Zaledwie kilka dni temu Tom Pidcock – zwycięzca tegorocznego Amstel Gold Race i Strade Bianche odszedł z INEOS Grenadiers, by na ostatnią chwilę zasilić Q36.5 Cycling Team. Jak to się stało, że prawdopodobnie największy ruch transferowy ostatnich miesięcy wykonała właśnie ekipa drugiej dywizji? Opowiada jeden z jej dyrektorów sportowych – Piotr Wadecki.
Tom Pidcock ma 25 lat i jest jednym z najlepszych kolarzy na świecie. Jak to możliwe, że ekipie prokontynentalnej udało się podpisać kontrakt z nim na kolejny sezon?
Wprawdzie nie siedziałem w tych negocjacjach, bo nie taka jest moja rola, ale faktycznie na bieżąco dostawałem informacje co do tego, jak wyglądały rozmowy. Wszystko trwało bardzo dlugo, bo około 2 miesiące. Prawdopodobnie współpraca Toma z Ineosem nie układała się idealnie i dlatego zdecydował się odejść. Były też takie głosy że Ineos też nie jest do końca zadowolony więc obie strony były gotowe na to, by w końcu rozwiązać łączącą je umowę.
Przystąpiliśmy do rozmów, choć nie było łatwo. Zainteresowanie Tomem wyrażało oprócz nas jeszcze parę innych zespołów. Był też taki moment, w którym pojawiło się nazwisko Michała Kwiatkowskiego, ale ten ma jeszcze obowiązujący kontrakt. Jest profesjonalistą, wiele zawdzięcza Ineosowi i prawdopodobnie nie chciał zmieniać barw klubowych przed końcem kontraktu, który łączy go z zespołem jeszcze przez rok. Ale co się odwlecze to nie uciecze, więc może po tym sezonie uda nam się porozumieć.
Zresztą, z drugiej strony, brak Toma może oznaczać, że Michał będzie dostawać więcej szans dla siebie. To może być dla niego dobry moment, żeby znów pokazywać się w takich wyścigach jak np. Amstel Gold Race czy Liege-Bastogne-Liege, a przecież wszyscy wiemy, że potrafi walczyć w takich wyścigach.
Ale wracając do Toma Pidcocka. Rozmowy nie były łatwe, toczyły się na najwyższym szczeblu w hierarchii ekipy prawdopodobnie włączyli się w nie nawet sponsorzy. W końcu udało się ekipie Q36,5 skonstruować trzyletnią umowę, pod którą ostatecznie Tom się wczoraj podpisał.
Wie pan, dlaczego w ogóle chciał odejść z poprzedniego zespołu?
Nie mam pojęcia. Osobiście z nim nie rozmawiałem, więc nie wiem, jak wygląda sytuacja w Ineosie. Na pewno patrząc z kilkuletniej perspektywy, jest to jedna z najlepszych i najlepiej zorganizowanych drużyn w peletonie, ale nie jestem w stanie powiedzieć, jak dokładnie wyglądała sytuacja w ostatnim czasie. Wiem, że ostatnio odeszło stamtąd kilku zawodników, kilku pracowników, słyszałem jakieś różne plotki, ale nie chciałbym się na ten temat zbyt obszernie wypowiadać, bo tak naprawdę wiem niewiele więcej, niż wy.
Ja patrząc na nich z zewnątrz widzę tylko, że to jedna z najlepszych ekip na świecie. a jeśli chodzi o te pogłoski, to… nie ma ekip idealnych. Zresztą, patrząc z drugiej strony, mówiło się też, że Tom jest trudnym zawodnikiem – teraz przekonamy się, czy rzeczywiście tak jest. Poza tym, z tego co wiem, Tom poszukiwał zespołu, w którym będzie jedynym liderem. W Ineosie jest wielu kapitalnych zawodników, niekiedy nawet lepszych niż on, a u nas będzie wszystko kręciło się wokół niego. Być może właśnie tego potrzebował.
Dla naszego zespołu na pewno jest to game-changer, a przynajmniej na to liczymy. Jestem przekonany, że teraz, dzięki jego transferowi, motywacja całej obsługi i sztabu będzie większa, niż kiedykolwiek, choć oczywiście czas pokaże, jak na przestrzeni całego sezonu będzie się ta nasza współpraca układać.
