Niemal 3 miliony euro w formie nagród od organizatorów trafiły do uczestników 112. edycji Tour de France. Co oczywiste najwięcej zainkasował z tego Tadej Pogačar, do którego trafiło ponad 20% tej puli. Kto jeszcze wróci do domu bogatszy i o ile?
Tour de France spośród wszystkich wieloetapowych wyścigów kolarskich ma nie tylko największą renomę, ale i pulę nagród. Na zwycięzcę klasyfikacji generalnej czeka aż pół miliona euro, a w sumie między wszystkich kolarzy rozdysponowane zostały niemal 3 miliony euro. Najwięcej, co oczywiste, zgarnęła czołówka całej imprezy z Tadejem Pogačarem na czele, aczkolwiek 5. na liście nagrodzonych kolarzy znalazł się najlepszy sprinter wyścigu, czyli Jonathan Milan, a całkiem wysoko znaleźli się też polujący na etapy kolarze tacy jak m.in. Thymen Arensman, Mathieu van der Poel czy Lenny Martinez.
Powszechnie znanym faktem jest jednak to, że nagrody w kolarstwie nie lądują bezpośrednio na kontach samych kolarzy, a trafiają do ich ekip i takie właśnie zestawienie przygotował organizator. Tradycja zaś mówi, że zespoły następnie proporcjonalnie dzielą taką pulę na 9 równych części – 8 dla każdego z kolarzy oraz ostatnią dla obsługi i dopiero w tej formie premie trafiają do wszystkich, którzy przyczynili się do ostatecznego sukcesu. Oczywiście nigdy jako kibice nie będziemy mieli wglądu w to czy taka proporcjonalność nadal funkcjonuje w zawodowym peletonie, ale jeśli wierzyć w nią to do UAE Team Emirates – XRG trafiło w sumie nieco ponad 700 tysięcy euro, a zatem ponad 75 tysięcy euro „na głowę”. Sporo zainkasowano też w Team Visma | Lease a Bike czy Red Bull – BORA – hansgrohe, a na drugim biegunie znalazły się takie zespoły jak Cofidis, Israel-Premier Tech czy Movistar Team, na których konta trafi zaledwie po kilkanaście tysięcy euro. Już niedługo w naszym portalu pojawi się podsumowanie wyścigu „ekipa po ekipie”, a tam dokładniej przyjrzę się przyczynom takiego stanu rzeczy.









