalnej oraz trykot dla najlepszego młodzieżowca wywalczony przez Matthew Riccitello, ale nie potrafię. Od lat bowiem irytuje mnie to nierówne traktowanie przez UCI, które banuje rosyjskie i białoruskie grupy, a jednocześnie nie ma problemu z zespołem z Izraela. Efekt jest taki, że byliśmy świadkami tego, że gdzieś cierpliwość ludzi się skończyła, a obecność Israel-Premier Tech w stawce zabrała mi (i zapewne wszystkim Państwu) to, czego oczekiwałem po wyścigu kolarskim – przyjemność z przeżywania sportowych emocji.
Wszystko o 80. edycji Vuelta a España:










Wedle tego redaktorzyny, blokowanie wyścigu, jawne ataki na sportowców (cud że nie skończyło się tragedią) i ogólnie niebezpieczne zachowania to wina nie agresywnych ‚protestujacych’ a teamu kolarskiego. ŻENADA! Coś na zasadzie kobiety która była winna gwałtu na niej bo wyszła z domu w krótkiej czerwonej sukience…
Filippo Ganna wygrał czasówkę, więc INEOS ma 3 etapy w kieszeni.
Bardzo fajne zestawienie Izraelskiego zespołu w osobnej kategorii. Popieram.
Według tłumaczenia redaktora to poza zestawieniem powinny być drużyny z USA, Izrael bez USA nic by nie robił
Czy w przypadku zamachu bombowego również drużyna z Izraela odpowiadałaby za brak sportowych emocji. Winny jest Izrael jako państwo (ludobójstwa zgodnie z aktualnym raportem komisji ONZ) a nie zespół, który nie został wycofany przez UCI. Jeżeli komuś można dziękować (poza protestującymi wbiegajacymi w peleton) to właśnie UCI.
Moim zdaniem astana jednak powinna być na 0, nic spektakularnego, ale swoje zrobiła tj zdobyła więcej punktów niż konkurenci. Może też już zmęczenie sezonem u nich ma znaczenie.
Ineos zaczyna się odbijać od dołka w 2025, po kilku eneryckich latach widać jakiś powiew świeżości, nawet jeśli z tymi samymi nazwiskami.
Co do q36.5 i vismy, zwłaszcza Pidcocka warto dodać że prawdopodobnie dopisali by jeden etap za etap bodaj 9, gdzie nie było wylonionego zwycięzcy.
Cofidis to zasługuje na osobne potępienie chyba. Totalny absurd co oni robią. Walcząc o punkty dają 2 sprinterow po czym i tak gubią się na finiszach, być może z jakimś pociskiem i jednym sprinterem dałoby się ubrać więcej punktów, bo Staszek widać ma moc tylko z pozycją jest problem, często się gdzieś zablokuje.
Co do reszty to chyba zgoda. Wyjątkowo dużo ekip przejechało ten wyścig anonimowo. I pewnie po fuzjach, likwidacjach i spadkach kilka ekip pożegnamy bez żalu.
Israel? Cóż, sportowo ciut ponad oczekiwaniami. Poza sportowo nie komentuje
Tylko w odróżnieniu od Rosji, która napadła na Ukrainę, to Palestyna napadła na Izrael. A że teraz zbiera w dupę? Naprawdę to duży minus dla portalu, że staje -po stronie tłuszczy, a nie kolarzy.
Zresztą gdyby nie jawne wsparcie politycznych władz Hiszpanii, protesty nie byłyby tak gwałtowne, a kolarze byliby bezpieczni. Trzeba sie zastanowić czy Hiszpania zasługuje na wielki Tour. Myślę, ze bez problemu znajda sie chętni na zorganizowanie imprezy gdzie indziej. Byłaby to dobra nauczka dla barbarzyńców.
Tak, w przypadku Rosji mamy do czynienia z jednostronną agresją, stąd wykluczenie wyłącznie jednej strony konfliktu. W przypadku wojny izraelsko-palestyńskiej (choć właściwie to stron konfliktu jest dużo więcej) obie strony popełniły masę zbrodni wojennych, a zatem jeśli stosować by analogię do bana dla Rosjan to powinno się wykluczyć ze świata sportu zarówno Izrael, jak i Palestynę. „Portal staje po stronie tłuszczy?” Cóż, nie jesteśmy jednolitym tworem, a każdy z autorów ma prawo do własnej opinii.
Naprawdę mówić, że Palestyna rok temu napadła Izrael to trzeba mieć ograniczone spojrzenie na geopolityke i historie.. To jest dużo bardziej zawiła historia i nie czarno biała
@Piotr
Powrót na lekcję historii…pilnie! 🙂