Za nami 4. etap tegorocznej edycji Tour de Suisse, którego triumfatorem okazał się João Almeida (UAE Team Emirates-XRG). Portugalczyk nie krył zadowolenia na mecie, choć do reszty wyścigu podchodzi z dużą rezerwą. Kolejnym wygranym tego dnia jest Romain Grégoire (Groupama-FDJ), który utrzymał koszulkę lidera.
Almeida popisał się spektakularnym atakiem, który w ostateczności poskutkował zwycięstwem etapowym. Portugalczyk zostawił w tyle resztę stawki, a przy okazji ustanowił nowy rekord podjazdu Splügenpass (8,8 km; 7,4%) – zawodnik UAE Team Emirates-XRG pokonał górę w 23 minuty i 10 sekund.
⏱️🚨 Joao Almeida set today a NEW CLIMBING RECORD on Splügenpass/Passo dello Spluga (8,8 km@7,4%): 23 min 10 sec. Very fast ascent at high altitude, he’s on the right track to win this race.#TourdeSuisse pic.twitter.com/J4rpX5PWKo
— Mihai Simion (@faustocoppi60) June 18, 2025
Wielu ekspertów widzi w nim głównego faworyta tego wyścigu i to pomimo dosyć pokaźnej straty w klasyfikacji generalnej. Almeida plasuje się aktualnie na 7. miejscu tracąc do lidera, Romaina Grégoire’a (Groupama-FDJ), 2 minuty i 7 sekund. Niemniej jednak, najbliższe etapy oraz wieńcząca etapówkę jazda indywidualna na czas wydaje się idealnym terenem dla Portugalczyka. On sam zresztą do swojej sytuacji podchodzi ze spokojem i skupia się tak samo na każdym następnym dniu:
To był bardzo trudny wysiłek. Po moim ataku wciąż było sporo dystansu do mety. Na szczęście, udało się samotnie do niej dojechać. Jestem bardzo zadowolony z wygranego etapu, a teraz trzeba się tym cieszyć. Gdy ludzie mówią, że jestem teraz głównym faworytem, nie zgadzam się z tym. Zapowiada się, że będzie bardzo ciężko, ale to okej, wciąż będziemy próbować swoich sił. Miejmy nadzieję, że jutro będę miał dobrą nogę
– powiedział na mecie 4. etapu Tour de Suisse João Almeida.
Pomimo świetnej dyspozycji lidera UAE Team Emirates-XRG, koszulkę lidera wciąż dzierży Romain Grégoire (Groupama-FDJ). Francuz stracił dziś paręnaście sekund zarówno do drugiego na mecie Oscara Onleya (Picnic-PostNL), jak i trzeciego tego dnia Bena O’Connora (Jayco-AlUla). Na podjeździe nie należał do najlepszych, jednak sukcesywnie odrabiał swoje straty na zjeździe, a ostatecznie finiszował z minutą straty. Duża w tym zasługa Juliana Alaphilippe’a (Tudor Pro Cycling), a więc lider wyścigu nie krył słów wdzięczności dla swojego starszego rodaka:
Celem zawsze było utrzymać żółtą koszulkę, więc misja się udała. Było to dosyć trudne i jestem wycieńczony. Na szczęście, Julian znalazł się razem ze mną i bardzo mi pomógł na zjeździe. Myślę, że wiszę mu drinka wieczorem. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak skończył się ten dzień
– opowiada zadowolony Romain Grégoire.
Ich wspólny zjazd z Splügenpass jest aż za bardzo poetycki – dwa pokolenia francuskiego kolarstwa wspólnie starały się odrobić straty do czołówki, niezależnie od barw klubowych. Oprócz tego, wartości tej sytuacji dodaje fakt, że nie brakowało głosów, które pórównywały młodego kolarza Groupama-FDJ do dwukrotnego mistrza świata Alaphilippe’a, a kto wie? Może w przyszłości to właśnie Grégoire okaże się następcą charyzmatycznego „Loulou”?
Francuz wypowiedział się również o planach na resztę wyścigu oraz tego, jak przebiegła reszta dzisiejszego etapu:
Wiedziałem, że ktoś będzie atakował. Zdecydowałem się więc, żeby skupić się na zawodnikach, którzy są blisko mnie w klasyfikacji generalnej, na przykład Kevin Vauqelin. Trochę się na mnie zdenerwował, ale to najlepsze co mi pozostało. Skoro Onley i O’Connor odrobili do mnie trochę straty, to nie pozostaje mi nic innego, jak się z tym pogodzić
– skwitował lider Tour de Suisse 2025.








