Stanisław Aniołkowski nie znalazł się w składzie Cofidisu na Tour de France. Jako polscy kibice możemy tego żałować, ponieważ na trasie w Dobczycach zasygnalizował naprawdę dobrą dyspozycję.
Aż 4 tysiące metrów przewyższenia przygotowali w tym roku dla kolarzy organizatorzy wyścigu, którego stawką było to, kto przez najbliższe 12 miesięcy będzie wyjeżdżał na trasy kolejnych zawodów w biało-czerwonej koszulce. Dobczyckie pagórki to z pewnością nie ten rodzaj terenu, na którym przywykliśmy oglądać Stanisława Aniołkowskiego walczącego o czołowe miejsca.
Aniołkowski jest bowiem sprinterem, który w worldtourowym peletonie owszem, potrafi utrzymać się w peletonie na mniejszych wzniesieniach, ale na trasach takich jak ta w Dobczycach zazwyczaj zostaje daleko za najlepszymi. Tymczasem w niedzielę walczył bardzo ambitnie, zabierając się w liczne akcje za grupą liderów. Gdy podszedłem do niego chwilę po zakończeniu wyścigu, nie wyglądał na szczególnie zmęczonego ani tym bardziej zaskoczonego swoją dobrą jazdą. W czasie naszej rozmowy, obaj nie znaliśmy jeszcze końcowych wyników, ale wiedzieliśmy, że udało mu się załapać do szerokiej czołówki:
– Spodziewałem się, że tak to może wyglądać. Przyjechałem się pościgać. Dużo osób mówiło, żeby odpuścić ten wyścig, bo jest za ciężki… a ostatecznie i tak wszyscy przyjechali. Fajnie, że czasami pojawiają się także takie trudniejsze mistrzostwa Polski. Ta trasa pokazała prawdziwy poziom dużej części kolarzy. W tej grupce, do której się załapałem, znalazło się też kilku chłopaków, którzy wyglądali naprawdę dobrze – szacunek dla nich, bo dziś nie było łatwo
– mówił zawodnik, który ostatecznie zajął w Dobczycach 12. miejsce.
Chwilę później zauważył, że gdy regularnie ścigał się w polskich wyścigach kontynentalnych, jego charakterystyka była trochę inna niż teraz. – Potrafiłem wygrać etap na Małopolskim Wyścigu Górskim – przypomniał. I wcale nie był to klasyczny płaski finisz, jakie zdarzają się nawet tam, ale etap kończący się na Górze Chełm (4,4 km; 6%), na którego trasie znalazł się m.in. Kobielnik.
– Ktoś z dystansu, patrząc na moje wyniki w World Tourze, mógłby pomyśleć, że jestem kiepski w górach, tylko że… jest różnica między kolarstwem polskim a worldtourowym. Zwłaszcza na takiej trasie. Tam jest tempo cały czas, tu było ono tylko na podjazdach, a na zjazdach i płaskich odcinkach jechało się całkiem spokojnie. Gdyby ten wyścig rozgrywany był w stawce worldtourowej, na pewno byłoby mi dużo trudniej
– tłumaczył „Aniołek”.
Gdy wtedy rozmawialiśmy, liczył na to, że swoją dobrą dyspozycję będzie mógł wykorzystać podczas Tour de France. To właśnie do tego wyścigu przygotowywał się w ostatnich tygodniach, choć jednocześnie zaznaczał: – Nie mam jeszcze stuprocentowej pewności, że pojadę.
Dziś wiemy już, że na liście startowej go nie zobaczymy – dyrektorzy sportowi postanowili wybrać skład z dwoma sprinterami – Alexisem Renardem i Bryanem Coquardem. O obu Aniołkowski wypowiadał się w niedzielę bardzo ciepło
– Alexis ma świetny sezon – pokazuje szybkość, wytrzymałość i potrafi finiszować z najlepszymi. Bryan z kolei zawsze dobrze radził sobie w Tour de France. Poza tym trenowałem z nimi i wiem, że są w bardzo dobrej formie
– mówił wtedy, dlatego nie zdziwiłem się, że gdy zadzwoniłem do niego dzień później, wydawał się pogodzony z tą decyzją.
– Muszę zaakceptować decyzję ekipy. Układ był jasny, wszyscy zawodnicy wybrani do szerokiego składu na wyścig trenowali, licząc że faktycznie wystartują w Tour de France. Mi się to nie udało
– powiedział krótko Aniołkowski.
Na razie Aniołkowski nie wie, co będzie robił w najbliższym czasie. Na razie jest na liście rezerwowej Cofidisu – może wskoczyć do składu w sytuacji, gdyby któryś z zawodników odniósł kontuzję. Później natomiast zacznie przygotowywać się do kolejnych startów, choć to, gdzie konkretnie będzie miał okazję się pościgać, wciąż pozostaje zagadką…










Nie wiedziałem,że 12 lokata na MP oznacza dobrą dyspozycję…ale czy jego wyniki, nawet w rywalizacji wewnątrz zespołu, dawały argumenty, raczej nie…
To że jest w WT to jego duży sukces ale to wszystko