Liczycie że dzięki jego przejściu uda wam się dostać na Tour de France? Bo w ostatnich trzech sezonach Pidcock za każdym razem startował w tym wyścigu, a zwykle zaznaczał w jakiś sposób swoją obecność.
Nie, na Tour de France na pewno nie pojedziemy. Mógłbym tu opowiadać jakieś bajki, ale po co? Prawda jest taka, że to się nie wydarzy. Nawet nie będziemy się o to prawdopodobnie starać. Zdecydowanie większe szanse na start mamy w Vuelta a Espana, być może uda się wystąpić także w Giro d’Italia, choć tu akurat nie wiadomo czy bylibyśmy w stanie pogodzić ten start z klasykami, które będziemy traktować priorytetowo.
No właśnie, jakie będą wasze najważniejsze cele na najbliższy sezon?
My generalnie jesteśmy młodą ekipą – to jest dopiero 3. rok istnienia zespołu. Mamy stabilnych sponsorów – to są duże firmy takie jak Mercedes, Breitling, Scott. Właścicielem zespołu jest Ivan Glazenberg – biznesmen z RPA, który ma też szwajcarski paszport. Jest właścicielem m.in. Pinarello, negocjuje ze Scottem, niedawno kupił TechnoGym – buduje sobie bardzo duże portfolio marek sportowych.
Dzięki niemu możemy sobie pozwolić na odważne planowanie przyszłości. Cel jest taki, żeby dostać się do World Touru. M.in. stąd też podpisanie kontraktu z Tomem, bo myślę, że jego ściągnięcie bardzo przybliży nas do osiągnięcia tego celu. Planujemy wystartować w wielu klasykach – Strade Bianche, Mediolan-San Remo, klasyki w Belgii, być może Amstel Gold Race. Później Tour de Suisse, które dla nas będzie bardzo ważne dlatego, że jesteśmy szwajcarską ekipą. A na koniec sezonu chcemy zaprezentować się w Vuelta a Espana – tak jak już mówiłem, naprawdę liczymy na to, że uda nam się otrzymać dziką kartę na start w tym wyścigu.
Do tego World Touru planujecie dostać się już poprzez ten ranking 3-letni, który rozstrzyga się już po najbliższym sezonie? Na razie zajmujecie w nim 24. miejsce ze sporą stratą do 18. Cofidisu.
Na razie rzeczywiście nie jesteśmy jeszcze na takich miejscach, które dawałyby nam z urzędu miejsce w World Tourze, ale przyjście Pidcocka zmienia mocno sytuację. Teraz nasze szanse bardzo wzrosną, tym bardziej, że podpisaliśmy także kilku innych nowych zawodników [m.in. Milan Vader, Sjoerd Bax i Harm Vanhoucke – przyp. red.].
Naprawdę bardzo szybko się rozwijamy. Przypomnę, że ekipa powstawała bardzo późno – niemal równe dwa lata temu, we wrześniu. Z tego powodu nie mieliśmy zbyt dużego wyboru i mogliśmy podpisywać tylko tych kolarzy, którzy zostali na rynku, a wiadomo, że ci najlepsi mieli już umowy z innymi zespołami. My podpisywaliśmy dwuletnie kontrakty, co też nas później trochę blokowało przy wzmacnianiu zespołu. Teraz ten okres dwóch lat minął, z 14 zawodników zrezygnowaliśmy, zatem mogliśmy podpisać kilku nowych.
Warto też pamiętać, że ostatni sezon był dla nas trudny także dlatego, że doskwierały nam kontuzje – przez nie trudno było nam osiągać dobre wyniki. Na szczęście można powiedzieć, że po deszczu wychodzi słońce. Teraz już powinno być dobrze i liczymy na to, że dzięki Tomowi uda nam się wywalczyć taką liczbę punktów, by znaleźć się w tym World Tourze bezpośrednio.
W tym roku wasza kadra liczyła 30 zawodników, natomiast jak widzę tę przyszłoroczną, to widzę 24 nazwiska. To oznacza, że możemy spodziewać się kolejnych wzmocnień?
