fot. Giro d'Italia

Joshua Tarling (INEOS Grenadiers) wygrał 2. etap tegorocznego Giro d’Italia. Brytyjczyk okazał się lepszy raptem o sekundę od Primoža Rogliča (Red Bull-Bora-hansgrohe). Słoweniec zyskał cenną przewagę nad rywalami i został liderem klasyfikacji generalnej. Podium dopełnił Jay Vine (UAE Team Emirates-XRG)

Ulokowanie trasy dzisiejszej czasówki przy malowniczych terenach Tirany jest dobrym pomysłem nie tylko ze względów wizualnych. Zawodnicy mogli bowiem spodziewać się liczącej 13,7 kilometra walki z czasem, która była obfita wiele technicznych zakrętów oraz długich, bulwarowych odcinków. Na 8 kilometrze rywalizacji znajdował się punkt pomiaru czasu, który równocześnie był premią górską 4. kategorii. Wszystko wskazywało, że dzisiaj prym wieść będą prawdziwi specjaliści od jazdy indywidualnej na czas i osiągania wysokich liczb watów.

Pierwszym zawodnikiem na trasie był Niklas Märkl (Picnic PostNL), który wystartował około 13:25, choć to nie jego czas był pierwotnym odnośnikiem dla reszty stawki. Pierwszy na mecie zameldował się Marco Brenner (Tudor Pro Cycling) z czasem 18 minut i 20 sekund , jednak logicznym było, że Niemiec długo nie będzie liderował dzisiejszym zmaganiom. Pierwszym wartym odnotowania rezultatem był czas 16 minut i 21 sekund, którego autorem był Ethan Hayter (Soudal Quick-Step). Raptem o 4 sekundy wolniej trasę przejechał Jan Tratnik (Red Bull-Bora-hansgrohe).

 

Kiedy na trasie pojawił się mistrz Europy, Edoardo Affini (Visma | Lease a Bike), zapowiadało się na to, że Hayter może mieć konkurencję. Włoch potwierdził te aspiracje już na pierwszym pomiarze czasu, gdzie przejął prowadzenie z czasem 10 minut i 15 sekund. Nie inaczej było na mecie, gdzie na tamten moment objął prowadzenie z czasem 16 minut i 13 sekund. Do Affiniego zbliżył się Daan Hoole (Lidl-Trek), albowiem do prowadzącego mistrza Europy zabrakło mu raptem dwóch sekund.

W drodze po całkiem niezły wynik był Luke Plapp (Jayco AlUla), jednak mistrz Australii przeszarżował w jednym z zakrętów i wylądował na asfalcie. Nieco więcej szczęścia miał jego rodak, Jay Vine (UAE Team Emirates XRG) – jeden z faworytów dzisiejszego etapu zameldował się na punkcie pomiaru czasu z wynikiem 10 minut i 10 sekund, co było o 5 sekund szybszym rezultatem od Affiniego. Vine utrzymał tempo i wparował na metę z czasem 16 minut i 11 sekund, co dało mu w tamtym momencie fotel lidera.

Dosłownie tuż po sobie wystartowali Joshua Tarling oraz Thymen Arensman (INEOS Grenadiers). Pierwszy, liczył na wygraną na dzisiejszym etapie, drugi zaś, na odrobienie strat poniesionych dzień wcześniej. Tarling, nieco niespodziewanie, tracił na punkcie pomiaru czasu 3 sekundy. Na mecie wylądował jednak z tą samą różnicą, tym razem na swoją korzyść i z czasem 16 minut i 8 sekund objął prowadzenie. Tuż po nim na finiszu zameldował się jego klubowy kolega, Arensman – czas 16 minut i 29 sekund dawał nadzieję na nadrobienie strat w „generalce”. Identyczny czas osiągnął Daniel Felipe Martinez (Red Bull-Bora-hansgrohe).

