Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) znów był bezlitosny dla rywali. Słoweniec ma już ponad cztery minuty przewagi nad drugim w klasyfikacji generalnej Jonasem Vingegaardem (Visma | Lease a Bike). Mimo to, w wypowiedziach na mecie etapu, obaj kolarze byli zadowoleni.
Czwarte zwycięstwo Pogačara w tegorocznej Wielkiej Pętli było jednocześnie 21. w historii występów Słoweńca w Tourze oraz 103. na poziomie World Touru. Mimo tak bogatego dorobku, zawodnik Team Emirates wciąż cieszy się z kolejnych łupów.
Jestem super szczęśliwy. To było dla mnie wielkie pytanie od początku października. Chciałem, żeby wszystko było perfekcyjne. Dobrze rozpocząłem dzień, miałem dobre przygotowanie. Naprawdę chciałem iść na całość od początku do końca. Starałem się naciskać na pedały jak najmocniej. Prawie eksplodowałem na końcu, ale zobaczyłem czas na górze. To mnie popchnęło, bo widziałem, że wygram.
Trudny profil dzisiejszej czasówki sprawił, że kolarze i ich drużyny musieli mocno zastanowić się nad tym jaki typ roweru wybrać. Przed dylematem stał również Słoweniec, który zwrócił uwagę, że wybór jakiego dokonali wraz ze swoim zespołem był strzałem w dzisiątkę. Pogačar, w przeciwieństwie do, chociażby Jonasa Vingegaarda, nie zdecydował się na rower czasowy i wystąpił na tym samym modelu, na którym przejechał poprzednie 12 etapów.
Najważniejszą decyzją był wybór odpowiedniego roweru. Większość czasu jeździmy na rowerach szosowych. Zdecydowałem się na niego ze względu na większy komfort, ponieważ ostatnie 12 etapów przejechałem właśnie na nim. Ostatecznie dobrze mi to wyszło, różnice są znaczące. Ponad 30 sekund przewagi nad Jonasem i znacznie więcej nad resztą
– zauważył Słoweniec.
Co ciekawe, lider klasyfikacji generalnej jechał dziś bez słuchawki, a co za tym idzie, bez kontaktu z zespołem. Był to pierwszy raz gdy Pogačar zdecydował się na taki ruch, wytłumaczył to jednak bardzo prostą strategią na dzisiejszy etap.
Po raz pierwszy zdecydowałem się wystartować bez słuchawki, ponieważ strategia polegała na daniu z siebie wszystkiego od początku do końca. Patrzyłem tylko na czasy na międzyczasach, a na pierwszym zobaczyłem, że jestem 5 sekund na plusie i to dało mi motywację. Drugi międzyczas był trochę dłuższy i zobaczyłem, że mam dobre tempo i jestem w rytmie. Wszystko robiłem na wyczucie, oczywiście, myślałem o tym, żeby nie wybuchnąć, prawie to zrobiłem na ostatnim podjeździe. Na ostatnich trzech kilometrach wziąłem głęboki oddech, zmniejszyłem moc, bo wiedziałem, że ostatnie wzniesienie jest naprawdę trudne, ale chciałem dotrzeć tam ze świeżymi nogami
– podsumował trzykrotny triumfator Wielkiej Pętli.
Mimo 36 straconych do Tadeja sekund, zadowolony ze swojej dyspozycji jest Jonas Vingegaard. Jeszcze przed startem etapu zastanawiano się czy Pogačar zdoła dogonić Duńczyka na trasie. Jak się okazało niesłusznie, a Jonas nie tylko nie został dogoniony, ale dojechał i wyprzedził startującego przed nim mistrza świata w jeździe na czas – Remco Evenepoela.
Dzisiaj wróciliśmy. Wczoraj był dla nas okropny dzień. Aż do ostatniego podjazdu czułem się dobrze, ale nagle zgasło mi światło, a fakt, że udało nam się dzisiaj odzyskać siły, jest dla nas bardzo pozytywny i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Szczerze mówiąc, wczoraj byłem bardzo rozczarowany, ale wiedziałem, że to nie jest mój poziom. To nie tak, że straciłem wiarę w siebie. Wciąż wierzę w siebie i w poziom, który wiem, że posiadam
– zauważył Duńczyk.
Mimo że wydaje się, że Pogačar już Jonasowi odjechał, ten nie traci nadziei i wierzy zarówno w siebie, jak i swój zespół.
Oczywiście, Tour jeszcze daleko od zakończenia. Musimy nadal próbować i wierzyć, że wciąż możemy coś zrobić. Cała drużyna jest bardzo silna i chcemy to udowodnić w nadchodzących dniach
– zapowiedział lider Visma | Lease a Bike.