Raczej nie. Będziemy mieć 25-, może 26-osobową kadrę. To nam powinno wystarczyć, by skomponować 3 mocne składy i jestem przekonany. Myślę, że mając takiego kolarza jak Pidcock, nie powinniśmy mieć żadnych problemów z dostawaniem się na wyścigi – zresztą nawet w poprzednich dwóch latach nie było to żadnym problemem. Byliśmy już na Tirreno-Adriatico, Strade Bianche, Mediolan-San Remo i wielu innych ważnych wyścigach wyścigach [sezon temu Q36.5 wzięło udział w 18 imprezach World Touru – przyp. red.].
Transfer Pidcocka zmienia naszą sytuację o tyle, że teraz pewnie będziemy mogli liczyć na lepsze warunki od organizatorów, a nasza cała kadra będzie kręciła się wokół niego. Jemu to powinno odpowiadać, bo zdaje się, że lubi, gdy uwaga wszystkich i cała presja skierowana jest na niego.
Mówi pan, że dzikie karty będziecie dostawać na lepszych warunkach. A co dokładnie oznaczają te lepsze warunki?
Często jest tak, że gdy dostajemy dziką kartę na wyścig, to musimy płacić za hotele, podczas gdy ekipy worldtourowe dostają wszystko gratis. Kiedy indziej jest tak, że chociaż hotele dostajemy za darmo, to nie możemy liczyć na startowe, które dostają inne ekipy. Rzecz jasna jest regulamin, który mówi, co organizator musi zapewnić ekipie, którą zaprasza, ale cała reszta jest kwestią negocjacji. Teraz dzięki Pidcockowi będziemy mieć mocną kartę przetargową.
Na koniec chciałbym zapytać o Polaków, dla których to był ciężki rok. Kamil Małecki po udanych występach w Wyścigu Dookoła Flandrii i Paryż-Roubaix znów zaczął mieć kłopoty zdrowotne, natomiast Szymon Sajnok znów zakończył sezon bez większych sukcesów. Jaka jest ich przyszłość?
Kamil Małecki po tych dwóch dobrych występach w monumentach podpisał nowy kontrakt, więc będzie się jeszcze ścigał u nas przynajmniej przez dwa lata. Później rzeczywiście miał te problemy ze zdrowiem, ale ostatnio robiliśmy mu badania i wszystko wskazuje na to, że jest już w pełni zdrowy. Mam nadzieję, że tak zostanie, a on będzie jednym z głównych przybocznych Pidcocka.
Niestety jeśli chodzi o Szymona, sytuacja wygląda gorzej. Jest mi bardzo przykro, bo bardzo go lubię i zawsze go mocno wspierałem, ale w tym roku zakończył mu się kontrakt. To były dwa nieudane sezony, on miał trochę pecha, czasami nie był w stanie się zebrać w odpowiednim momencie…
Pamiętam, że w Cofidisie wyglądało to bardzo podobnie. Ja miałem nadzieję, że jak trafi do nas, pójdzie mu trochę lepiej. Był taki moment, że faktycznie zaczął zajmować bardzo wysokie miejsca, ale później przyszedł upadek na jednym z wyścigów, kontuzja… Dobra forma uleciała, a on niestety nie był w stanie przekonać szefostwa ekipy do pozostawienia go w składzie.
Szymona więc nie ma, ale w zespole pozostaje Kamil, a obok niego będzie wielu innych Polaków. Jest Adam Pluciński – dietetyk i Michał Giemza – fizjoterapeuta. Obaj przyszli do nas z CCC. Oprócz nich jest jeszcze Jakub Foltyn, który jest trenerem… do tego dochodzą Holendrzy i Belgowie, którzy byli wcześniej z nami w CCC, więc ten przynajmniej częściowo polski komponent w naszej ekipie wciąż pozostanie bardzo mocny.
Rozmawiał Bartek Kozyra





![Tour de Pologne 2026: Polacy zapowiadają walkę od początku [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/08/https___www.tourdepologne.pl_wp-content_uploads_2026_08_SG1_0024-218x150.jpg)