 

Względnie pozytywny wynik zaliczył kolejny z faworytów klasyfikacji generalnej, Derek Gee (Israel-Premier Tech). Kanadyjczyk pokonał trasę dzisiejszego etapu w 16 minut i 36 sekund. W międzyczasie, na mecie zameldował się Rafał Majka (UAE Team Emirates-XRG) z czasem 17 minut i 11 sekund. Następnie przyszedł czas na kolegów z drużyny Polaka, gdyż tuż po sobie wystartowali Juan Ayuso, Brandon McNulty i Adam Yates. Dwóch pierwszych zawodników zagroziło Tarlingowi już na pierwszym punkcie pomiaru czasu, jednak ostatecznie Hiszpanowi zabrakło 17 sekund, a McNulty opadł z sił w drugiej części, przyjeżdzając ze stratą 13 sekund. Ostateczny wynik Adama Yatesa zaś, to 16 minut i 44 sekundy. Generalnie rzecz biorąc, ekipa z Emiratów może być zadowolona ze swoich poczynań tego dnia.

Każdy był skupiony na różnicach w klasyfikacji generalnej, a tymczasem prowadzenie na pierwszym punkcie pomiaru czasu objął Mathias Vacek (Lidl-Trek). Czech jednak nie zdołał utrzymać swojego tempa do końca, albowiem ostatecznie przegrał z Tarlingiem o 6 sekund. Na trasie obecny w tamtym momencie był już Primož Roglič (Red Bull-Bora-hansgrohe), który wyrównał czas Vacka na punkcie pomiaru czasu, a na finiszu zabrakło mu raptem sekundy do pokonania liderującego Tarlinga! Niewątpliwie Słoweniec był największym zwycięzcą dzisiejszej czasówki, jeśli chodzi o faworytów klasyfikacji generalnej.

 

Na trasie zatem znajdował się raptem jeden zawodnik, który realnie mógł zabrać Joshowi Tarlingowi triumf na dzisiejszym etapie. Był nim rzecz jasna Wout van Aert (Visma | Lease a Bike), jednak na punkcie pomiaru czasu tracił już 28 sekund, co oznaczało, że Belg faktycznie nie czuje się najlepiej w ostatnich dniach. Trend utrzymał się aż do mety, a van Aert ostatecznie osiągnął rezultat 16 minut i 46 sekund. Z niezłej strony prezentował się jednak lider wyścigu, Mads Pedersen (Lidl-Trek), jednak jego starania nie wystarczały, aby triumfować na dzisiejszym etapie. Ostatecznie, czas Duńczyka wynosił 16 minut i – sekund, co oznaczało, że zwycięzcą etapu został Joshua Tarling (INEOS Grenadiers), a liderem klasyfikacji generalnej z raptem sekundą przewagi nad ustępującym Pedersenem został drugi w dzisiejszej rywalizacji Primož Roglič (Red Bull-Bora-hansgrohe). Najniższy stopień podium przypadł Jay’owi Vine’owi (UAE Team Emirates-XRG).

Wyniki dostarcza FirstCycling.com


Wszystko o 108. Giro d’Italia:
Poprzedni artykułGrand Prix du Morbihan 2025: Benoit Cosnefroy broni tytułu zwycięzcy
Następny artykułToyota Central Europe, Toyota Radość oraz Lexus Warszawa Radość Oficjalnymi Partnerami Lang Team. Flota ORLEN Wyścig Narodów odebrana!
Stanisław Beciński
Pasjonat wszystkiego co amerykańskie, włącznie z kolarstwem. Wielki kibic Alberto Contadora, choć marzeń by powtórzyć sukcesy idola nie udało się zrealizować. Prywatnie student politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Mikołaj
Mikołaj

I to jest to czym roglicz może wygrać ten wyścig . Czasówki . Jednak cały wyścig przed nami i kupa ścigania więc jest na co czekać

Barmanekm
Barmanekm

Roglic chyba w formie. Oby to Giro było tak ciekawe jak wtedy, co objechał Thomasa na ostatniej czasówce.

Arek
Arek

@Barmanekm Żartujesz, prawda? Przecież to był najnudniejszy wielki tour w ostatnich latach (nie powiem „w dziejach”, bo aż tak daleko nie sięgam wiedzą wstecz, ale nie zdziwiłbym się), w generalce praktycznie nic tam się nie działo aż do tej ostatniej trudnej czasówki. Ok na etapach różni kolarze walczyli i coś tam się działo ale imo to walka w klasyfikacji generalnej jest prawdziwym mięchem (dlatego ostatnie TdF są tak genialnie jak walczą Tadeusz z Januszem).

Nickt
Nickt

@Barmanekm „objechał” to trochę za dużo powiedziane, po prostu zmienił rower na podjeździe.