Jasper Philipsen nie miał okazji walczyć o zwycięstwo na pierwszym etapie Baloise Belgium Tour, ale po finiszu czuł raczej ulgę niż rozczarowanie. Kolarz Alpecin-Deceuninck był o krok od poważnego upadku na ostatnich metrach, jednak cudem uniknął kraksy i wyszedł z sytuacji bez szwanku.
Choć etap padł łupem Tima Merliera, to właśnie Philipsen znalazł się w centrum uwagi po zakończeniu wyścigu. Wszystko przez groźnie wyglądającą sytuację na finiszu. Analiza powtórek pokazała, że Belg uderzył przednim kołem w tylne koło Francuza Jasona Tessona (Team TotalEnergies) na ostatnich metrach. W wyniku tego kontaktu Philipsen stracił równowagę, wykonał gwałtowny ruch ciałem i niemal przeleciał przez kierownicę, ale ostatecznie zdołał utrzymać się na rowerze.
Tim Merlier powers to victory on Stage 1 of the Tour of Belgium after a chaotic run-in — with Jasper Philipsen making a particularly impressive save just behind! pic.twitter.com/t0DWouvBsp
— Cycling on TNT Sports (@cyclingontnt) June 18, 2025
Całkiem nieźle mi szło, ale na przedostatnim zakręcie straciliśmy kilka pozycji, co zmusiło mnie do rozpoczęcia sprintu z dalszej pozycji. Oczywiście chciałem być na kole Tima Merliera na początku sprintu, ale niestety ktoś wjechał między nas. Czułem się dobrze i byłem przekonany, że stać mnie na dobry wynik. Niestety, źle oceniłem sytuację i utknąłem za rowerem Tessona. Szkoda, ale najważniejsze, że utrzymałem się na rowerze. To mogło się skończyć dużo gorzej. W czwartek czeka nas kolejna szansa
– przyznaje Jasper Philipsen w rozmowie z Het Laatste Nieuws.









